czwartek, 18 lutego 2016

Psychodeliczne wizje na dobranoc: "Czarna samica kruka"


Czarna samica kruka: Lot nad krawędzią świadomości...  reklamowana jest jako "niebezpiecznie wciągająca mieszanka thrillera psychologicznego i powieści grozy". Słowo "mieszanka" mnie odstręcza, ale połączenie tych dwóch gatunków brzmi zachęcająco. Czy ta powieść jest smakowitym kąskiem?


Słowem wstępu


Tyle nowości i wielkich niewiadomych na rynku książki... Czytelnikowi pozostaje błądzić po omacku - szukać na własną rękę czegoś "do poczytania", bez gwarancji dobrej zabawy. Podejrzewam, że Czarna samica kruka: Lot na granicy świadomości... Dariusza Pawłowskiego pewnie nigdy nie trafiłaby w moje ręce, gdyby nie zaproszenie autora do zapoznania się z jej "zawartością".

Książka reklamowana jest jako "niebezpiecznie wciągająca mieszanka thrillera psychologicznego i powieści grozy". Słowo "mieszanka" mnie odstręcza, ale połączenie tych dwóch gatunków brzmi smakowicie i zachęcająco. Byłam gotowa na "pierdu, pierdu" - zawsze jestem, żeby się mocno nie rozczarować. Przyznam jednak, że z taką książką nie miałam jeszcze do czynienia - jest dziwna, ale świetna w swej odmienności.


Mroczny klimat wieczorową porą

Książkę najlepiej czytać w nocy, kiedy słońce już dawno błądzi gdzieś na horyzontem, a odgłosy dnia nie zakłócają spokoju i myśli. 

Autor wprowadza nas w świat dziwny i mroczny, rzekłabym nawet, że dzieli się z nami swoimi psychodelicznymi wizjami, oblepiając nas mackami ciemności, wciągając w głąb lasu. Czytelnik brnie w tę niewiadomą z niepokojem, ale i z niezdrową ciekawością... Kojarzycie te wszystkie bohaterki filmowe - młode kobiety, które wchodzą do lasu, słysząc dochodzące z oddali odgłosy? Każdy wie, że takie zachowanie przeczy logice, ale czy sami nie weszlibyśmy między drzewa, by doświadczyć grozy na własnej skórze? Taka jest Czarna samica kruka.

Jestem odporną na wstrząsy czytelniczką. Przyznaję bez bicia. Nie robią na mnie wrażenia krwawe sceny, nie obrzydzają ohydne opisy, nie podnoszą mi się ani treści pokarmowe, ani ciśnienie, a jeśli już, to bardzo rzadko. Zaznaczę jednak, że autor nie szczędzi dobrych, cudownych w swym paskudztwie, wizji, które potrafią przykuć uwagę. Siostra męża stwierdziła, po przeczytaniu krótkiego fragmentu książki, że robi jej się niedobrze... Jeśli lubicie takie drapanie po ściśniętych zakamarkach ciała, będziecie zadowoleni. Wrażliwcom zalecam czytanie na pusty żołądek

Taka ze mnie nieczuła paskuda, że niestety jednej z makabrycznych i ohydnych wizji nie byłam w stanie potraktować z należytym szacunkiem, bo jak można podejść z powagą do włochatej, śmierdzącej pachy, którą przydusza się ofiarę? Wychodzę jednak z założenia, że śmiech też dobry, a wspomniany opis zyskał przy tym na wartości - na pewno nigdy o tym nie zapomnę, uznając tę wizję za wyjątkowo pokręconą. 


Głębia obłędu

Pragnienie poznania myśli otaczających nas istot jest rzeczą ludzką. Chcielibyśmy wiedzieć, co ich zajmuje, nad czym rozmyślają, jednak chyba najbardziej pociągające są mroczne tajemnice. Kręci nas wnikanie w cudzą psychikę, a możliwość odkrycia motywacji jest soczystą wisienką na torcie. Im bardziej spaczona psychika zbrodniarza, tym większej ulegamy pokusie, byle tylko poznać to, co niewyobrażalne.

Tu z postacią mordercy mamy niewiele do czynienia - zabija i znika. Pojawia się w innym miejscu i co? Zabija i znika. Szybko zapominamy o jego poprzednich ofiar, bo w kolejnych rozdziałach zainteresowani rzadko wracają myślami do zamordowanych. Czasem odnosiłam wrażenie, jakbym czytała zbiór różnych historii masakry, których praktycznie (poza bezwzględnością mordercy oraz tytułowym ptakiem symbolizującym śmierć) niewiele łączy. Wszyscy są zaniepokojeni, bo widok zmasakrowanych zwłok jest wyjątkowo złowieszczy, jednak z treści nie poznamy dokładnych szczegółów śledztwa czy wnikliwych analiz - nie przeżywamy wraz z policją tego dreszczyku emocji, który towarzyszy każdemu dobremu kryminałowi. Nie podążamy tropem obłędu, ale dostajemy go na tacy - psycholog sądowy doskonale nakreśla nam profil mordercy. Ile prawdy jest w tych domysłach, dowiecie się z lektury. Co skłania oprawcę do działania, co ukształtowało jego psychikę? Wszystko "wyjdzie w praniu" - efekt końcowy potrafi zaskoczyć


Na zakończenie

Książka ma doskonale opracowaną okładkę, ale książek po okładce nie oceniam, co najwyżej lekko skłaniam się do ich przekartkowania. Jest napisana poprawnym językiem, bez większych błędów (znalazłam dwie literówki, ale to takie moje zboczenie zawodowe) - tu została dopracowana. 

Czyta się ją szybko, chociaż nie mogę przyznać, żebym zatraciła się w tej treści. Niestety, za każdy razem, kiedy byłam o krok od wtopienia się w świat Czarnej samicy kruka... autor skutecznie mnie przed tym powstrzymywał - dialogiem. Wszystko można autorowi wybaczyć, ale nie rozmowy prowadzone między bohaterami, które moim zdaniem są sztuczne, wręcz odrealnione i płytkie. Rozmowom małżeńskim, szczególnie tym poprzedzającym stosunek, można dodać nutkę pikanterii, a tu niestety zaproszenie do zabawy brzmi: "Pragnę cię, Eryku", co zakrawa mi na żywcem przeniesione z opery mydlanej... Sam akt również pozostawia wiele do życzenia. Podobnie jest z rozmowami kolegów z pracy, z szefem, ze świadkami. 

Świetne opisy masakry, ciekawe zakończenie i mroczny nastrój to, w moim odczuciu, trochę za mało. Wydaje mi się jednak, że nad tym, co nie jest doskonałe, można popracować - to jest do wyuczenia, a kolejne książki na pewno zyskałyby na atrakcyjności.