środa, 16 marca 2016

Na pewno nie masz czasu?


Nasz świat taki zabiegany... Pędzimy zawsze i wszędzie, często po nic i donikąd. Czy w tym całym pędzie za wszystkim i za niczym znajdujemy chwilę dla siebie? Czy mamy na coś czas?

Nie mam czasu

Nie mam czasu to hasło, które mówi nam wszystko i nic. Wielokrotnie wymawiamy się tym oklepanym już powiedzonkiem, chociaż często nie zastanawiamy się nad tym, czy jest prawdziwe i co, w gruncie rzeczy, oznacza. A znaczyć może wiele...

Kiedy ktoś mówi nam, że nie ma czasu, zwykle myślimy sobie, że nam też go brakuje. Chciałoby się przecież walnąć w wannie, oddać spaniu czy posiedzieć w ciszy, kontemplując swoje istnienie. Chciałoby się, ale nie ma kiedy, bo przecież tyle jest do zrobienia, że trudno to wszystko jednocześnie ogarnąć. Pozostaje z czegoś zrezygnować. No to rezygnujemy praktycznie ze wszystkiego, w imię niczego. Skoro pozbywamy się codziennych przyjemności, na które mamy przecież ochotę (gdyby tylko znalazła się chwila wolnego), to tego czasu powinno być więcej. A tu klops - obowiązków przybywa, chwil radości ubywa.


Poćwiczyłabym

Już pomijając leniwca, która od czasu do czasu lub na stałe zamieszkuje w naszym wnętrzu, czas na ćwiczenia można znaleźć. Wiadomo, że po treningu należałoby się umyć, więc w ciągu dnia jest to dodatkowa "strata czasu", jednak można to obejść, ćwicząc z samego rana (można wstać te 30 minut wcześniej, z pierwszym budzikiem) albo przed snem - szybka kąpiel i do łóżeczka. 

Ale, ale, przecież nie samym treningiem człowiek żyje, a "ćwiczenie" nie musi oznaczać od razu godzinnego treningu czy pięciu wyjść na siłownię w ciągu tygodnia. Nie masz na to czasu? Zacznij po prostu od spaceru, zrezygnuj z windy, baw się z dzieckiem - aktywnie.

Czasem tylko tyle wystarczy, a może z czasem zapragniesz czegoś więcej? 



Chciałabym jeść zdrowo


Ile już razy ten cel majaczył Ci na horyzoncie? Z pewnością gdzieś tam pojawił się nawet plan, bo przecież tyle się teraz mówi o byciu fit, o zdrowym jedzeniu i o, tak z drugiej strony, przetworzonej i szkodliwej żywności. Mówi się, prawda? Słyszałaś, mam rację? I zapewne to (plus, ewentualnie, nadprogramowe kilogramy) skłaniają Cię do działania. Przeważnie tylko na chwilę, bo przecież prościej jest sięgnąć po gotowca, a najlepiej po pizzę przywiezioną przez miłego pana, niż stać nad garami.

Tu pomoże tylko planowanie posiłków, na to nie ma rady. Zaplanować trzeba z wyprzedzeniem, a co się da, to i z wyprzedzeniem można przygotować albo na dwa dni - zawsze to jakaś oszczędność czasu, sił witalnych. 

Ostatnio bardzo popularne stało się przygotowywanie posiłków w pudełkach, na kilka dni, tzw. meal prep. Internety aż huczą od rozmaitych rozwiązań i propozycji, może więc warto przyjrzeć im się nieco dokładniej i wydobyć z tego wszystkie coś dla siebie?




Poczytałabym


Niemal codziennie słyszy się, że ktoś chciałby więcej czytać, ale nie ma to czasu - zawsze przecież znajdzie się coś ważniejszego lub mniej wymagającego. Z pewnością o wiele łatwiej jest włączyć serial, dla odmóżdżenia, niż wcisnąć nos w książkę. Rozumiem to doskonale, bo przecież od czegoś ten telewizor jest. 

Ale! Jeżeli naprawdę ma się ochotę na lekturę, to absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie. 30 minut przed snem? 25 minut zamiast serialu? A może 15 minutek w autobusie? Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowano, więc i włączenie czytania do swojego życia nie będzie takie proste, ale spróbować warto, jeśli na pewno się tego chce. Wiadomo również, że nie da się książki pochłonąć w kilka minut, ale właśnie te kilka minut dziennie dzieli nas od zakończenia.

Czytanie jest tylko przykładem, jednym z wielu, tak samo ważnych jak każdy inny. "Poczytałabym" możesz zastąpić każdym innym "-bym". Wiesz już, co wstawisz w to miejsce?




Chwila dla siebie


Dochodzimy do sedna, czyli do chwili dla siebie, której praktycznie nigdy nie potrafimy wygospodarować. Jak często masz okazję usiąść w ciszy i spokoju, by pomyśleć o sobie? Pewnie nieczęsto, bo w końcu zawsze na takie przyjemności brakuje czasu. Kiedy ostatnio zrobiłaś coś, by poczuć się lepiej, by odpocząć. Oczywiście siedzenie na FB czy przeglądanie zdjęć słodkich kociaków może być budujące, ale czy pozwala Ci pobyć ze sobą, dla siebie?

Obecnie trudno jest żyć bez mediów - mało kto potrafi wyobrazić sobie dzień bez buszowania w sieci czy obejrzenia ulubionego serialu albo po prostu chwilę ciszy bez ryczącego w tle radia lub telewizora. Prawda? Chyba po prostu boimy się ciszy, bo nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Nie potrafimy się oderwać od cyberświata, bo zbyt głęboko w nim siedzimy. 

Pomyśl teraz, ile mogłabyś zyskać, gdybyś spędzała przed komputerem czy telewizorem połowę czasu, który poświęcasz na te przyjemności teraz. Sporo tego wychodzi, prawda? Na pewno te kilka chwil wyrwanych z codzienności potrafiłabyś wykorzystać sensowniej, poświęcić je tylko sobie i swoim "chciałabym". 

Może warto, od czasu do czasu, spróbować inaczej i zyskać kilka chwil na to, na co zawsze ich brakuje?

Nie lubię tych wszystkich nowoczesnych i tak pro określeń, jak: slow life, slow food, fast coś tam, ale pewnie z tym można dzisiejszy wpis skojarzyć. Wydaje mi się, że nazwa nie ma tu znaczenia, wcale. Po prostu zwolnij, żeby nie zwariować i wypełnić to "chciałabym" jednym ważnym, istotnym słowem: jestem. Dla kogo, na co i po co, i co z tego wynika? To już pozostawiam Wam do przemyślenia, o ile macie na to czas. Ja czasem jakiś wygospodaruję ;)