poniedziałek, 1 lutego 2016

Moja biblioteczka: książki stycznia


Nowy Rok zaczęłam z przytupem. Wiele się działo, wiele się przeczytało i wiele na zdrowie wyszło. Zapraszam Was na moje styczniowe rozliczenie czytelnicze.


Powiem Wam, że straszne rzeczy... Na początku 2016 pomyślałam sobie, że skoro tyle czytam i pisanie nie zajmuje mi jakoś specjalnie wiele czasu, to mogę sobie pozwolić na opisywanie każdej przeczytanej przeze mnie książki w osobnym wpisie. Wytrzymałam pierwszy tydzień. To naprawdę cudowna idea, tak sobie myślałam, i nawet mi to wychodziło - wszystko (prawie było rzetelnie opisane), ale ale... Nie taki był zamysł mojego bloga, nie chcę, żeby był tylko książkowy, bo mam wiele więcej do przekazania, a wrzucanie kilku wpisów dziennie jakoś mnie nie przekonało. Zatem będzie na razie jak wcześniej: te ważniejsze książki przemagluję, resztę będę zbierać pod koniec miesiąca w jednym miejscu... I zobaczymy, co mi z tego wyjdzie. 
Zaczynamy!

#1 "Umrzeć po raz drugi" Tess Gerritsen

Wydawnictwo: Albatros

Rok: 2015

Liczba stron: 416


"Umrzeć po raz drugi" to 11, na razie ostatni, tom z cyklu o Rizzoli i Isles. "Umrzeć po raz drugi" to książka naładowana gorącym klimatem Afryki, która straszny nas dzikimi zwierzętami, nieokiełznanym buszem i krwawą jatką. Afrykańska historia w niewyjaśniony sposób łączy się z bostońską zbrodnią, która potrafi wstrząsnąć każdym właścicielem zwierzaka. Gerritsen opowiada nam historię znanego myśliwego, który zostaje zabity jak zwierzę, oprawiony i powieszony do góry nogami we własnym garażu. A teraz wyobraź sobie sobie swojego psa czy kota, który pożera Twój ochłap po Twojej śmierci? Okropność! 

W jaki sposób łączą się te dwie sprawy i jak radzić sobie z przeczuciem, które nie tylko policjantowi, ale też patologowi nie przystoi? To wszystko znajdziecie w najnowszej części cyklu.




#2 "Szklany Klosz" Sylvia Plath



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok: 2010
Liczba stron: 344

Coś z klasyki również musiało się znaleźć, zatem sięgnęłam po "Szklany klosz", gdzie poznajemy dziewczynę - zwykłą, młodą, z przyszłością, z Bostonu, która dostaje szansę, może liczyć na swoje pięć minut. Dziewczyna dostaje propozycję spędzenia całego miesiąca w Nowym Jorku, na koszt wydawnictwa, gdzie ma się po prostu bawi, poznawać, odkrywać, uczyć.

Przyznam, że pierwsze rozdziały nie wyróżniają się niczym szczególnym (może pomijając fakt, że książka była w XX wieku często cenzurowana): sporo tu o wymiocinach, uściskach, zabawie, ubraniach, używkach - nic, czym można by współczesnego czytelnika zaskoczyć. Nie byłam zaskoczona wcale.

Cieszę się, że jestem czytelnikiem wytrwałym, który książek tak szybko nie porzuca, chociaż miałam takie myśli... Na szczęście postanowiłam doczytać. I co mi z tego przyszło? Poznałam świetną historię o chorej psychicznie dziewczynie, traktowanej elektrowstrząsami, umieszczonej w szpitalu dla wariatów. Więcej tutaj: 
Rzecz o kobietach.

#3 "Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara" Anna Sikorska


Wydawnictwo: Attyka
Rok: 2015
Liczba stron: 190

Recenzja tej książki była dla mnie nie lada wyzwaniem, o czym więcej napisałam tutaj: "Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara" Anny SikorskiejJeśli kochacie hiszpańskie klimaty, historię, nastroje, ubiory, budowle z pewnością znajdziecie tu coś dla siebie. Oprócz samej analizy filmów nie brakuje tu dobrego podłoża historycznego, ale też filozoficznego. "Hiszpania..." jest świetną monografią - rewelacyjna pod względem merytorycznym, z dobrym wstępem, który odpowiednio wprowadza nas w almodóvarowe klimaty. Potem jest tylko lepiej i więcej, ponieważ autorka naprawdę rozkłada na czynniki pierwsze te wszystkie wspaniałe, nieco szalone, ale z pewnością wyjątkowe filmy. Na uwagę zasługuje fakt, że Sikorska nie boi się pisać o kobiecości, o płci wraz z jej wszelkimi zawirowaniami, odstępstwami od tzw. normy - przyznam, że te rozdziały porwały mnie najbardziej.

