piątek, 15 stycznia 2016

Mamusiu, ty nie śmierdzisz?: "Prosta metoda..."


Mówi się, że na coś trzeba umrzeć, że przecież można wpaść pod autobus, można zlecieć ze schodów, można mieć wypadek. Prawda... Ale czy ktoś z premedytacją rzuca się pod koła przejeżdżającego autobusu? Nie! Bo to przecież bez sensu. A jednak czasem ten bezsens nabiera mocy, dla wielu.

Już od dawna nosiłam się z tym zamiarem, bo finanse, bo zdrowie, bo nerwy i w ogóle jedno wielkie BO. Nikomu nic nie mówiłam, żeby nie zapeszać, nie zbierać komentarzy typu: będzie ciężko, będziesz miała nerwa, będziesz tyć. W ogóle będziesz cokolwiek. Trochę już za mną, kupa czasu przede mną. Daj się wygadać.

chcę rzucić palenie

Gdzie Twój piękny samochód?

Jeśli jesteś palaczem, na pewno nie raz i nie dwa razy zastanawiałeś się nad rzuceniem palenia. Na pewno przerażają finanse, bo przecież paczka papierosów to prawie 15 zł, a 15 zł to kupa kasy. Jeśli kupujesz paczkę dziennie, to w tygodniu puszczasz z dymem średnio stówkę! Szaleństwo... Mówi się, że gdyby palacz odkładał te pieniądze, już dawno dorobiłby się porządnego auta czy małego mieszkanka, bo przecież palenie to teraz mniej więcej 400 zł miesięcznie, rocznie - ło ho hoooo - 4.800 zł! Dobre wakacje w słonecznej Turcji czy Egipcie dla rodziny (last minute, w okazyjnej cenie). Palacze palą długo, więc po około 10 latach, biorąc pod uwagę te 15 zł, które może ulec zmianie, wydają 48 tysięcy złotych na palenie. Jeśli palisz Ty i Twój partner/ka - szaleństwo! Podliczać strach, więc pozostawię to bez zaokrąglania. Można za to kupić dobre auto? Można! Mieszkanie nawet, małe dość, ale tak, to też można już po 10 latach. Ale czy to Cię przekonuje? Oczywiście, że nie... Niepalący jakoś nie mają takich fajnych samochodów, a przecież tych pieniędzy powinni mieć więcej... Prawda jest taka, że jeśli palisz, to kasę za swój nałóg znajdziesz zawsze. Nie zjesz, książki nie kupisz, ale papierosy będą.


Na coś umrzeć trzeba

Jeszcze w zeszłym stuleciu nie mówiło się tyle o szkodliwości palenia. Palacze byli nieświadomi, reklamy wyrobów tytoniowych można było znaleźć w każdym czasopiśmie. 

Dzisiaj o paleniu wiele wiemy. Każda paczka aż krzyczy rakiem, starzeniem i impotencją. Ale czy to ma znaczenie? Oczywiście, że nie ma. Palacz jest świadomy tego, co go może spotkać, ale pali, chociaż rak płuc jest całkiem realną perspektywą. Mówi się, że na coś trzeba umrzeć, że przecież można wpaść pod autobus, można spaść ze schodów, można mieć wypadek. Prawda... Ale czy ktoś z premedytacją rzuca się pod koła przejeżdżającego autobusu? Nie! Bo to przecież bez sensu. Z paleniem jednak bezsens nabiera mocy - konsekwencje są znane, ale palimy dalej. Oglądamy zdjęcia brzydkich płuc ociekających sadzą i nie robią one na nas wrażenia. Widzimy ludzi oddychających przez rurkę w ciele, ale nas to przecież nie może dotyczyć. Chyba każdy palacz myśli sobie, że jest wyjątkowy i należy do tej grupy, która pożyje kilkadziesiąt lat w zdrowiu, z mocnym wydechem, bez konsekwencji. 


Szukam wymówki

Kaszel? Jaki kaszel? To tylko zwykłe przeziębienie! 
Zadyszka? Nie, to nie przez fajki, to brakuje mi kondycji! 

