wtorek, 8 marca 2016

Przyspieszony kurs dorastania: "Oskar i pani Róża"

"Oskar i pani Róża" Schmitta to taka książka, którą mam na własność, ale prawie nigdy nie zajmuje miejsca w mojej biblioteczce. Zawsze znajdzie się ktoś, kto chce poznać tę wyjątkową historię, więc mój egzemplarz jeździ po Polsce, zdobywając serca kolejnych czytelników.




Słowem wstępu

Książkę przeczytałam pierwszy raz kilka lat temu. Był to czas, kiedy w głowie siedziała mi tylko fantastyka, kiedy po inne treści sięgałam z oporem. 

„Oskar i pani Róża” autorstwa Érica-Emmanuella Schmitta jest krótkim utworem, przedstawionym w formie listów małego chłopca do Pana Boga. Gdybym miała określić dokładnie, czym jest ten utwór, nazwałabym go powiastką filozoficzną, małą rozprawą o życiu i śmierci, o codziennych radościach i o akceptacji, o strachu i jego przezwyciężaniu.


Trudne treści

Książka mnie ujęła i oczarowała. Autor poruszył tu bardzo trudny temat, którym jest śmierć dziecka, jednak sposób, w jaki został on przedstawiony, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Treść nie jest skupiona na nieuniknionej śmierci dziecka, ale na nieustannej afirmacji życia, na radości dnia codziennego, na wartościowym gospodarowaniu pozostałym czasem. 

Autor przybliżył nam chorobę w najbardziej naturalny sposób, jaki można sobie wyobrazić – pokazał ją z punktu widzenia młodego człowieka. Widzimy tu pełną naturalność wypowiedzi, dziecięcą ufność i prawdziwe (niekłamane) uczucie żalu, szczęścia czy nienawiści. 

Chłopiec opisuje swoje relacje z rodzicami, którzy rozumieją cierpienie zupełnie inaczej niż syn, a co się z tym wiąże, nie potrafią z nim szczerze porozmawiać, chociaż on tego oczekuje. Oskar czuje się okłamywany i niezrozumiany przez dorosłych, nie potrafi znaleźć z nimi wspólnego języka. Okazuje się, że chłopiec jest świadomy tego, co się z nim stanie. Zaakceptował śmierć i ma za złe dorosłym to, że uciekają przed trudnościami, że boją się stawić czoła temu, co jest nieuniknione. Dziecko nie potrafi zrozumieć dziwnych zachowań opiekunów, nie stara się ich usprawiedliwiać i nie dopuszcza ich do siebie. 


To takie ludzkie

Po lekturze zastanawiałam się nad uczuciami rodzica postawionego w takiej sytuacji. Byłam przejęta bólem, którego musi on doświadczać każdego dnia. Śmierć dziecka zawsze jest tragedią. Niszczy, zmusza do zastanowienia się nad porządkiem świata, nad zasadnością jego istnienia. Ból rodzica jest w takiej sytuacji nie do wyobrażenia, a tu trzeba być opanowaną podporą, która musi być silna za siebie i za dziecko. 

Doskonale rozumiem brak akceptacji dla choroby i dla śmierci oraz uznanie tego za niesprawiedliwość i to wszechogarniające poczucie bezradności… 


Przyspieszony kurs dorastania

"Oskar i pani Róża" to również książka o przyjaźni - bardzo wyważonej, poważnej relacji. Uświadomiłam sobie, jak ważne może być zaufanie do drugiego człowieka i szczerość w stosunku do umierającego – wydaje mi się, że największą zasługą wolontariuszki - tytułowej pani Róży - było to, że dała Oskarowi możliwość „wygadania się”, wysłuchała wszystkiego, co mały trawił do tej pory w samotności, a zdobywając jego zaufanie, mogła uczynić jego życie pełnowartościowym. Traktowała chłopca jako osobę dorosłą, ale nigdy nie zapominała o tym, że był dzieckiem.  

Autor w mistrzowski sposób rozwiązał sprawę dojrzewania i dorosłości, których mały Oskar miał nie doczekać. Wyjątkowe traktowanie czasu daje małemu możliwość przeżycia wszystkiego tego, czego doświadcza każdy zdrowy człowiek, spełnienia. Oskar przechodzi przyspieszony kurs dojrzewania, a dzięki temu uczy dorosłych akceptacji. Myślę, że właśnie akceptacja i szczerość były kluczem do szczęśliwego życia Oskara.

W podsumowaniu mogę jedynie stwierdzić, że nie ma w tej książce treści czy tematu, który by mnie nie poruszył, nie urzekł i nie oczarował. Ostatnie listy małego Oskara i list Róży doprowadziły mnie do łez. 


Na zakończenie

Na co dzień nie czytam tego typu utworów – krótkich i zwięzłych form, jednak uważam, że opisanie tej historii w listach dziecka do Boga było najlepszych z możliwych posunięć – choroba została przedstawiona z zupełnie innego punktu widzenia niż zazwyczaj, przy czym miało się wrażenie, że można złapać małego Oskara za rękę, być z nim w tych najtrudniejszych chwilach. 

Chociaż temat nie jest łatwy, bo śmierć dziecka nigdy nie jest prosta, to treści mogą nam przybliżyć, choćby w malutkim stopniu, uczucia i emocje, które temu towarzyszą, a nad którymi na co dzień się nie zastanawiamy. 

„Oskara i panią Różę” z czystym sumieniem poleciłam znajomym, którzy zareagowali na treść równie entuzjastycznie jak ja. Wydaje mi się, że poleciłabym ją również osobom, znajdującym się w podobnej sytuacji jak rodzice Oskara. Wiem, że to tylko fikcja, twór literacki, ale niosący, mimo wszystko, bardzo pozytywne i budujące treści pokazujące nieco inne spojrzenie na chorobę i śmierć oraz kilka dobrych rad.



Czytaliście? Jak wrażenia?