#4 "Bóg nigdy nie mruga" Regina Brett


Wydawnictwo: Insignis
Rok: 2012
Liczba stron: 320


Książka "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" jest zbiorem felietonów, które pierwotnie pojawiły się w magazynach "Plain Dealer" oraz "Beacon Journal". Czytelnicy sami prosili się o tę publikację, nalegali, chcieli więcej...


Książek na poprawę humoru, wskazujących drogę czy sens życia przeczytałam mnóstwo. Większość zdecydowanie nie jest w moim typie - nie lubię pustosłowia, nie lubię gadania i pisania o niczym. Szkoda pieniędzy na coś, co się "przeleci" bez większej fascynacji. Na szczęście nie wszystkie książki są takie same. Czasem trafi się mała perełka, nad którą warto się pochylić i poobracać ją, choćby przez chwilę, w dłoniach.


Książka składa się z 50 krótkich, ale niezwykle urokliwych esejów, z których każdy opatrzony jest chwytliwym, prostym tytułem. I, co zasługuje na znanie, całość podana w sposób przystępny, prosty, jasny. To zachwyca i porywa. Nie znajdziemy tu banałów, pustych treści i haseł typu: znajdź szczęście, które nic ze sobą nie niosą. A tu? Niespodzianka, bo za prostym i zdawałoby się banalnym tytułem jest coś więcej. Każda lekcja to krótki, pełen pozytywnej energii i czułej, często wzruszającej treści, esej. Przyznam, że nie raz się uśmiechnęłam, nie raz zakręciła się łezka w oku.


#5 "Zapach kobiety" Giovanni Arpino


Wydawnictwo: C&T

Liczba stron: 164


Oglądaliście film "Zapach kobiety"? Jeśli Wasza odpowiedź jest twierdząca, to z pewnością coś w tym filmie znaleźliście - to COŚ! Ze względu na film, który widziałam wiele lat temu, sięgnęłam po książkę - z nieśmiałością, z ciekawości, żeby poznać pierwotną historię o emerytowanym kapitanie, który traci wzrok i nie do końca radzi sobie ze swoją niepełnosprawnością. I co? Potocznie mówiąc, ogromna załamka! Ekranizacja nawiązuje do książki luźno, postaci (tak wspaniale wykreowane na szklanym ekranie) są przedstawione płytko, bardzo... Dialogi? Kiepskie, bezbarwne. Dzisiaj wiem, że gdybym sięgnęła najpierw po książkę, w życiu nie chciałabym zobaczyć filmu... Czasem warto zwrócić się w stronę słowa pisanego dopiero po filmie lub wcale...


#6 "Marsjanin" Andy Weir


Wydawnictwo: Akurat
Rok: 2014
Liczba stron: 384 


Po książkę sięgnęłam, bo wszyscy polecali film, jednak zawsze wolę zacząć od czytania. To niby banalna historia, jedna z wielu, które mówią o kosmosie, astronautach czy statkach kosmicznych. Niby banalna, ale jakże wciągająca. 

Na Marsa dociera misja: 6 członków Aresa 3, którzy mają robić to, co zwykle astronauci powinni robić na obcej planecie. Już na początku trafiają na pewne trudności - burza piaskowa (a pamiętajmy, że powierzchnia Marsa to wielka kupa piachu) stanowi zagrożenie dla jej uczestników, może uniemożliwić im powrót na Ziemię, niszcząc jedyny środek ewakuacji. Na szczęście członkowie załogi zdążyli odlecieć, na nieszczęście - nie wszystkim się to udało.

Na Marsie zostaje Mark - botanik-inżynier, którego spisano na straty - szybko oberwał anteną, uznano go za zmarłego. Nasz "Marsjanin" jest skazany na samotne życie na obcej planecie i zdany tylko na siebie. Jak żyć w takich warunkach? To pomysłowy facet, więc robi wszystko i coś z niczego, żeby jakoś dać radę. Co, jak, gdzie i z jakim skutkiem? Tego dowiecie się z książki. Więcej tutaj: Determinacja to podstawa



#7 "Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie" Allen Carr


Wydawnictwo: Betters

Rok: 2007
Liczba stron: 242

Nastał ten czas. Czas na zadbanie o swoje zdrowie i na rzucenie palenia. Oczywiście są plastry, tabletki i cała asa innych specyfików, jednak postanowiłam sięgnąć po książkę. Sceptycznie, bez specjalnej wiary w cuda. Wiara ta jakoś drastycznie się nie pogłębiła, bo problem z rzuceniem palenia trzeba mimo wszystko zwalczyć osobiście i tu żadna książka nie zrobi tego za nas, ale dobry wspomagacz mile widziany. 

