niedziela, 10 stycznia 2016

Determinacja to podstawa: "Marsjajnin" Andy Weir


"To niesamowite, ile barier pada, gdy wszyscy starają się uratować jednego człowieka."




Po książkę sięgnęłam ze względu na film - wszyscy ekranizację chwalili, a że wcześniej nie widziałam, wolałam zacząć od książki. Jak to zwykle mam w zwyczaju.

Historia niby banalna



Na Marsa dociera misja: 6 członków Aresa 3, którzy mają robić to, co zwykle astronauci powinni robić na obcej planecie. Już na początku trafiają na pewne trudności - burza piaskowa (a pamiętajmy, że powierzchnia Marsa to wielka kupa piachu) stanowi zagrożenie dla jej uczestników, może uniemożliwić im powrót na Ziemię, niszcząc jedyny środek ewakuacji. Na szczęście członkowie załogi zdążyli odlecieć, na nieszczęście - nie wszystkim się to udało.


Na Marsie zostaje Mark - botanik-inżynier, którego spisano na straty - szybko oberwał anteną, uznano go za zmarłego. Nasz "Marsjanin" jest skazany na samotne życie na obcej planecie i zdany tylko na siebie. Jak żyć w takich warunkach? To pomysłowy facet, więc robi wszystko i coś z niczego, żeby jakoś dać radę. Co, jak, gdzie i z jakim skutkiem? Tego dowiecie się z książki.

Co w tym takiego? 

Pierwsze zdanie: "Mam całkowicie przesrane." Nie brzmi optymistycznie, prawda? Nie wiem, co w tym początku było, ale mnie zachwycił. Poza tym w książce jest mnóstwo tego, co omijam zawsze szerokim łukiem - chemii, wzorów, mieszanek, wydzielania - dla mnie czarna magia od zawsze, ale tu przystępna, a kombinującego Marka i jego większe lub mniejsze niepowodzenia pochłaniają na tyle, że te wszystkie pierwiastki są wspaniałym uzupełnieniem - nie męczą, nie zniechęcają - można coś z tego zrozumieć. Tak powinno się uczyć chemii!

Książka napisana w formie dzienników "Marsjanina", ale też z równoległą historią z Huston, do tego trochę historii podróży i obecna kondycja ocalałej załogi (tu też sporo się dzieje), zapewniam Was, że sposób na doprowadzenie statku z jednym żywym osobnikiem jest imponujący.

Dodatkowo poruszono tematy poświęcenia wielu, żeby uratować jednego. Czy jedno ludzkie życie jest warte takiego zachodu? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź w ostatnim rozdziale. 

Książkę polecam, film po lekturze również polecam.