niedziela, 27 grudnia 2015

Świąteczno-weekendowe dylematy freelancera


Święta i weekendy to czas, który powinno się spędzić z rodziną, odpocząć od myślenia, zapomnieć o obowiązkach, po prostu leżeć do góry brzuchem i niczym się nie martwić. Czy mama pracująca w domu, mama-freelancer może sobie zawsze pozwolić na tę chwilkę zapomnienia? 



Pani Czasu

Praca w domu rozumiana jest przez wielu jako dodatek do życia codziennego - po prostu pracujesz, kiedy masz na to ochotę,  organizujesz sobie czas tak, aby spędzać go jak najwięcej z rodziną. Jesteś Panią Czasu, która sprawnie zarządza swoją małą rzeczywistością,  przy czym OCZYWIŚCIE siedzi w domu i nic nie robi.

O organizacji czasu pracy można pisać wiele i kwieciście, ale o tym innym razem. Bo czasem trzeba po prostu przyznać,  że nie zawsze wyłuskanie choćby godziny jest takie proste. Szczególnie,  kiedy terminy gonią a święta czy weekend trwają w najlepsze. 

Praca nie zając? 

Mówi się często,  że praca nie zając, więc nie ucieknie, ale jeśli znasz znaczenie pojęcia deadline, nie masz złudzeń - swoje trzeba zrobić, mimo wszystko,  na czas. Rezygnujesz więc z leżingu na kanapie albo z zaplanowanego wyjścia do zoo czy na sanki, bo przecież nikt nie wykona pracy za Ciebie. 

Praca w domu wymaga bardzo dobrej organizacji, co często bywa trudne właśnie ze właśnie ze względu na te wszystkie pokusy, z którymi trzeba w międzyczasie walczyć. Z pewnością spędzenie świąt bez myślenia o zadaniach do wykonania jest kuszącą perspektywą, jednak nie zawsze możliwą do realizacji.  Czasem po prostu trzeba zakasać rękawy,  zacisnąć zęby i działać. 

Gdzie rodzina?

Święta i weekendy to taki magiczny czas, kiedy większość domowników jest na miejscu,  kiedy nic nie trzeba i kiedy można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa: wypić, poimprezować,  wyjść z domu i cały dzień być poza zasięgiem. To ten czas, który można w pełni poświęcić dziecku i partnerowi, ale czy to się zawsze udaje? 

Otóż nie. Czasem,  nawet mimo systematyczności, praca się odkłada i straszy wielkimi tomami,  które trzeba "ogarnąć ". Czasem trafi się zlecenie,  które po prostu jest małą żyłką złota i grzechem byłoby z niego rezygnować. Czasem po prostu różnie się w życiu układa.

I chociaż chciałoby się oddać słodkiemu lenistwu, spędzić czas z rodziną - wyłączyć się na kilka dni z trybu "czas mnie goni", niektórych sytuacji uniknąć się nie da...

Każdy ma swój system działania - mój jest nastawiony na tryb nocny, który pozwala mi spędzać całe dnie z dzieckiem. I niestety w okresie świątecznym tryb się nie sprawdza - święta same w sobie (ta moc atrakcji) potrafią powalić na kolana, wycisnąć resztki energii. W dzień przyjemności,  w nocy obowiązki. I pozostaje czekać na powrót do "normalności", chociaż święta i weekendy przecież zawsze trwają zbyt krótko ;)

Mam nadzieję, że Ciebie nie dotyczą te świąteczno - weekendowe dylematy, ale jeśli tak,  to jak sobie z nimi radzisz?