środa, 6 kwietnia 2016

Walka z lękiem: "Panika" L. Oliver


Zdarza Ci się panikować? Znasz to uczucie, kiedy ściska Cię w dołku, nogi są jak z waty, a najmniejszy ruch czy szmer przyprawia Cię niemal o zawał serca? A gdyby na panice można było zarobić? Wchodzisz w to? Poznaj "Panikę" Lauren Oliver.


Słowem wstępu


Lauren Oliver znam nie od dzisiaj. Czytałam już jej trylogię "Delirium", miałam również przyjemność przeczytać "7 razy dziś". O ile pierwsze nie rozbiło na mnie wielkiego wrażenia, o tyle drugie nawet mi się podobało - doczytałam, przemyślałam, zapamiętałam, ale do tych książek na pewno nie wrócę. 

Miałam sobie odpuścić młodzieżówki, które ostatnio w ogóle mnie nie cieszyły i niestety nie zachwycały. Podejrzewałam już nawet, że to może się po prostu starzeję i dlatego trudno było mi się "wkręcić" w jakąś powieść, gdzie miłosne uniesienia nastolatków są tak istotne dla treści. Okazuje się jednak, że nie jest ze mną jeszcze tak źle, jak to się od dłuższego czasu zapowiadało. Dziś mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że mimo wszystko zostało we mnie odrobinę tego czystego, naiwnego romantyzmu - na tyle dużo, żeby nie porzucić książki i nawet znaleźć w niej coś dobrego. I nie, nie jest to miłość.


Gra to gra

Jeśli zastanawiacie się czasem nad tym, ile jest warte ludzkie życie, "Panika" przybywa z odpowiedzią: tylko lub aż sześćdziesiąt siedem tysięcy dolarów. Z pewnością dla osoby, która dopiero co kończy szkołę to suma niebagatelna i kusząca. Niby mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale czy na pewno? Dysponując takim budżetem, można wiele... Można wyjść z nędzy, uciec z zapuszczonej przyczepy, wyzwolić się spod "opieki" zapitej matki i jej zaćpanego partnera; można zacząć nowe życie, wszystko od nowa, bez większych ograniczeń. Ale czy tylko pieniądze są tu motywacją? Otóż nie. W grze może wziąć udział każdy, kto odebrał właśnie dyplom ukończenia szkoły, jednak nie wszyscy są nastawieni na zysk - niektórych do "zabawy" motywuje zemsta - ta potrafi ugasić zdolność logicznego myślenia...

Niestety zdobycie nagrody głównej wymaga narażania własnego życia, a i podejmując ryzyko, brakuje pewności - każdy chce wygrać. Co trzeba zrobić, żeby się obłowić?  Żeby wygrać, trzeba grać - nie zawsze czysto, zawsze ryzykując, a jedyne czego można być pewnym, to brak pewności i wszechogarniająca panika, ponad wszystko i mimo wszystkiego.


Gra musiała toczyć się dalej.
Gra zawsze toczyła się dalej.


Wygrać można, ale tylko pokonując swoje słabości, walcząc z lękiem i niebezpieczeństwem. Trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i pokonać lub oswoić panikę - to dławiące uczucie, które odbiera resztki godności i zdolność myślenia. Nie oszukujmy się, grupa szalonych nastolatków ryzykuje własne życie (często z nudów) dla pieniędzy; dla wszystkich jest to normalne, nikt nie chce przerwać gry, chociaż kolejne zadania stawiane przed zawodnikami często podszyte są absurdem. Aż chciałoby się zapytać, gdzie ci młodzi ludzie mają rodziców i mózg?


Co z tym zaufaniem?

Oczywiście nie można pominąć, wśród tego beztroskiego narażania własnego życia, wątku romantycznego. Nie jest on nachalny, więc nie odstręcza, a miłosne uniesienia nie atakują czytelnika na każdym kroku, nie są przesłodzone i kleiste (wielki plus!). Romans jest istotny dla rozwoju akcji, prawda, bo na przykład motywuje główną bohaterkę do udziału w grze, ale znaczy coś więcej, o czym przekonujemy na końcu. 

Poza miłością istotna jest również przyjaźń - ta zawierana przypadkiem i ta, która trwa latami. Jak jest przyjaźń, to musi być zaufanie. I tu okazuje się, że nic nie jest takie, jakie się na początku wydaje i więcej Wam nie zdradzę.

Na zakończenie

"Panika" to taka książka na raz - nie sięgnę po nią ponownie, nie będę jej rozpamiętywać czy piać z zachwytu. Może Was nieco rozczaruję, ale w "Panice" nie ma niczego niezwykłego, wzniosłego czy zachwycającego. To przyjemna, lekka książka, którą można po prostu poczytać, ale nie oczekiwałabym po niej cudów - życia nie zmieni. Sam pomysł pokonania lęku jest świetny, ale wydaje mi się, że można go było rozbudować, posunąć się krok dalej. Mimo wszystko poczytać można, bo wchodzi jak ciepłe bułeczki - nie jest to wyzwanie ani językowe, ani stylistyczne. Przyjemna, choć nieco przewidywalna młodzieżówka. 

Przyznam, że to jedna z lepszych i ciekawszych, a na pewno najprzyjemniejszych, jakie czytałam w ostatnim czasie.