O samej książce mogę powiedzieć Wam tylko tyle, że sporo tu typowo amerykańskiego bełkotu i ciągłego powtarzania tych samych zwrotów - człowiek po takiej lekturze czuje się trochę jak idiota, bo przecież za pierwszym razem przyswoił. Jednak ma ona swoje dobre strony: pokazuje mechanizmy uzależnienia, tłumaczy problemy z rzuceniem - najczęstsze błędy, by na końcu rzucić w stronę czytelnika jasną i zwięzłą instrukcją. Polecam palaczom, choćby do przeglądu, bo przecież spróbować warto. Na stronę językową trzeba jednak przymknąć oko. 
Więcej o książce i samym paleniu tutaj: Mamusiu, ty nie śmierdzisz?


#8 "Blackout" Marc Elsberg


Wydawnictwo: W.A.B.
Rok: 2015
Liczba stron: 784


Mała cegłówka polecona mi przez M. (nie małża), któremu ta książka się spodobała. Czy mi się spodobała? Nie wiem... Nie mogę stwierdzić, że jest kiepska, bo nie jest. Tematyka, w ogóle pomysł - cudo. Realność zagrożenia - na wysokim poziomie. Opis przypadku - dokładny. Jednak wydaje mi się, że dokładnie ten sam pomysł wraz ze wszystkimi jego elementami można by ująć w książce krótszej, niej więcej o połowę. Wiele mi się w tym dziele dłużyło - niektóre wątki były mocno i na siłę przeciągane, rzekłabym: wyciskane do ostatniej malutkiej kropelki. Jeśli zatem ktoś ma ochotę na dobry pomysł, sporo technologii i wielką szczegółowość, to książka Elsberga jest doskonałym wyborem. 



Widziałam, że w zapowiedziach pojawia się jego drugie dzieło "Zero", czytał już ktoś? Tu znowu tematyka mnie niesamowicie ciekawi, ale nie wiem... No nie wiem!


#9 "Spóźnione wyznania" John Boyne


Wydawnictwo: Znak Literanova

Rok: 2014
Liczba stron: 320

Kojarzycie "Chłopca w pasiastej piżamie"? Pisałam o tej książce tutaj <klik>. Tamta książka mnie nie zawiodła, zatem sięgnęłam po kolejną autorstwa Boyne'a. Tu również dzika radość z czytania, chociaż przyznam, że problematyka ciężka. Z jednej strony widmo wojny, które wdziera się w mózg młodego człowieka i, delikatnie mówiąc, robi z niego miękką papkę. Z drugiej strony - homoseksualizm, czyli coś, o czym wielu czytać nie ma ochoty. A teraz kulminacja: żołnierz-homoseksualista, to dopiero coś. Powiem Wam, że książka jest bardzo subtelna, nie ma w niej żadnych ociekających seksem scen, ale jest miłość, samotność, odrzucenie, jest też nadzieja, złość, ale i konieczność wybaczenia (sobie). Polecam, bo kawał dobrej literatury, który pochłania się jednym tchem.

#10 "Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych" Marianna Oklejak


Wydawnictwo: Egmont
Rok: 2015

Liczba stron: 80

O tej książce, chociaż bardziej dla dzieci niż dla dorosłych, napisać muszę. To takie kompendium wiedzy o wzornictwie polskiego folkloru. Przyznam, że książka zaskoczyłam mnie mnogością wzorów i kolorów, przy czym bardzo wiele można się z niej nauczyć - tu rodzic poznaje ten niezwykły świat razem z dzieckiem. 


