poniedziałek, 15 lutego 2016

Klatka pełna posłusznych chomików: "Agenda 21"

A gdyby tak zamknąć wszystkich w betonowej klatce? Wydzielić im racje żywnościowe, zabrać książki, technologię i możliwość wyboru? A gdyby tak człowiek był oswojonym chomiczkiem, któremu wystarczy nakazać bieganie w kołowrotku? Recenzja: "Agenda 21" Glenn Beck.




 Słowem wstępu

Bardzo lubię powieści, które brutalny sposób obchodzą się z człowiekiem. Uwielbiam obserwować ludzkie zachowanie, wybory, emocje, których doświadczają bohaterowie zamknięci w określonej przestrzeni. Ciekawi mnie każde rozwiązanie i pomysł, a im podlejszy i możliwy do zrealizowania w rzeczywistości, tym lepszy. Lubię czasem zagłębić się w katastroficzne wizje przyszłości, znajdując w nich analogię do realnego świata. Przeraża mnie bliskość tego, co może się wydarzyć i przeświadczenie o tym, że zwykły, szary obywatel nie będzie miał wpływu na rozwój wydarzeń. "Agenda 21" jest właśnie jedną z tych książek, które czyta się z lekkim niedowierzaniem, ale też z niepokojem. To wizja autora, która mogłaby się ziścić.

Bądź posłuszny

Rząd zmienia się dość często, a ile partii, tyle pomysłów na życie obywateli. Często ulegamy obietnicom wyborczym, bo wierzymy, że rząd chce dla nas dobrze; jesteśmy przekonani o tym, że powinniśmy powierzyć komuś nasz los, zgadzamy się na organizowanie naszej przestrzeni. Co jednak się zdarzy, kiedy rząd posunie się o jeden krok za daleko? 

Wyobraź sobie, że cały Twój świat ogranicza się do zamkniętej, wydzielonej siatką i betonem, przestrzeni. Żyjesz na osiedlu strzeżonym przez całą dobę, a każdy Twój krok, każde wypowiedziane słowo i nietypowe zachowanie są rejestrowane i przekazywane władzy. 

Wyobraź sobie, że dojrzewasz. Masz teraz około 14 lat i całe życie w klatce przed sobą. Jesteś okazem zdrowia, posiadającym dobre geny i gotowym do rozrodu. Czeka Cię sparowanie z kimś, kto podobnie jak Ty nadaje się do rozrodu.

Wyobraź sobie, że żyjesz w związku z osobą, którą wybrała Ci władza. Nie znasz jej, często nie darzysz nawet sympatią, często to osoba starsza o kilkanaście lat, jednak musisz począć z nią dziecko - rząd liczy na Ciebie, więc musisz urodzić zdrowego potomka. Dziecka nigdy nie zobaczysz, ponieważ nie nadajesz się do jego wychowywania, władza wie lepiej, co jest dobre dla obywateli. Póki dostarczasz zdrowy materiał, jesteś chlubą Republiki.

Wykonujesz powierzone Ci zadania. Jeśli nadajesz się do pracy fizycznej, będziesz harować od świtu do zmierzchu. Jeśli nie pracujesz poza Mieszkalnikiem, masz obowiązek wyrobienia codziennej normy na miejscu. Wskakujesz ochoczo na deskę energetyczną i jak ten szalony chomiczek, który szybko przebiera w kołowrotku łapkami, tak Ty pokonujesz wyznaczony dystans na "bieżni", tworząc energię dla swego kraju. I chociaż nie masz dostępu do elektryczności, bo ta energia gdzieś ucieka, robisz, co trzeba - musisz zasłużyć na swoją rację żywnościową.

Wyobrażasz sobie takie życie?

Żyć w zakłamaniu

Jeśli jesteś dzieckiem urodzonym w Agendzie, Twoje życie nie jest problemem. Żyjesz tak, jak Cię nauczono, robisz to, do czego Cię przygotowywano i wiesz tyle, ile Ci przekazano.

Jeśli pamiętać czasy sprzed Agendy, Twoje życie może być problematyczne. Czy potrafisz zapomnieć o historii swojego kraju, zupełnie odmiennej od tej, której uczy się młodzież? Czy potrafisz nie myśleć o swobodzie w wyborze partnera, w wychowaniu dziecka, w gotowaniu? Wyobraź sobie życie bez książek, bez papieru, bez niczego, bo do Twojego dobytku należy od teraz tylko  siennik, który służy Ci za posłanie, kombinezon określający Twój zawód oraz chusta na  głowie, bo jeśli jesteś kobietą, musisz być oznaczona.

 Czy Ty potrafił(a)byś pragnąć innego życia, znając jedynie to dane przez władzę?

Polecam książkę wraz z posłowiem. Potrafi oburzyć do tego stopnia, że ma się ochotę rzucić nią o ścianę, jednak trzyma się ją w objęciach do samego końca, chociaż naiwność ludzka doprowadza czytelnika do szału.