Z paleniem jest tak, że może dopaść każdego - nieważna jest tu siła charakteru, nieważna pozycja społeczna czy stanowisko pracy a nawet wiek. Nic nie jest ważne. Przyznać jednak należy, że trzeba mieć dużo determinacji, żeby nauczyć się palić - mimo kaszlu, mimo paskudnego smaku i zapachu, mimo tych wszystkich konsekwencji, które młodego palacza czekają, bo który rodzic (nawet ten palący) jest zadowolony z postępującego u dziecka nałogu? Trzeba znaleźć sobie wymówkę, żeby nauczyć się palić, a potem szukać jej każdego dnia, żeby tego palenia nie rzucić. I chociaż wiemy, że to szkodliwe, że kosztuje fortunę, śmierdzi i dusi, przy czym męczy psychicznie, dalej szukamy tych wymówek. Nikotyna przejmuje nad nami kontrolę. Taka niepozorna a powali każdego.


Czekam na TEN moment

Czekam, czekam i nic. Nigdy nie ma odpowiedniego momentu na rzucenie palenia. Nieważne jak dokładnie będziemy to sobie planować, jakie kolejne cele sobie wyznaczy - nigdy nie ma dobrego momentu. Zawsze będzie jakaś stresująca sytuacja czy więcej - stresujący okres; zawsze w perspektywie jest jakaś impreza czy wyjazd, a w towarzystwie znajdzie się jakiś palacz albo cała grupa palaczy. I problemem nie jest tu konieczność opierania się paleniu (no przecież się tak po prostu nie złamiesz), ale skojarzenie tego typu sytuacji z paleniem. Zawsze wtedy paliliśmy, więc jak to będzie teraz? Boimy się, że coś wraz z rzuceniem palenia stracimy, ale prawda jest taka, że nie tracimy nic, bo samo palenie nic nam nie daje.

Myślimy, że nas uspokaja, bo zawsze palimy w sytuacjach kryzysowych, ale te sytuacje mniej stresujące się wtedy nie stają. Jesteśmy zmęczeni - palimy, żeby się pobudzić. Chwila i znów stan zmęczenia powraca. Nikotyna działa tylko przez krótką chwilę, potem znowu musimy uzupełnić jej poziom. I o niczym innym nie myślimy, jak tylko o tym, żeby zapalić. Po jedzeniu, bo zawsze palimy po jedzeniu, po kawie, na spacerze, wieczorem, ze znajomymi. Nie potrafimy sobie wyobrazić jak wyglądałaby nasze życie - te wszystkie sytuacje - bez palenia, bez tego, co robimy zawsze. Nie potrafimy odpocząć, bo wciąż myślimy tylko o tym, żeby zapalić, a kiedy już palimy, nie myślimy sobie przecież: O, jak cudownie, palę! Nie... Robimy swoje, na chwilę zaspokajamy tę potrzebę, by za kilka chwil wszystko powtórzyć. Zero wolności...


Ludzie gadają

Chyba najbardziej denerwujące w rzucaniu palenia jest to, że ludzie gadają. Niepalący twierdzą, że znają masę palących, którzy rzucili od ręki i jest im cudownie. Dla niepalącego palenie to nie kłopot, bo on żyje bez tego na co dzień. Niepalący nie widzi problemu, więc prawdę powiedziawszy jest średnim wsparciem. Niepalący chcą, żebyś nie palił (i dobrze), ale kiedy słyszysz od takiej osoby: Rzuć! Co robisz? Prychasz i palisz dalej. Taki mechanizm. 

Jeśli jesteś niepalący, daj się po prostu palaczowi wygadać, utwierdź go w przekonaniu, że dobrze robi, że da radę, że jesteś z niego dumna/y, ale naprawdę wspominanie o tym, że to banalne, bo inni to już robili, że to koniecznie, bo będzie się zdrowym i bogatszym, niewiele daje. Palacz to wszystko wie, a Ty nie jesteś tu żadnym autorytetem.