Jeśli folklor polski kojarzy się Wam jedynie ze starszymi paniami, które dziergają koronkowe stringi lub z zespołem Mazowsze, to zdecydowanie nadszedł czas na pogłębienie wiedzy o naszym kraju, o jego tym, co piękne a gdzieś nam w tym szalonym pędzie medialny umyka.
Więcej na ten temat, tak na zachętę, tutaj: Wzorkowy zawrót głowy



#11 "Miasto białych kart" Jose Saramago


Wydawnictwo: Rebis

Rok: 2009
Liczba stron: 367

Z ogromnym entuzjazmem sięgnęłam po książkę "Miasto białych kart", do czego zachęciła mnie lektura "Miasta ślepców" (jedna z moich ulubionych książek, o której z pewnością kiedyś Wam dokładniej opowiem). I niestety, moim zdaniem, to rozczarowująca treść... Nie miejcie mi tego za złe, bowiem być może mój stosunek do tek książki wynika z mojej ignorancji wobec polityki, ale cóż... Nie jest to dzieło, nad którym mogłabym się szczególnie rozpłynąć, chociaż nie jest w żadnym wypadku złe! Po prostu spodziewałam się czegoś z przytupem, tym bardziej, że autor do wspomnianej przeze mnie książki nawiązuje.

Saramago przedstawia na historię miasta (nienazwanego), którego mieszkańcy biorą udział w wyborach. Nic jednak nie idzie po myśli władzy, ponieważ okazuje się, że mieszkańcy głosują, oddając czystą, białą kartę (na znak sprzeciwu, protestu, bo mogą). Rząd uznaje tę manifestację za jawną dyskryminację władzy oraz sprzeciw wobec systemu demokracji. A co się dzieje, kiedy władza szaleje? Tego dowiecie się z "Miasta białych kart". Zapewniam, że koniec zmusza do myślenia.


# 12" Światło, którego nie widać"Anthony Doerr


Wydawnictwo: Czarna Owca

Rok: 2015
Liczba stron: 640

Czasem zastanawiam się nad tym, czym powinna się odznaczać książka, która pozwoliła autorowi na zdobycie Nagrody Pulitzera. Czy, skoro jest tak bardzo dobrze reklamowana i rekomendowana, to można oczekiwać po niej samych ochów i achów? Czy te rzesze zachwyconych czytelników, którym "książka życie odmieniła" coś znaczą? 

"Światło, którego nie widać" na pewno jest dziełem dobrym, które wciąga w świat wojny, które zachwyca, ale daje też do myślenia. To taka treść, w której znajdziemy trochę magii, nieco człowieczeństwa i jakiś problem. Problemów całe mnóstwo: niewidoma dziewczynka, przerażony chłopiec, który musi wpasować się w wojenne nastroje, jego miłość do siostry (nieco zbuntowanej nastolatki) i marzyciel - delikatny chłopiec, który kocha ptaki (kiedy czytałam o nim, myślałam tylko o jego dobroci i delikatności). Każda z tych postaci ma swoją historię, każda z tych historii to mała dziecięca tragedia. Poza tym całym tragizmem, który (no nie może być inaczej!) jest wpisany w wojnę, widać tu tak wiele ciepłych uczuć, miłości... Warto tę książkę przeczytać, chociaż wcale nie jest to lektura łatwa. Znam jednak ludzi, którzy przez nią nie przeszli, znam tych, którzy pieją z zachwytu, kiedy tylko wspomni się o tym tytule i takich, którzy przeczytali, przyjęli i poszli dalej. Warto zatem wyrobić sobie na jej temat zdanie w własnym zakresie.


#13 "Wilk" Marek Hłasko

Wydawnictwo: Iskry
Rok: 2015
Liczba stron: 600

Książkę określa się mianem "debiutu po 60 latach". "Wilk" to historia Marka Hłaski, którą napisał, mając 19 lat. To jego debiutancka powieść, która doczekała się wydania dopiero w zeszłym roku (wcześniej zaginęła, zapomniano o niej - coś po prostu poszło nie tak).

Wydawnictwo Iskry zdecydowało się na dwie wersje te książki - popularną (z obszernymi komentarzami) oraz naukową, w której tekst właściwy poprzedzony został wstępem historyczno-literacki. Zdecydowałam się na wydanie krytyczne, z sentymentu do twórczości autora (jego "Pierwszy krok w chmurach" czy "Pętla" zawsze siedzą cichutko gdzieś tam w tyle głowy).

O samej powieści powiem tylko tyle, że jest dobra (nie wybitna, ale naprawdę dobra). Z pewnością łatwiej będzie ją czytać mieszkańcom Warszawy, bo cała akcja toczy się właśnie w tym mieście, 100 lat temu. Bohaterem jest młody chłopiec, który chce od życia czegoś więcej, pragnie szczęścia i jako takiego dobrobytu, przy czym jego życie kręci się wokół kradzieży i komunizmu. 

