czwartek, 26 maja 2016

5 książek o dzielnych matkach


Matki bywają równe - okrągłe i podłużne. Każda jest inna, a jednak wszystkie mają ze sobą coś wspólnego - dzieci. Dziś 5 książek o matkach - tych dzielnych, walecznych - dla pokrzepienia.



Szepty dzieciństwa Anna Sakowicz



Mówi się, że mężczyzna jest głową rodziny, ale to kobieta-szyja wyznacza mu kierunek patrzenia. 

Czasem jednak trzeba bezwzględnie stwierdzić, że to ona ma głowę na karku - jest motorem napędowym wielkiego domowego mechanizmu; bez niej nic nie zadziała, bo ona może i potrafi.

Każda matka chce dobrze dla swoich dzieci, pragnie zaspokoić ich bieżące potrzeby, ale też zapewnić im jak najlepszy start w dorosłe życie. Każda stara się stworzyć normalny dom - często robiąc coś z niczego, a wszelkie niedostatki rekompensując w inny sposób - dając siebie. Czy mając niewiele, można mieć wszystko? Można, owszem, chociaż wymaga to wielu wyrzeczeń, wzajemnego zrozumienia i przede wszystkim takiej dawki czułości, która nadaje temu wszystkiemu sens.






Wyobraźcie sobie, że macie w domu malutkie dziecko a do tego niewidomego męża, który - chcąc nie chcąc - stanowi zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla Waszej pociechy. Ile trzeba mieć zaufania do kogoś, kto nie jest bezpieczny nawet sam ze sobą, aby "pozwolić" mu zaopiekować się dzieckiem? 

Czy mama jest w stanie przewidzieć wszystkie okoliczności? Czy kobieta potrafi, mimo wyczerpania, stworzyć bezpieczny dom dla dziecka, ale też ułatwić niewidomemu ojcu kontakt z pociechą? Owszem, potrafi, mimo wszystko, chociaż to nie lada wyzwanie okupione potem, łzami i ciągłą walką. 

Matka ma moc - jest silna, cierpliwa i musi być zorganizowana. Stworzenie normalnej rodziny mimo wyjątkowych okoliczności jest możliwe, chociaż wcale nie takie proste.  



Krucha jak lód Jodi Picoult 


Kiedy matka dowiaduje się o malutkiej fasolce mieszkającej pod serduszkiem, targają nią często sprzeczne uczucia. Wahania nastrojów można oczywiście tłumaczyć hormonami, ale matka to po prostu człowiek, a więc istota, która czuje. Przyszła matka poddaje się falom nieskrępowanej radości, ale też walczy z uczuciem strachu o zdrowie tej małej istotki, którą sprowadzi na świat.

Każda matka marzy o tym, by wziąć w ramiona swoją małą kruszynkę, by dać jej poczucie bezpieczeństwa. Czasem wystarczy dotyk matczynej dłoni, by odgonić złe sny, dodać otuchy, uczynić życie piękniejszym. Niestety nie zawsze. Bywa też tak, że ten jeden dotyk może wyrządzić krzywdę - połamać kości, skruszyć kosteczki, zadać ból.


Kiedy dziecko cierpi na rzadką, nieuleczalną chorobę genetyczną, której objawem jest łamliwość kości, okazywanie czułości poprzez dotyk nieco się komplikuje... Jedyną szansą na zapewnienie dziecku życia na poziomie - lepszej opieki, odpowiedniego sprzętu, leków - jest uzyskanie odszkodowania, ale matka musiałaby publicznie przyznać, że usunęłaby ciążę, gdyby wiedziała wcześniej o chorobie córki.




Często nazywamy siebie "mamami na pełny etat", ale czy na pewno nie mamy chwili dla siebie? Możemy przecież odpocząć psychicznie przy kawce z przyjaciółką lub podrzucić dziecko mężowi, kiedy wróci z pracy i wziąć kąpiel czy nawet szybki prysznic, myśląc przez chwilę jedynie o sobie. Kiedy nasze pociechy zasypiają, mamy czas na książkę czy na serial. Możemy też wyjść, zamykając drzwi i na kilka chwil być kimś więcej niż mamą, zrobić coś tylko dla siebie, z myślą o sobie. Prawda, że możemy?

Wyobraźcie sobie, że jednak ktoś odebrał Wam taką możliwość. Musiałybyście spędzać z dzieckiem, które zna tylko Was, każdy dzień, godzinę czy minutę... Czy w takich warunkach można pozostać przy zdrowych zmysłach? Wyobraźcie sobie konieczność zbudowania dla kogoś całego świata, od podstaw, i bycia jego centralnym punktem. Nieprzerwanie. Przez długie lata. 

Bardzo kochamy swoje dzieci, ale to brzmi jak istny horror, nieprawdaż?




 

Obecnie wiele się mówi o warunkach, w których wychowywane są dzieci. Wszystkich interesuje pleśń na ścianach czy brak ogrzewania, nie bez znaczenia jest metraż lokalu, ale i otoczenie. Pojawiła się moda na eko, dzieci mają więcej zabawek niż czasu na ich ogarnięcie, a z każdej chłonnej pieluchy uśmiechają się do nas kolorowe zwierzątka.

Popularne jest również stwierdzenie: rodzić po ludzku. Bez bólu, w szpitalu albo w domowych warunkach, z partnerem, pod okiem wykwalifikowanego personelu, skóra do skóry, porady laktacyjne i te sprawy. 

Dzieci jednak nie zawsze rodziły się w takich - mniej lub bardziej sprzyjających - warunkach. Kobiety rodziły przecież w czasie wojny - w gettach, obozach, pociągach; w smrodzie, pod ostrzałem, wśród wesz, kału i martwych ciał. Wiecie, ile trzeba mieć siły, żeby wydać na świat dziecko, kiedy samej stoi się nad grobem? Niemożliwe? A jednak!



Przychodzi Wam na myśl jakaś inna książka z matką-wojowniczką? Dajcie znać :)