piątek, 15 kwietnia 2016

Wbija w fotel: "Dziewczyna z sąsiedztwa" J. Ketchum


Jestem fanką mocnych wrażeń. Niewiele mnie rusza, prawie nic nie dziwi. "Dziewczyny z sąsiedztwa" autorstwa Ketchuma nie polecę każdemu, ale tylko tym wytrzymałym, a i oni odwrócą czasem wzrok...



Słowem wstępu

Na książkę trafiłam całkowitym przypadkiem. Przeglądałam rekomendacje na LC, potem zerknęłam na top literatury grozy i oto jest. Wiele pozytywnych recenzji, przyciągająca wzrok okładka, kilka wzmianek o okrucieństwie, mocnych opisach i bezkompromisowości, coś o infekcji młodego umysłu. Nie zadałam sobie nawet trudu, żeby sprawdzić, o czym dokładnie jest ta książka, nie zaznajomiłam się z fabułą. Zamówiłam "prawie" w ciemno. Nie żałuję. 


"Dziewczyna z sąsiedztwa" to pierwsza książka tego autora, z którą miałam kontakt. Na pewno nie ostatnia. Z pewnością wrócę  do twórczości Ketchuma, ale dopiero za jakiś czas... Na razie obraz jest zbyt świeży, piekący i niesamowicie wyraźny. Teraz muszę go przetrawić, odpocząć...

Przyzwolenie na zło

Chyba należałoby zacząć od tego, że treść książki oparta jest na faktach. Chyba właśnie ten element, poza samą historią opisaną przez autora, jest tym, co przyprawia o zawrót głowy. Gdyby to wszystko było jedynie fikcją literacką, książka byłaby zjadliwa, byłaby do przejścia... Kiedy jednak okazuje się, że to zdarzyło się naprawdę, że autor nie wykorzystał przy tym wszystkich posiadanych na temat tej tragedii informacji - czytelnik doznaje szoku. Po prostu. Pewne rzeczy nie mieszczą się w głowie, wielu nie można wytłumaczyć.




Czas na chwilę prawdy. Wyobraźcie sobie życie, które toczy się w spokojnym New Jersey, wśród domków jednorodzinnych, coca-coli wypijanej litrami, piwa i papierosów. Wyobraźcie sobie, że jest koniec lat 50-tych, a Wy jesteście dziećmi - biegacie po podwórku, cieszycie się wakacjami, odkrywacie świat po swojemu - ten piękny, pełen miłości i ten dotąd niezrozumiały - świat dorosłych.


Skąd dzieci biorą wzorce zachowań? To oczywiste - od osób dorosłych, które kierują ich wychowaniem, wyznaczając granice. Wyobraźcie sobie zatem, co może się stać, kiedy dorosła kobieta - matka, ulubiona sąsiadka - wydaje przyzwolenie na zło, przesuwa granice, otwierając przed młodzieżą okno na nowy świat. Nieposłuszeństwo jest karane, a dorośli mają pełne prawo do wymierzenia odpowiedniej kary - mają pełną władzę nad dziećmi. To oni wyznaczają zasady.  


Nigdy nie wolno uderzyć kobiety, nigdy! Boże uchowaj, jeżeli kiedykolwiek cię na tym przyłapię! Ponieważ jeśli tak, to cienko z tobą. Jednak czasami nie ma innego wyboru. Zostałeś do tego zmuszony. Rozumiesz? To działa w obie strony.  

Czy wobec takiego tłumaczenia, chłopiec potrafi wyznaczyć granicę między dobrem a złem? Bo właściwie, gdzie ona leży? A uwierzcie, to nie jest fragment, który powinien nami wstrząsnąć, to zaledwie mały wycinek smutnej rzeczywistości. 

Mogłabym Wam opowiedzieć, o czym dokładnie jest ta książka. Mogłabym mówić o Grze, o piwnicach, o miłości, skażeniu, o bezsilności czy ubezwłasnowolnieniu. Mogłabym zapytać, gdzie leży granica między czynieniem zła a cichym przyzwoleniem i kto jest winny - ten, kto czyni czy ten, który nie reaguje? Może ten, który pozwala? 


Tak, na pewno mogłabym wyrzucić z siebie ten cały smutek, który pozostał we mnie po tej lekturze, ale wolę, żebyście sami przekonali się, o co w tym wszystkim chodzi, żebyście poczuli to bez zbędnej otoczki.


Słów kilka na zakończenie

Nawet Kosiński i jego "Malowany ptak" wymieniany przeważnie przy okazji omawiania wstrząsających treści, dla mnie pozostał tylko mglistym wspomnieniem. Pamiętam, że okrucieństwo wylewało się tu niemal z każdej karty, ale to jednak "Dziewczyna z sąsiedztwa" na pewno zostanie w mojej pamięci - żywa, nie pozwoli mi o sobie zapomnieć.

To treść, która zagnieździła się gdzieś w środku mnie na zawsze - mocna, momentami obrzydliwa (chociaż to nie paskudne opisy szokują, bo one wcale nie są bardzo wyeksponowane), niedająca się porównać do innych. I chociaż narratorem jest dziecko (12-letni chłopiec) nie umniejsza to wagi przekazu, wręcz przeciwnie - ten zabieg potęguje jeszcze wszelkie emocje, a tych jest dużo, są gwałtowne...


Co mnie zaskoczyło, książkę czyta się bardzo lekko. Wiem, że brzmi to niedorzecznie wobec tej tematyki, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że tak po prostu miało być. Napisana jest prostym językiem, co zapewne było zamierzone. Ta historia przedstawiona bez zbędnych udziwnień robi większe wrażenie, jest bliższa, bardziej realna, potrafimy przyjąć do wiadomości, że tak mogło być, co nie oznacza, że chcemy to zrobić...


Proszę Was o jedno: nie czytajcie na początku wstępu Kinga! Walczcie uparcie z pokusą! Lepiej jest zostawić sobie tę przyjemność na koniec, po lekturze, by samemu móc wejść w tę opowieść, bez oglądania jej oczyma innych...


Polecam tylko czytelnikom o mocnych nerwach, po prostu sięgnijcie po tę książkę, nie myślcie, nie przygotowujcie się - przeczytajcie.