Dla fanów twórczości Marka Hłaski jest to lektura obowiązkowa. Nie zapominajmy również o tym, że powieść napisał, mając zaledwie 19 lat.

#14 "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn

Wydawnictwo: G+J
Rok: 2013
Liczba stron: 652

Przyznam szczerze, że nie wiem, jakim cudem przegapiłam wcześniej istnienie tej książki. Kiedy pytałam Was, czy jest dobra, wszyscy wokół zachwalali i twierdzi, że tak, że ma czytać, bo będę zachwycona. A ja? Niczego o niej, kompletnie, nie słyszałam, do czasu, kiedy podrzuciła mi ją moja E.

"Zaginiona dziewczyna" to historia kobiety, która znika w dniu 5 rocznicy ślubu. To już tragedia dla rodziny, wielka. Z czasem jej mąż zostaje posądzony o morderstwo, media zżerają go żywcem. Kiedy policja znajduje dziennik dziewczyny, właściwie nie można mieć już żadnych wątpliwości. 

Więcej nie powie, bo zepsułaby Wam ten efekt wow. Dodam jedynie tyle, że książka jest bardzo dobra i dawno nie trafiłam na thriller, który trzymałby w napięciu od samego początku do samego końca. Każda strona, każda wiadomość, każde kolejne zdanie zapewniało mi porządną czytelniczą ucztę. Zero nudy. Takie powinny być książki, chociaż zakończenie można by jeszcze ciut, troszeczkę, odrobinkę dalej pociągnąć...


#15 "Ucząc psa czytać" Jonathan Carroll

Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2015
Liczba stron: 98

Z twórczością Jonathana Carrolla jestem zapoznana, można by rzec, dokładnie. Brakuje mi na regale tylko jednej jego książki, chociaż i nad tym pracuję.

"Ucząc psa czytać" to krótka powieść, ale nasycona niezwykłością i niesamowicie intensywna. Trochę na granicy snu, trochę na jawie.

O twórczości Carrolla w ogóle trudno jest pisać, bo jego dzieła po prostu nie mieszczą mi się w głowie, co nie oznacza, że są wysokich lotów, niestety. 

Po książkę sięgnęłam z rozpędu, jak zawsze, kiedy tylko mój wzrok trafi na jego dzieło. Przeczytałam z wypiekami na policzkach, również błyskawicznie, bo to tylko 100 stron. I chyba tu pies pogrzebany - za krótko. Można było tę historię mieszania jawy ze snem (albo raczej wymiany tych dwóch) rozwinąć. 

O czym to? Mężczyzna dostaje przesyłkę, w środku jest jego wymarzony zegarek. Potem dostaje wymarzone auto - takie cacko, którym nie pogardziłby chyba żaden mężczyzna - w samochodzie siedzi kobieta, którą gdzieś, kiedyś widział, ale nie potrafi umiejscowić jej twarzy w czasie ani w przestrzeni.

Polecam, ale jako przerywnik przy jakiejś długiej i prostej powieści - tu krótko, ale trzeba się skupić, żeby się nie zgubić (autor lubi mylić tropy).

#16 "Pilates dla bystrzaków" Ellie Herman


Wydawnictwo: Septem

Rok: 2007
Liczba stron: 400

Puchatki przeważnie ćwiczą, a przynajmniej powinny. Ale, żeby dobrze i popranie ćwiczyć, trzeba wiedzieć, jak to się powinno robić. W skrócie: trzeba mieć podstawy, żeby nie zrobić sobie krzywdy i z każdego ćwiczenia wycisnąć to, co dobre na maksa. 

Seria "Dla bystrzaków" nie jest mi obca, bo często te książki gdzieś tam na jakiś regałach widziałam. Jednak "Pilates..." przyciągnął moją uwagę skutecznie. 

Jeśli planujecie zacząć przygodę z pilatesem, chcecie poznać bliżej tę technikę, poznać jej historię i po prostu pokochać, to książkę szczerze polecam. 
Ogromny plus za język - wszystko jest tak proste i przejrzyste, że nad niczym nie trzeba się tu dłużej zastanawiać, po prostu chłonąć, chłonąć, chłonąć!

