poniedziałek, 21 marca 2016

"Wielki Nieobecny" Kem Frydrych

Zastanawialiście się kiedyś nad wydaniem książki we własnym zakresie? Teraz możliwości są nieograniczone - każdy, kto czuje się na siłach (finansowo i psychicznie) może być dziś autorem. Może w Waszych szufladach leży coś, co należy wydać? Kem Frydrych prezentuje nam "Wielkiego Nieobecnego", a jak ktoś coś napisał, to nie po to, by nadal leżało w szufladzie.




Słowem wstępu

Wielokrotnie zastanawiałam się nad wydaniem własnej książki. Zawsze jednak było jakieś "ale". Opory są nadal, więc widocznie jeszcze nie czas. Jeśli jednak Wy macie taki plan, nie zwlekajcie - absolutnie nie bierzcie ze mnie przykładu.

Dzieła wydawane przez autorów we własnym zakresie mogą być lepsze i gorsze (o ile takie określenie można w ogóle odnieść do książki, zawsze mam z tym problem), ale tu akurat nie ma żelaznych reguł, bo te wychodzące spod skrzydeł wydawnictw też bywają różne. 

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości autorki, która postanowiła opuścić bezpieczną szufladę i pokazać światu swoje dzieło. Dziękuję za zaufanie.



Język

Książka "Wielki Nieobecny" nie przeszła, z różnych względów, profesjonalnej korekty i to czuć, to widać na każdym kroku, to raniło moje edytorskie serducho. Na początku, żeby cokolwiek wydobyć z treści, musiałam powtarzać sobie, że te wszystkie błędy i niedociągnięcia muszę po prostu omijać, bo inaczej nici z porządnego czytania. Udało się, z bólem, ale się udało. I powiem Wam, że kiedy już pomija się tę niedogodność, sama treść wchodzi szybko i gładko.

Dialogi są jakby żywcem wyjęte z naszej codzienności, więc przy omawianiu nawet tych nieco bardziej skomplikowanych spraw, czytelnik nie powinien mieć żadnego problemu z ich zrozumieniem. Bywają śmieszne, bywają nużące, są też te bardziej płytkie i naprawdę głębokie - jak w rzeczywistości.

Podrzucam Wam stronę autorki, gdzie macie możliwość przeczytania fragmentu powieści, wtedy będziecie wiedzieć, co mam na myśli: www.wielkinieobecny.pl

Jeśli niestraszne Wam sprawy natury językowej, możecie ze spokojem podejść do lektury.


Traktat o duszy i miłości

"Wielki Nieobecny" to historia, która dotyka głównie pojęcia miłości, ale traktuje przy tym o duszy, przemianie, dojrzewaniu, działaniu. To taki współczesny romans, z nieco nierealnymi, ale i ciekawymi bohaterami. 

Karl - młody sportowiec, który został zraniony (w przenośni i dosłownie) oddaje się zabawie - spotyka z dziewczynami, które tak naprawdę nie dają mu szczęścia i nie potrafią ukoić jego zbolałej duszy. W pewnym momencie zaczyna rozumieć, że nie tędy droga, ale nie do końca potrafi się odnaleźć - chce działać, ale potrzebuje drogowskazu. Dostaje szansę.

Na ten drogowskaz trafia niespodziewanie i choć z początku uznaje spotkanie z Rudzielcem - nieco szaloną i niezdarną dziewczyną - za kpinę, z czasem stają się sobie niezwykle bliscy, rozumieją się bez słów. Łączą ich podobne doświadczenia i poczucie humoru. Żyją na zasadzie symbiozy: Natalie naucza, Karl się uczy i odwrotnie. Oboje próbują zwalczyć swoje demony, których pokonanie wymaga wyjście z bezpiecznego kokonu i zajrzenie w duszę - to bywa niezwykle bolesne (dosłownie). 

"Wielki Nieobecny" to książka o zmianach - szybkich, gwałtownych, ale też nieco odrealnionych. Czytając, odnosimy wrażenie, że wszystko dzieje się na jakimś wyższym poziomie świadomości, który ciężko jest ogarnąć przeciętnemu człowiekowi. To takie magiczne wejście w brzydotę - wyrzucenie z siebie tego, co paskudne i odkrycie prawdziwej miłości. Miłość ta często daleka jest od seksualności, bliższa emocjom i uczuciom. 

Na zakończenie

Książka na pewno nie zaskakuje wartką akcją, chociaż i takie zrywy się tu zdarzają, ale jest ona raczej materiałem do rozważań nad emocją, uczuciem, głębią. Czytelnik, który wkręci się konkretnie w tę duchowość, z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. I chociaż czasem treść wydaje się mocno naciągana i nierealna, jest pełna świetlistej magii - bez wróżek czy różdżek, ale takiej mocy płynącej z wnętrza, którą każdy może w końcu odnaleźć.

Sama nie czytam raczej książek o miłości. Unikam takich typowych romansów - to po prostu nie moja bajka. Wydaje mi się jednak, że ktoś, kto to lubi, może się w tej treści odnaleźć. Ja szukałam czegoś więcej, jakiejś miażdżącej, niepokojącej paraboli, ale tego tu nie znalazłam. "Wielki Nieobecny" to treść do wałkowania, zastanawia się, powtarzania sobie tego, co się przeczytało, żeby móc zrozumieć, co autorka miała na myśli. Może innym czytelnikom uda się z jej pomocą dosięgnąć dna duszy? Może taka miłość po prostu nie jest dla mnie? Może ja już uprzątnęłam "mój śmietnik życiowy"? Jedno jest pewne - tu na pewno znajdziecie definicję miłości i to nie jedną.

Nic nie dzieje się przypadkiem, jak twierdzą bohaterowie, więc jeśli chcesz przeczytać tę książkę, to tak po prostu się stanie. Nie walcz z tym. Przecież ktoś wydaje książki po to, żeby ktoś inny mógł je przeczytać, a czy są lepsze, czy gorsze, to już inna sprawa.

Autorka ma w zanadrzu jeszcze trzy, nieopublikowane dotąd tomy. Ja się na kontynuację nie skuszę, ale Wam polecam przeczytanie "Wielkiego Nieobecnego" i wyrobienie sobie własnego zdania na temat tej książki.