wtorek, 5 stycznia 2016

Rzecz o kobietach - "Szklany klosz" Sylvii Plath


Chociaż nowości wydawniczych jest teraz zatrzęsienie,  warto zrobić czasem ukłon w stronę klasyki. O "Szklanym kloszu" pisano wiele, ale nie mogę oprzeć pokusie, żeby dorzucić swoje trzy grosze.




Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok: 2010
Liczba stron: 344
Tłumaczenie: Mira Michałowska




Kiedy zaczęłam lekturę, byłam (delikatnie mówiąc) nieco zniesmaczona albo raczej rozczarowana. Czytałam i nie mogłam uwierzyć, że coś takiego wielokrotnie uznano za książkę, którą warto przeczytać. Zastanawiałam się nad tym, czym taka historia różni się od wielu innych. Poznajemy przecież dziewczynę - zwykłą, młodą, z przyszłością, z Bostonu, która dostaje szansę, może liczyć na swoje pięć minut. Dziewczyna dostaje propozycję spędzenia całego miesiąca w Nowym Jorku, na koszt wydawnictwa, gdzie ma się po prostu bawi, poznawać, odkrywać, uczyć.

Przyznam, że pierwsze rozdziały nie wyróżniają się niczym szczególnym (może pomijając fakt, że książka była w XX wieku często cenzurowana): sporo tu o wymiocinach, uściskach, zabawie, ubraniach, używkach - nic, czym można by współczesnego czytelnika zaskoczyć. Nie byłam zaskoczona wcale. 

Cieszę się, że jestem czytelnikiem wytrwałym, który książek tak szybko nie porzuca, chociaż miałam takie myśli... Na szczęście postanowiłam doczytać. I co mi z tego przyszło? Poznałam świetną historię o chorej psychicznie dziewczynie, traktowanej elektrowstrząsami, umieszczonej w szpitalu dla wariatów. Odkrywałam kolejne problemy, które w dużej mierze wynikały z tego, że kobieta nie chce się podporządkować ówczesnej modzie: nie chce mieć męża, nie pragnie dzieci, ba! wręcz ich nie cierpi. Spojrzałam na kobietę, która chce doświadczać, ale nie stroni od obrzydliwości, nie ucieka - czerpie całymi garściami, pragnie odczuwać. I chociaż Ester Greenwood jest postacią dramatyczną, warto poświęcić jej kilka chwil. Dodam jeszcze, że bohaterka sama opowiada swoją historię - często dygresyjnie, czasem zabawnie. Historia nasycona jest samobójstwem i seksem - w dobrym wydaniu, bez przesady, bez zbędnych epitetów. 

Książki nie będę polecać jakoś specjalnie, nie będę zachęć czy nakłaniać do jej przeczytania, bo mimo wszystko nie wydaje mi się specjalnie atrakcyjna. To dobra książka, ale nie taka, która zatrzęsła moim światem, nie taka, od której nie mogłam się oderwać. Jednak do poczytania? Jak najbardziej.

Dodam na koniec, że autorka miesiąc po premierze książki popełniła samobójstwo.