#17-19 "Kroniki białego królika" Gena Showalter 

Wydawnictwo: HarperCollins

Tom 1. "Alicja w krainie zombie" s. 512, rok: 2013
Tom 2. "Alicja i Lustro Zombie" s. 444,  rok: 2014
Tom 3. "Alicja, królowa zombie" s. 448, rok: 2015



Zastanawiałam się usilnie nad tym, czy opisać Wam każdą z tych książek osobno, czy jednak potraktować tę historię jako całość - dla mnie to całość, bo pochłonęłam ją w dosłownie trzy noce. Szukałam czegoś innego i to coś innego znalazłam. Cykl: "Kroniki białego królika" opowiada o zombie - serio, o takich trochę niezwykłych, ale jednak zombie. Alicja i jej ukochany Cole (niegrzeczny chłopak) walczą z tymi potworami, do tego walczą z ludźmi, którzy chcą te potwory kontrolować. 

To taka literatura dla młodzieży, która pozwala się na chwilę oderwać od wszystkiego. Historię połyka się w okamgnieniu, chociaż czasem miłosne podchody i język są tak banalne, że bardziej banalne być nie mogą. Walki z zombie też bywają, ogólnie, takie sobie: naszpikowane bronią, wykopami i w ogóle wszystkim tym, co zabójcy robią z zombie. Ale! Historia wzrusza, sporo tu przyjaźni, sporo mądrych rzeczy. No i język - czyta się płynnie i bezproblemowo, przy czym jest to typowy język nastolatków.

Jeśli macie ochotę na coś innego, to te książki polecam z czystym sumieniem. Tym bardziej, że próbowałam czytać "Czerwień rubinu" (też z takimi typowymi nastolatkami, o miłości z dawką niezwykłości) i nijak nie mogłam przebrnąć przez kilka pierwszych rozdziałów...

#20 "Prawda o raju" Zdzisław Adamiec

Rok: 1997
Liczba stron: 67

Moja mała misja czytelnicza zakłada wyczytywanie tych książek, które zalegają na półkach moich regałów. Ta misja zaprowadziła na Mauritius - wyspę, w której zakochałam się niemal od razu. 

Dlaczego piszę o książce, której nie można już dostać w żadnej księgarni (w antykwariacie się jeszcze jakaś zagubiona sztuka trafi)? Książkę dostałam bardzo dawno temu, bo jeszcze w szkole podstawowej od samego autora. Otwieram, teraz po latach, a tam dedykacja! Cieszę się, że nie trafiła na śmietnik, bo mogłam dać się ponieść, chociaż na chwilkę, tym gorącym klimatom.

Książka jest wynikiem 3-miesięcznego pobytu autora na wyspie. Znajdziemy u subiektywne przedstawienie kultury tego kraju. Co mnie zachwyciło? Spora dawka pięknych słów - poetyckość opisów, które niestety przeplatają się z językiem kolokwialnym - to nie zachwyca.

Ale po co ta recenzja? Żeby zachęcić Was do sięgania po stare, pochowane gdzieś po kątach, zapomniane przez Was dawno książki. Czasem można trzymać w domu perełkę i nie zdawać sobie z tego sprawy. Co dało mi przeczytanie tej książki? Chcę na Mauritius!


#21 "Central Park" Guillaume Musso



Wydawnictwo: Albatros

Rok: 2015
Liczba stron: 345

Książkę miałam przeczytać dopiero w lutym, ale po co czekać, skoro leży tak samotnie na półce? 

Z Musso znam się od zawsze chyba, odkąd pojawił się w moim czytelniczym życiu, sięgam po jego książki w ciemno. Wiem, że będą dobre albo bardzo dobre. Wiem, że będą niezwykłe albo z nutką niezwykłości (znowu ukłon w stronę kochanej E.).

"Central Park" to najnowsza powieść tego francuskiego autora, która w końcu musiała trafić w moje łapki. I co? I się oczywiście nie zawiodłam, chociaż jest ona nieco inna od pozostałych jego książek.

A teraz wyobraźcie sobie, że budzicie się skoro świt w parku i nijak nie możecie uwierzyć, że jesteście przykuci kajdankami do drugiej osoby, która jeszcze śpi. Macie koszulę poplamioną krwią, w kieszeni ciśnie Was pistolet, a na skórze znajdujecie jakieś dziwne cyfry. Co więcej, nie jesteście w swoim mieście, jak się potem okazuje, ba! nawet w swoim kraju.

Polecam :)


Wkrótce konkurs, do wygrania jedna z tych książek - ta, którą sobie wybierzecie!
Znaleźliście coś dla siebie? 
Macie inne zdanie odnośnie do jakiejś książki? 
Czekam na Wasze komentarze :)