wtorek, 26 kwietnia 2016

Człowiek jest człowiekiem: "Kaj znów się śmieje"


Czy akceptujemy inność? Tę usmarowaną kałem, kąsającą, męczącą? Czy potrafimy zrozumieć i pokochać kogoś, kogo nasze społeczeństwo nie nazwie "normalnym"?



Słowem wstępu

Utwór przywodzi mi na myśl sprawozdanie – to osobiste zapiski autora, który stara się opowiedzieć o swoich przeżyciach związanych z odbyciem zastępczej służby wojskowej w ośrodku dla dzieci upośledzonych i niepełnosprawnych. 

Moją uwagę przykuły przede wszystkim dwa elementy, które niewątpliwie współtworzą zgodną całość; z jednej strony forma utworu, z drugiej jego tematyka. Nie potrafiłam zaraz po lekturze określić czy forma, w jakiej autor przekazał czytelnikowi treść, była odpowiednia dla tematów, które w dziele poruszył. Po zastanowieniu, doszłam jednak do wniosku, że Gagelmann wybrał najlepszą z możliwych, aby opowiedzieć historię Kaja. 


Być człowiekiem dla człowieka

Narracja pierwszoosobowa pozwala czytającemu wczuć się dokładnie w sytuację Hartmuta – normalnego, beztroskiego studenta. Czytelnik poznaje człowieka, który metodą prób i błędów uczy się tolerancji i akceptacji w stosunku do osoby upośledzonej, jednak przede wszystkim w odniesieniu do ludzkiej istoty. Dzięki przeżyciom autora – żalom i emocjom przelewanym na papier, widzimy go przede wszystkim jako człowieka z krwi i kości. Brak tu wyidealizowanego i nieomylnego wychowawcy, czytelnik poznaje człowieka – bezradnego, pełnego obaw, doświadczającego wielkich rozczarowań dyktowanych nawrotami zachowań i jeszcze większych radości, który dodatkowo potrafi spojrzeć na siebie w sposób krytyczny, co wiele tu znaczy.


Czy to człowiek, czy to zwierzę?

Drugim ważnym elementem – o wiele bardziej istotnym od formy, jest tematyka utworu. 

Gagelmann we Wstępie zwraca się bezpośrednio do Kaja i wszystkich dzieci upośledzonych, kierując jednocześnie uwagę czytelników na ważny i aktualny problem – brak tolerancji. Ludzie mają w zwyczaju szufladkowanie i segregację innych według ogólnie uznanych, niepisanych „zasad normalności”. Boją się odmienności, zatem wszystko to, co jest dla nich niezrozumiałe, jest odrzucane. 

Problem poruszony przez Gagelmanna dotyczy przede wszystkim mierzenia wszystkiego i wszystkich własną miarą, według ogólnych zasad, bez dopuszczania do siebie myśli, że „normalność” nie jest określona żadnymi sztywnymi granicami.

Treści dotyczą zatem tolerancji, akceptacji i zrozumienia, których brak w naszym społeczeństwie. Zachowania takie wynikają z pewnością z niewiedzy i niechęci do poznawania tego, co jest dla człowieka niepojęte. 

Autor zwraca uwagę na istotny fakt, o którym się zapomina, mówi, że wszyscy są do siebie podobni, nazywa ludzi nawet „takimi samymi”, zdanie swoje popierając słowami, że "wszyscy walczą ze swoimi słabościami" – dla jednych będzie to upośledzenie intelektualne, dla innych nałogi, jeszcze dla innych walka ta przejawia się w doskonaleniu siebie czy próbach nawiązania porozumienia z drugim człowiekiem. 

Wniosek jest jeden: ile głów, tyle słabości do zwalczenia, a co za tym idzie – należałoby zaprzestać segregowania ludzkości według sztywnych granic normalności. Człowieka zasługuje na to, by być człowiekiem.

Autor zwraca uwagę na fakt, że ludzie upośledzeni ukrywani są w zakładach i ośrodkach pomocy – są izolowani od „normalności”, nie dając społeczeństwu szansy na poznanie swojej historii czy podzielenie się z nim sobą – ze wszystkimi radościami i bólem, które dotycząc w końcu każdej myślącej istoty.

Czasem najtrudniejsze dla człowieka są najprostsze i najbardziej naturalne rozwiązania, w tym przypadku jest to akceptacja inności, zgodna na istnienie człowieka innego niż ci, z którymi ma do czynienia na co dzień. Najważniejsza okazuje się miłość – bezwarunkowa, ze wszelkimi radościami i smutkami, obiecująca poprawę, lecz również ta wywołująca poczucie bezradności. 

Okazuje się, że upośledzone dziecko jest w stanie funkcjonować w świecie, który jak się z reguły zakłada, będzie dla tego dziecka niedostępny. Szufladkuje się osoby niepełnosprawne umysłowo czy ruchowo, wyznaczając im miejsce w życiu, nie dając możliwości decydowania o swoim losie, choćby decyzja ta miała dotyczyć najprostszych spraw i działań w życiu codziennym. 


Podsumowując

Wielokrotnie zastanawiałam się nad treścią tej książki i, co dziwi mnie najbardziej, za każdym razem znajduję w niej coś nowego, chociaż z początku wydała mi się płytkim wyznaniem niedoświadczonego opiekuna, który w końcu nabiera tego doświadczenia. 

Po głębszym przemyśleniu dochodzę do wniosku, że „Kaj znów się śmieje” jest doskonałym poradnikiem – zbiorem dobrych rad, które można wykorzystać po to, aby lepiej współistnieć – nie tylko z osobami upośledzonymi, lecz przede wszystkim w „normalnym” społeczeństwie. 

Gagelmann demaskuje tę ludzką normalność, obnaża jej brak tolerancji i hipokryzję – w końcu większość ludzi uważa się za osoby tolerancyjne, jednak ich tolerancja zdaje egzamin jedynie wtedy, kiedy jakieś zagadnienie nie dotyczy ich w sposób bezpośredni, w przeciwnym wypadku, trudno jest im się odnaleźć w tym, w co usilnie wierzyli. 

Wspomniałam wcześniej o postaci Hartmuta Gagelmanna – ludzkiego wychowawcy, który uczy się na błędach. To mężczyzna stawiający się równocześnie w pozycji nauczyciela, jak i ucznia. Można powiedzieć, że Hartmut uczy Kaja funkcjonowania w społeczeństwie (np. podróże pociągiem, wyjazdy z rodziną chłopca i odwiedziny u swoich rodziców). Natomiast Kaj, który drapie, rzuca odchodami i krzyczy, uczy studenta akceptacji i zrozumienia, a przede wszystkim bezapelacyjnej miłości. I chyba ten aspekt przemówił do mnie najbardziej – wzajemne poznanie, zrozumienie i akceptacja.

Kaj mógłby nauczyć nas tolerancji i zrozumienia; mógłby przybliżyć nieco ten odległy, a jednak bliski naszemu społeczeństwu świat ludzi upośledzonych.