wtorek, 31 maja 2016

50 dobrych lekcji: "Bóg zawsze znajdzie ci pracę" R. Brett


Praca jest jedną z tych dziedzin życia człowieka, której nijak nie da się pominąć w ogólnym rozrachunku. Jest dobrze, kiedy ją mamy. Kiedy pracy nie ma, jest tak sobie, chociaż wiadomo, że może być gorzej. 


Słowem wstępu



"Bóg zawsze znajdzie ci pracę" nie jest pierwszą książką Reginy Brett, z którą miałam do czynienia - w styczniu trafiłam na jej "Bóg nigdy nie mruga" - zbiór bardzo pozytywnych i ciepłych felietonów. I tym razem się nie zawiodłam, a kolejne 50 lekcji przeczytałam, przemyślałam i przyjęłam  - jako tako.


(...) życie to coś, co się dzieje wtedy, gdy jesteś zajęty snucie planów na przyszłość.


Może po przeczytaniu tej książki skusicie się na działanie, może Was poruszy, zmusi do przewartościowania wszelkich wartości, do zmiany priorytetów? Może tak być, ale nie musi...


Życia nie zmieni, ale...


Regina Brett daje nam (tym razem) 50 lekcji, które niejako wpisane są w zagadnienie pracy, jednak (na szczęście) nie tylko. Po części też miesza w nie Boga, ale tu również pojawia się to "nie do końca" - religijnego moralizatorstwa brak, więc osoby niewierzące nie muszą się obawiać, nikt Was nie będzie nawracał. Autorka pokazuje nam, jak żyć albo raczej, jak sobie z tym naszym życiem radzić.

Książka powstała dla osób, które zgubiły gdzieś po drodze sens działania i nie czerpią już przyjemności z tego, co robią, czemu poświęcili życie. Garść wskazówek znajdą również ci, którzy pozostają bezrobotni, ale też tacy, którzy zakończyli już karierę zawodową i - jeszcze więcej - to poradnik dla tych, którzy męczą się i duszą w swoim obecnym miejscu pracy.

Czego tu nie znajdziecie? Pustosłowia na pewno. Co prawda nazewnictwo kolejnych lekcji jest sugestywne i konkretne, żywcem wyjęte z taniego poradnika dla zrozpaczonych - ujęte w proste i niewiele znaczące banały, np. "Sam decydujesz, ile jesteś wart", "Masz wpływ na swoje przeznaczenie" czy "Siła płynie z wewnątrz", jednak to nie tak... To nie nazwy są tu ważne, ale to, co się za nimi kryje, a jest tego całkiem sporo. Autorka nie podaje nam planu działania, nie prowadzi za rączkę i, co najważniejsze, nie mówi, co mamy robić.

Na czym to polega? Każda lekcja to osobna historia - zwięzła, adekwatna do tematu, poruszająca i zmuszająca do refleksji. Autorka dzieli się z nami swoim doświadczeniem, opowiada o tym, co ją spotkało (wspomina np. swoją pracę w zakładzie pogrzebowym), a z każdej historii wyciąga jakieś wnioski. Opowieści o zwykłych ludziach mają zmusić czytelnika do działania, do zastanowienia się nad sobą i nad tym, czego właściwie chce, czego oczekuje od życia, ale i od siebie.



Czy to działa?


Podchodzę do poradników bardzo ostrożnie, bo chyba po prostu nie lubię, kiedy ktoś mówi mi, co mam robić. Po tych 50 lekcjach nie spłynęła na mnie wola walki, nie zmieniłam spojrzenia na moją sytuację zawodową, nie zapragnęłam nagle zmiany świata na lepsze.

Wierzę jednak, że kogoś może to poruszyć, zmusić do działania, a już na pewno do zastanowienia się nad swoją życiową rolą. Dla mnie ta książka ma jednak inne znaczenie - uwielbiam felietony Brett, które są po prostu ciekawe, przy czym bardzo dobrze się je czyta. Czasem pojawi się jakaś łezka, często uśmiech. "Bóg zawsze znajdzie ci pracę" to taki zbiór dobrych opowieści, myśli, zjawisk, których często nie dostrzegamy wokół siebie, chociaż z pewnością one dzieją się gdzieś obok nas! Autorka pokazuje, że zwykli ludzie mogą być dla nas inspiracją, a każda porażka czemuś służy, no i nigdy nie jest za późno na to, żeby coś zmienić. Pokazuje też, że człowieka dotyka wiele złego (wspomina tu o chorobie swojej i córki), ale każda tragedia uczy; od dna zawsze można się odbić.



Życie to nie suma oddechów. Życie to suma momentów, kiedy zapiera ci dech w piersiach.


I chyba właśnie o to w tym wszystkich chodzi - trzeba ŻYĆ naprawdę...


Wyzwanie: Czytam, ile chcę