czwartek, 17 marca 2016

Zgoda na samobójstwo: "Dotrzymana obietnica" Anderson


A gdyby tak ktoś, kogo kochasz, zapragnął odejść? Może ten ktoś ma naprawdę dobry powód, ale czy istnieje w ogóle jakieś racjonalne wytłumaczenie samobójstwa? Czy można dać komuś na nie zgodę? Na te i inne pytania należałoby sobie odpowiedzieć po lekturze "Dotrzymanej obietnicy" autorstwa Jill Anderson.



Słowem wstępu

"Dotrzymana obietnica" autorstwa Jill Anderson to książka z serii  Kobiety to czytają wydawnictwa Pruszyński i S-ka. Moja kochana E. uwielbia tę serię, nałogowo gromadząc kolejne historie, więc siłą rzeczy czytam te, które trafiają w moje łapki. Wiele tego było i z przykrością muszę stwierdzić, że "Dotrzymana obietnica" nie należy do moich ulubionych, chociaż to dobra książka, która dotyka bardzo ważnego tematu - choroby. Mnóstwo takich na rynku książki, prawda? Wyobraźcie sobie jednak, że to choroba, która naprawdę istnieje, ale nikt nie potrafi jej zdiagnozować. To taka zaraza, która trawi ciało, ale nie ma na nią żadnego lekarstwa. Przerażająca wizja... Do tego, co chyba najgorsze, ta historia zdarzyła się naprawdę.

Kobiety to czytają Prószyński i S-ka

Zgoda na samobójstwo

On - młody, bo czterdziestoletni, przygwożdżony do łóżka, tracący chęć do życia, które ulatuje z niego wraz z każdym oddechem.

Ona - żona mężczyzny, która każdego dnia jest świadkiem postępującej u niego niedołężności.

Oni - zakochani, wierni, pełni wzajemnego zrozumienia.

Choroba - nieuleczalna, postępująca, trawiąca ciało - kawałeczek po kawałeczku - zdiagnozowana w końcu jako zapalenie mózgowo-rdzeniowe wespół z zespołem ustawicznego zmęczenia.

Paul, nie mogąc już znieść swojej sytuacji: braku kontroli nad ciałem i całkowitej zależności od osób trzecich, wielokrotnie decyduje się na popełnienie samobójstwa. Nie chcąc już dłużej być ciężarem dla Jill, woli z godnością opuścić świat, w wybranej przez siebie chwili. Próbował już kilkakrotnie, jednak zawsze czujna żona musiała mu w tym przeszkodzić - zawsze porządne płukanie żołądka załatwiało sprawę. Jednak pewnego wieczora Jill postanawiania (z niezrozumiałych nawet dla niej powodów) pozwolić mężowi odejść. Kiedy ten informuje ją, że "Zażył tyle, ile trzeba", ona nie wzywa pomocy - tym razem jest inaczej.  Nikt nie przyjmuje do wiadomości jej tłumaczenia, a kobieta zostaje oskarżona o morderstwo.


Słowo na do widzenia

Książka napisana jest w ciekawy, wręcz intrygujący sposób. Z jednej strony zderzamy się ze transkrypcją przesłuchań - rzeczowo aż do bólu, jednak z drugiej strony czytamy o wspomnieniu prawdziwego uczucia. A to wszystko przeplatane jest dodatkowo "wyrywkami" z mów obrońcy oraz oskarżyciela, które zostały wygłoszone na sali sądowej w czasie procesu.

Rozmawiałam na temat tej książki z osobami, które miały już okazję ją przeczytać. Doszliśmy do wspólnego wniosku, co się raczej rzadko zdarza. Uznaliśmy, że książka nie jest majstersztykiem, ale porusza ważny temat, daje do myślenia i zmusza do oceny bohaterki, całej sytuacji: czym dla nas jest moralność, gdzie wytyczyć granicę?

Wracając jeszcze na momencik do całej serii Kobiety to czytają, warto zaznaczyć, że na końcu każdej z książek podane są "Pytania do dyskusji" - to doskonałe posunięcie, nie sposób przejść obok takiej zachęty do myślenia obojętnie!