wtorek, 2 lutego 2016

Cóż tam, pani, na śmietniku?


Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że szafy, komody, regały czy skrzynie mają ograniczoną pojemność. I chociaż marzy na się rozciągliwa studnia bez dna, która pomieściłaby wszystkie nasze bibeloty, niestety - nikt tej pożądanej, dodatkowej przestrzeni jeszcze nie opatentował. Co robimy z zalegającymi, niechcianymi już gratami? Wyrzucamy! A można inaczej...


Cóż tam, pani, na śmietniku?

Na moim podwórku, w centrum dużego miasta, jest śmietnik albo raczej miejsce wyznaczone ciągiem kolorowych kubłów. Znasz ten obrazek? Ilekroć biorę psa na spacer, przechodzę obok tej zawalonej śmieciami wszelkiej maści przestrzeni. Pomijam już fakt, że wielu lokatorów za nic ma segregację, wrzucając wszystko, gdzie popadnie, ale często koło tych wielkich kubłów dostrzec można porzucone samotnie graty, które czekają tylko na zabranie do domu. Są to różne, różniaste przedmioty, często książki, częściej ubranka dla dzieci, wózki czy plastikowe wanienki. Są i szafki, wielkie lustra czy obrotowe krzesła. Nie brakuje tej całych serii zabawek, w tym tych większych: pchaczy, sporych pojazdów, na których dzieciak może pośmigać czy koników na biegunach, które mokną w samotności na deszczu.

Za każdy razem, kiedy tak mijam ten śmietnik, zastanawiam się, dlaczego te rzeczy (często w doskonałym stanie!) nie trafiają do kogoś, kto się nimi zaopiekuje... I nie wiem, naprawdę nie wiem.

"Cóż tam, pani, na śmietniku?" - słyszę radosne krzyki mojej sąsiadki, kiedy już jedną nogą jestem w domu. Rozmawiamy przez chwilę o tych wszystkich lustrach, szafach i konikach, po czym sąsiadka ze smutkiem stwierdza, że "takie cuda ludzie wyrzucają, to wszystko się marnuje". Sąsiadka stwierdziła, że "nie wstydzi się zaopiekować takim odrzutem, bo to dobre rzeczy są".

Grupy oddam/wymienię

Jeśli mieszkacie w większym mieście, macie zapewne możliwość dołączenia do grupy oddam/wymienię na Facebook'u. Rzeczy naprawdę nie trzeba od razu wystawiać na śmietnik, gdzie zapewne ktoś w mgnieniu oka rozniesie je po całej okolicy. 

Rzeczy, których już nie potrzebujemy, możemy wymieniać na takie, które na pewno na się przydadzą. Jeśli nie mamy jednak weny do negocjacji, można po prostu oddać je komuś do rąk własnych. To bardzo wygodna opcja, która pozwala zaoszczędzić sporo nerwów. Po co szarpać się z szafką, skoro ktoś może wynieść ją za nas?

Oddam, ale też przyjmę


Stron ratujących graty jest sporo, ale chyba do tych najbardziej popularnych, chociaż ostatnio nieco zaspanych, należą Graty z chaty.

Tak jak w przypadku facebookowych grup, które zakładają przeważnie interakcje z ludźmi z regionu, o tyle tutaj można pozbyć się grata, wysyłając go na drugi koniec Polski (opłaca przyjmujący) lub przygarnąć jakąś perełkę na tej samej zasadzie. Chociaż oddać i odebrać można też osobiście, przymusu wysyłania jednak nie ma.

Istnieje wiele portali, które działają na tej samej zasadzie, na której działa powyższy - jest, w czy wybierać, trzeba tylko chcieć znaleźć. Coś, co dla nas jest śmieciem, dla kogoś innego może okazać się perełką. No i oddając, jesteśmy bardziej eko: oddając za darmo, dajemy przedmiotom szansę na drugie życie; szanujemy efekt czyjejś pracy, nie zaśmiecając środowiska.

Powiem Wam jedynie, że dotarły do mnie dzisiaj trzy książki, nowe, które komuś po prostu zawadzały. Czy wzięłabym takie książki ze śmietnika? Czy mogłabym spokojnie patrzeć na to, że mokną i rozpuszczają się na deszczu...? Pewnie by je zostawiła. Z czego to wynika? Chyba wielu z nas brakuje śmiałości, żeby pójść i przygarnąć coś, co ktoś wyrzucił. Mnóstwo przydatnych rzeczy marnuje się, brudzi, rozpada. I tak, zostawiając reklamówkę z ciuchami czy karton z książkami mamy nadzieję, że może jednak ktoś go przygarnie, ale ile osób się na to zabranie "śmiecia" odważy?

Oddajecie, wymieniacie, wyrzucacie? Ratujecie cuda ze śmietnika? Jestem bardzo ciekawa, jak te gracikowe sprawy u Was wyglądają.