piątek, 27 listopada 2015

Co z nami będzie?

Listopad powoli dobiega końca. Początek tego miesiąca zawsze kojarzymy ze Świętem Zmarłych, odwiedzaniem grobów, wspomnieniem tych, którzy odeszli. W ostatnich dniach listopada wielu z nas nie pamięta już albo nie chce pamiętać... Zapominamy, odsuwamy od siebie myśl o umieraniu, bo to myśl niewygodna. Mimo wszystko kilka spraw warto przemyśleć, niezależnie od pory roku... Wszyscy przemijają, ale co ze sobą zrobić po śmierci? 



Daleka jestem od ocierania się w tekstach o religię - tu jest tak, jak jest w polityce: każdy wie swoje i niech przy tym swoim zostanie. Ten wpis nie będzie zatem dotyczył sfery duchowej - to pozostawiam Wam do przemyślenia we własnym zakresie, w zgodnie z własnym sumieniem (podobno każdy jakieś ma). Dzisiaj chciałam porozmawiać o tym, co zrobimy z naszymi ciałami po śmierci? Temat niewygodny? Możliwe, ale takie też chodzą mi po głowie, każdemu gdzieś, kiedyś chodzą. Może podejmiecie wyzwanie i podyskutujemy na ten temat. Liczę na Was.

Oddam to, co mi już zbędne?


Niedawno pisałam o możliwościach pomocy drugiemu człowiekowi - tekst: Zostać dawcą, czyli możesz dać od siebie? został przez Was ciepło przyjęty. Mam nadzieję, że kogoś poruszył, ba! wiem to na pewno. Zwracam na niego uwagę ze względu na pośmiertne dawstwo organów. To, o czym nie chcemy myśleć, co w filmach zbywamy machnięciem ręki i stwierdzeniem, że: "mnie to nie dotyczy". Owszem, teraz nie, ale kiedyś (NIESTETY) może. Warto przemyśleć takie sprawy już teraz, póki nie musimy się zadręczać, a stosunek do nich oparty jest na gdybaniu. Co prawda tryb gdybania uruchamiamy przeważnie, kiedy coś nie poszło po naszej myśli: "gdybym mógł to zrobić jeszcze raz, zrobiłbym to inaczej", ale tu gdybanie jest czysto teoretyczne - to gdybanie o przyszłości. 

Zapraszam do poczytania o dawstwie, jeśli jeszcze nie zrobiliście - garść informacji zawsze w cenie.


Pomnik czy urna?

Rozmawiałam ostatnio z przyjaciółmi o śmierci. Bywa, że czasem trzeba pogadać o czymś konkretnym i nieuniknionym - niby bliskim a tak dalekim. Rozważaliśmy różne opcje i okazuje się, że każde nas chciałaby zrobić ze sobą coś innego, więc razem na cmentarzu nie poleżymy. 

Jakie mamy opcje? Dwie podstawowe to klasyczne złożenie do grobu lub zmniejszenie rozmiarów do minimum i w żadnym wypadku nie mówię tu o odchudzaniu, ale o kremacji.


Zgodnie z polskim prawem << art. 12 ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych z 31 stycznia 1959 r. (tekst jednolity Dz.U. z 2011 r. nr 118, poz. 687 z późn. zm.) >> Można zdecydować się na pochówek w ziemi, w murowanym grobie, w katakumbach lub w kolumbariach (ścianki na cmentarzach, w których przechowywane są spalone szczątki). Najważniejsze jest jednak to, że musimy w końcu trafić na cmentarz - nie ma mowy o fantazyjnym rozrzucaniu naszych prochów na ulubionej łące, nie będziemy również ozdobą na kominku najbliższych. Można jednak zatopić zwłoki w morzu (te poddane kremacji), więc odrobina szaleństwa jest dopuszczalna.

Przede wszystkim od naszej woli zależy, gdzie spoczniemy. Musimy jednak podjąć decyzję: w całości czy w proszku. Obie formy pochówku mają swoje plusy i minusy. Jeśli chcemy zostawić po sobie ślad na ziemi - pomnik będzie idealny (tu co roku przyjdą nasi bliscy - będą dbać, nosić kwiatki, zapalać znicze - przynajmniej raz w roku). Wiele osób mówi, z ogromnym zapałem o tym, że chce mieć grób, chce, żeby ludzie do niego przychodzi i pamiętali... Ale czy bez tego pomnika pamiętać nie będą?

Jeśli chcemy zostać niejako symbolem i przy okazji zaoszczędzić nieco miejsca na naszej planecie - kremacja będzie odpowiednia. W końcu wszyscy, prędzej czy później, staniemy się prochem... Jeśli marzysz od zawsze o staniu na ściance, możesz, ale trochę innej. Będąc prochem, możesz również spocząć w ziemi i w morzu (podobno).

Oddać się nauce?

Istnieje możliwość, o której niewiele się mówi a, jak zaznaczyła moja przyjaciółka, jest niezwykle ważna. Swoje ciało można oddać nauce - to nieco kontrowersyjne, bo człowiek staje się niejako przedmiotem badań, jednak, jeśli spojrzeć na to ze strony praktyczności i użyteczności? Oddając swoje ciało studentom, na rzecz nauki, wpływamy na ratowanie pozostałych istnień. Na czymś student musi się przecież nauczyć a, podobno, "materiału do ćwiczeń" brakuje. Ciało jest traktowane z należytym szacunkiem (przynajmniej powinno być), a na końcu skremowane. Jeśli więc marzysz o tym, by ktoś dzięki Tobie odkrywał tajemnicę ludzkości - ta opcja jest dobry wyjściem.

Nowe idzie?

Całkiem niedawno włoscy naukowcy wyszli z propozycją pochówku naturalnego, który polegałby na zakopaniu ciała w odpowiednio przygotowanej kapsule w wersji eko i bio.
Źródło: http://www.wlwt.com/

Kapsuła z czasem stałaby się pożywką dla posadzonego, wybranego przez nas, drzewa. Wyobrażacie sobie las zamiast cmentarza? Może już wkrótce taka możliwość będzie dostępna, chociaż zapewne nie w Polsce. Opcja jest z pewnością najlepsza z punktu widzenia środowiska - to oszczędność miejsca i użyteczność w jednym. Czy pod drzewem można postawić świeczkę? Raczej nie, ale z pewnością łatwiej przytulić pień niż pomnik. 


Nieważne, na co się zdecydujesz. Twoi bliscy i znajomi będą o Tobie pamiętać niezależnie od tego, czym się staniesz albo nie będą pamiętać wcale i żaden, nawet najtrwalszy pomnik tego nie zmieni.  

Żyj tak, żeby pamiętali zawsze, nie tylko 1-go listopada, i mimo wszystko. To, kim jesteś teraz, ma wpływ na to, jak będą myśleć o Tobie potem. 



Żyj tak, żeby po Twojej śmierci ktoś chciał chodzić po Twoich śladach.
Jan Mela


Myśleliście już o tym? A może jeszcze za wcześnie czy w ogóle niepotrzebnie o tym wspominać?