środa, 30 marca 2016

"Gej w wielkim mieście" M. Milcke


Boimy się tego, czego nie znamy. Czasem jednak zaczynamy się bać dopiero wtedy, kiedy ktoś podaje nam "oczywiste oczywistości" na tacy. Dziś o "Geju w wielkim mieście" - tak stereotypowo, ale z nutką zaskoczenia.


Słowem wstępu

Nie wiem, co mnie pokusiło, żeby sięgnąć po tę książkę, naprawdę. Chyba zachęciła mnie ogólna recenzja, którą wyczytałam gdzieś na stronie wydawnictwa czy na LC. Miało być lekko i z humorem. Książka miała też łamać stereotypy i wychodzić poza tabu. Chyba to mnie przekonało, bo stereotypów nie lubię, a tematy tabu chętnie drążę. I cóż mi z tego przyszło? Lektura lekka i z humorem na pewno, ale z tym wychodzeniem poza ogół myślenia się nie zgadzam, chociaż nie do końca.

Co jest pewne? 
Gej jest gejem, a wielkie miasto to Warszawa i, częściowo, Kraków. Zatem tytuł do treści adekwatny. 

Co się nie zgadza?
We wstępnie autor zaznacza, że w tej książce każdy znajdzie jakąś część siebie - bohatera, z którym w jakimś stopniu mógłby się utożsamić, którego cechy są przecież tak uniwersalne, że aż prosi się, żeby przypiąć mu swoje imię. Oczywiście nie o głównym bohaterze mowa, ale również o pozostałych postaciach. No i przykro mi, naprawdę, bo siebie w tym nie odnalazłam, chociaż jedno zdanie faktycznie wypowiedziałam kiedyś tak, jak zrobiła to jedna z przyjaciółek Geja. "I co z tego?" Na tym jednak podobieństwa się kończą. 


Gej w wielkim mieście

Młody chłopak wyjeżdża na studia. Wyrywa się z małej mieściny, gdzie mieszka z rodzicami i młodszym bratem do wielkiego miasta, będzie studiował w Warszawie, świat stoi przed nim otworem. Już na początku poznajemy jego delikatne wnętrze - łzy ciekną, kiedy wsiada do autobusu, strach ściska, kiedy wysiada na warszawskim dworcu, przerażenie sięga szczytu, kiedy ma dotrzeć do wynajmowanego mieszkania. Oczywiście w międzyczasie podczytuje "Dziennik Bridget Jones", bo to przecież taka lekka i bogata w uczucia lektura... Eh. 

Wyprowadzka do dużego miasta to jego szansa na lepsze, bogatsze życie. Chociaż jest gejem, nigdy jeszcze nie współżył - i tu mamy to zachwalane "poza stereotypem", bo nasz bohater nie puszcza się na prawo i lewo, ale żeby jakoś z rozwagą dobierał partnerów? Absolutnie nie! Wścieka się na faceta, który okłamuje go w raczej banalnej sprawie, ale pędzi do innego (poznanego w sieci) z wywalonym jęzorem i chociaż ten jest przyczajoną gnidą, wybacza mu tak wiele...

Nie powiem Wam niczego więcej na temat akcji, bo tej nie ma tu zbyt wiele, a główny bohater mógłby być spokojnie zastąpiony głupiutką, młodziutką i zlęknioną studentką. Odbiór byłby taki sam. Wydaje mi się, że dla większości czytelników nawet bardziej znośny. To po prostu lekka książka, którą można przeczytać z uśmiechem na ustach i szybko o niej zapomnieć. 


Podsumowanie

Naprawdę trudno trafić na książkę, która traktowałaby jakoś normalnie o homoseksualizmie. Dlaczego Gej zawsze musi być mięciutki jak kaczuszka lub twardy i atakujący wszystko co się rusza? Nie potrafię tego zrozumieć, bo znam kilka osób homoseksualnych i daleko im do tych stereotypowych jebaków lub wymizianych ciot (za oba stereotypowe określenia przepraszam). No po prostu. Zawiodłam się, bo skoro ktoś zachwala, twierdząc, że wychodzi poza ramy, to chyba coś powinno za tym iść? Tak mi się zdawało.

"Gej w wielkim mieście" to przyjemna książka - taka lekka, czasem zabawna, czasem przesłodzona, bez żadnego większego "fuj", bez zbędnych szczegółów. Taka do poczytania, ale nic nowego i niewiele dobrego wnosi.

Nadal czekam na książkę z prawdziwego zdarzenia!