sobota, 23 kwietnia 2016

Nie oceniam po okładce

książki na regale

Okładki mają moc, niewątpliwie. Mają przyciągać wzrok, powinny wyróżniać się czymś szczególnym wśród wszystkich innych na księgarnianym regale. Oceniasz książki po okładkach?



Coś dla wzrokowca

Ładna okładka cieszy oko. Książki w pięknych i klimatycznych oprawach prezentują się w domowej biblioteczce o wiele lepiej niż te stare - obojętne na wzory i kolory. Chyba nic, poza samym czytaniem, nie cieszy książkoholików tak, jak wypchany po brzegi regał, na którym każda seria ma swoje miejsce, a wszystkie razem emanują jakimś niewytłumaczalnym pięknem. Prawda? Jeśli mamy do wyboru ten sam tytuł, ale w różnych oprawach z pewnością wybierzemy tę książkę, która została "ładniej" wydana, przy czym to "ładniej" jest podyktowane naszym widzimisię, czyli to wybór totalnie subiektywny. Jedno jest pewne - wybierzemy tę książkę, której okładka nie pozostaje nam obojętna, ale porusza w jakiś sposób, działa na nasze zmysły - tu najważniejsze jest pierwsze wrażanie, a to można zrobić podobno tylko raz w życiu.

Nic więc dziwnego, że czasem wydaje nam się, że ta czy inna okładka jest jakby szyta na miarę - trafia tam, gdzie powinna, w te struny, które muszą być poruszone. Wiadomo, że jeśli coś się dobrze sprzedaje (tak, ludzie kupują książki i cokolwiek innego słyszeliście, jest to wielką bujdą), to trzeba to odpowiednio zaprezentować, żeby sprzedawało się jeszcze lepiej.



Okładka odgrywa ogromną rolę, zanim jeszcze książka doczeka się swojej premiery. Często coś wpada nam w oko, nim odkryjemy, czego można spodziewać się po samej treści. Czasem nie zakodujemy sobie tytułu czy autora, ale okładka (nawet jej ogólny zarys) gdzieś tam pozostaje w pamięci. Ten prosty mechanizm popchnie nas w stronę konkretnej książki - to właśnie ją wybierzemy, kiedy staniemy przed regałem bez planu działania.

Wielkie obietnice i wszystko marność

Zdarzyło się Wam kierować przy kupnie książki tylko okładką? Ja takich ludzi znam. Wchodzą do księgarni bez konkretnego planu i działają w ten sposób. Pół biedy, kiedy przeczytają przynajmniej rekomendacje na okładce, ale po świecie chodzą tacy, którzy kupują dla okładek. Wyobrażacie sobie takie zakupy? Ja się porwałam raz! w życiu i wiem, że więcej tego błędu nie popełnię. To nie były dobrze wydane pieniądze, chociaż książka cieszyła oko. 

Z pewnością okładki mają znaczenie przy pierwszym kontakcie. Często niejako sugerują, z czym będziemy mieć do czynienia w środku, chociaż i tu różnie bywa... Jednak w większości przypadków to zdjęcie czy ilustracja atakujące nasz zmysł wzroku, mają nami pokierować. Pozwolę sobie zacytować moją przyjaciółkę: 

Wiesz, treści oczywiście nie oceniam, bo nie znam, ale umówmy się, że często okładka wskazuje na gatunek. I tak oto widząc jakąś tam wojowniczkę w stroju Ewy, domyślam się, że będzie to fantastyka, której nie czytam i oczywiście mam rację. Obcięta ręką z reguły świadczyć będzie o kryminale. Oczywiście zdarzają się też okładki, które niewiele mi mówią i wtedy można sięgnąć po kilka zdań streszczenia z tyłu. Tak więc częściowo oceniam. A już na pewno wtedy, kiedy wchodzę do Empiku bez zamiaru kupienia konkretnej książki. Bardzo lubię, kiedy okładka pasuje do książki, ale to stwierdzić mogę dopiero po przeczytaniu.

Znam też takich, którzy nie kupią książki, mimo ciekawie zapowiadającej się treści, bo okładka w ogóle do nich nie przemawia. I tu moje pytanie: co jest w takim razie ważniejsze? Wydaje mi się, że wiele można na tym stracić, bardzo wiele...

Wydawnictwa prześcigają się w pomysłach, proponując coraz bardziej odważne ilustracje, coraz bardziej skomplikowane, bogatsze kolorystycznie. W innych przypadkach stawia się to prostotę i wyeksponowanie samego tytułu utworu . Oba zabiegi robią wrażenie na potencjalnym czytelniku, chociaż wiadomo - zachwyca ta nieco bardziej fikuśna wersja. Wiadomo jednak, że pomysły się kiedyś kończą i tu pojawiają się okładki, które praktycznie niczym szczególnym się nie wyróżniają. Ile razy zdarzyło się Wam pomyśleć, że znowu wita Was jakaś kobieca paszcza, znów ma spuszczony wzrok albo może "patrzy" prosto w oczy? Ile razy zastanawialiście się, czy te łydki nie były przypadkiem na okładce innej książki, ale od tyłu? Mnie ostatnio takie sytuacje zdarzają się coraz częściej...


nie oceniam po okładce


Mimo tych wszystkich korzyści dla naszych artystyczno-estetycznych odczuć, są również minusy. Muszą w końcu być. Z pewnością znacie to z autopsji:

1. Okładka, która nie ma nic wspólnego z treścią. Zawsze w takich chwilach zastanawiam się, czy to ja nie zakumałam, czy to bezsens, aby tylko był. Jeśli miałabym wybór: piękna okładka nieadekwatna do środka czy sam tytuł na czarnym/białym tle, zdecydowanie wybrałabym drugą opcję. Książka musi być spójna, a skoro okładka jest jej elementem, to nie ma zmiłuj!

2. Wydawnictwa wypuszczają cykle - to wiedzą wszyscy. Pewnie sami kolekcjonujecie jaką ulubioną serię, która wygląda zgrabnie i powabnie. I nagle... BUM! Jedna z okładek jest wyjątkowa, ale nie w tym pozytywnym znaczeniu - kompletnie od dupy strony, nie ma związku z poprzednimi. Nie pasuje! Książkoholicy szaleją, krew się gotuje, głowy polecą, bo przecież to zbrodnia.


Nie oceniam po okładce

Przyznam, że ja po okładce nie oceniam albo raczej nie do końca lub w minimalnym stopniu - jest mi kompletnie obojętne, jaki obrazek będzie mnie witał. Oczywiście okładka jest ważna, ale przede wszystkim ze względów marketingowych i nic dziwnego, że wydawnictwa zwracają uwagę na ten element - gorzej jest, kiedy tego nie robią, bo przecież teraz są takie możliwości...

Okładki przyciągają wzrok, owszem, ja też lubię sobie popatrzeć na zdjęcia na Instagramie czy na blogach, lubię wejść do księgarni i zmacać kilka czy kilkanaście książek, na które pewnie (gdyby nie okładka) nie zwróciłabym uwagi. Te wszystkie barwne ilustracje, elegancko wkomponowane w otoczenie, wyeksponowane na półkach czy regałach na pewno kuszą i z pewnością zachwycają. Mimo wszystko dla mnie okładka jest tylko dodatkiem, który w żaden sposób nie wpływa na zakup. Cieszę się, kiedy to ładny dodatek, ale mimo wszystko najważniejsza jest treść; oprawa mogłaby dla mnie nie istnieć. 





A Wy oceniacie? 

Podrzućcie mi linka do swojego Instagrama :) i zapraszam na mój - też mam ładne okładki, a co!