Palący z początku nie wierzą, bo przecież na pewno zapalisz. No i: będziesz nie do zniesienia (każde mruknięcie zrzucą na brak fajki), przytyjesz na pewno, bo przecież trzeba czymś ręce, usta, nogi zająć, kasy nie odczujesz - nie wydasz na papierosy, wydasz na coś innego. Ciężko jest rozmawiać z palaczami o rzucaniu palenia - zawsze jest takie zderzenie ze ścianą, jednak kiedy ty próbujesz rzucić, wszyscy palacze będą o tym mówić, każdy sobie po cichu przemyśli, może nawet jakaś część z nich do Ciebie dołączy. Mimo wszystko nie licz na to, świata nie zbawisz, ludzi nie zmienisz. 

Zapamiętaj jednak, że nikt Ciebie do palenia nie zmusi i tylko  od Ciebie zależy to, czy odpalisz kolejnego papierosa czy nie. A palacze? Niech gadają, bo tak trochę zazdroszczą, bo nie dowierzają, bo też by chcieli - każdy chce, tylko nigdy nie ma dobrego momentu... Skąd wiem? Paliłam, inni rzucali. Próbowałam czasem z nimi, bez skutku.


Nikt mnie nie zmusi

Do wielu rzeczy w życiu trzeba dorosnąć, ale do rzucenia palenia nie trzeba. Tutaj wiek nie ma żadnego znaczenia. Doświadczenie życiowe również. Co trzeba? Chyba najważniejsze jest zrozumienie schematu uzależnienia (palenie to uzależnienie a używka jest dostępna niemal dla każdego, na każdym kroku)  i pojęcie tego, że ono nam do niczego potrzebne nie jest. 

Pierwsze dni są trudne - prawda i jeśli ktoś mówi, że to banalne, możesz mieć pewność, że kłamie. Co nie oznacza jednak, że to wielkie cierpnie, masakra i koniec wszystkiego. Absolutnie nie! To dobry początek. Czasem będą małe ukłucia, czasem będzie ochota, ale jeśli Ty nie odpalisz papierosa, nikt nie zrobi tego za Ciebie. Z czasem nikotyna nie będzie Cię nakręcać, w portfelu będzie więcej pieniędzy, minie to wieczne przeziębienie i zadyszka. Jeśli rzucisz, nic nie stracisz, bo nic paleniem nie zyskujesz. Radość z tego ogromna.

Gadam jak wszyscy. Palacz to wie, niepalący może spojrzy na problem inaczej, ale i tak z takim "fuj", bo przecież palenie to brzydki nałóg. Nikogo do rzucenia zmusić nie można, ale na pewno trochę się nad tym zastanowi. Polecam książkę - może coś więcej się Wam rozjaśni: 

Dużo amerykańskiego bełkotu, ale mimo wszystko ciekawe i dosadne spojrzenie na sprawę palenia. Z pozytywnym nastawieniem może się udać.

Możesz ograniczać, możesz zastąpić gumą z nikotyną albo e-papierosem, ale to zawsze będzie palenie. Możesz też ciepnąć tym smrodem raz na zawsze. 


Możesz wszystko, bo kto Ci zabroni?


Nigdy nie paliłam przy dziecku. Nie chuchałam córce w twarz. Nie paliłam w domu. Nie kopciłam, kiedy trzymałam dziecko za rękę. Nie zakopywałam petów na plaży czy w piaskownicy. Jednak dziecko, nawet małe, wie, że rodzice palą. I co w tym wszystkim najlepszego: wie, kiedy palić przestają. Dziecko jest od małego uczone, że palenie to zło, niedobre i zakazane. Który rodzic chciałby, żeby jego latorośl paliła? Nie znam takiego... 

Dzisiaj córa przytuliła się mocno, tak jak to ona potrafi i powiedziała czy zapytała raczej z lekkim powątpiewaniem: Mamusiu,ty nie śmierdzisz? Tyle mi wystarczy. 


Wydawnictwo: Betters
Rok: 2007
Liczba stron: 242
Tłumaczenie: Jan Szejko