poniedziałek, 16 maja 2016

Człowiek-widmo: "Bez słów" M. Sheridan


"Mowa jest srebrem a milczenie złotem"... Czasem słowa okazują się zbędne, bo przecież emocje to coś więcej niż dźwięki zamknięte w alfabecie. Czasem wystarczy tylko chcieć i dać sobie szansę.


Słowem wstępu

Uwielbiam literaturę, która porusza problem niepełnosprawności niebędącej już tematem tabu - może nie do końca - ale zaczyna "odtajniać" tę inność, pokazywać, że "obce" nie jest złe, że ma rację bytu wśród wszechogarniającej nas wszystkich "normalności". Czym w końcu jest ta normalność, o której tak wszyscy trąbią? Nadal nie wiem, ale to podobno coś, co dotyczy wszystkich, który nie są nienormalni. Cieszy mnie to, że ludzie nie milczą, że powstaje coraz więcej dzieł, w których to bohater nazywany "innym", "szalonym", "ułomnym" - bohater, który jest niepełnosprawny w jakimś stopniu, okazuje się "kimś więcej" niż tylko "chorą jednostką". 

Niepełnosprawność w książkach

Potencjał pogrzebany


Jak to jest żyć w tłumie, kiedy nie można wymieniać z nikim swoich myśli, bo brakuje metody, zrozumienia i chęci? Człowiek sam siebie skazuje na samotność, bo raz odrzucony, nie widzi sposobu na porozumienie. Każdy ma jakąś granicę wytrzymałości, każdy się w końcu poddaje, nie oczekując już od życia niczego dobrego.

Na szczęście czasem zwykły zbieg okoliczności potrafi zmienić bieg życia. Na szczęście miłość jest czymś więcej niż tylko czczą paplaniną...


Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne.

Ona: ucieka przed przeszłością, która powraca do niej w snach, myślach i przeczuciach każdego dnia. Tragiczne wydarzenia zmieniają życie dziewczyny w koszmar, a ją samą w zlęknione, skrzywdzone stworzonko, które marzy tylko o tym, by zaszyć się w jakiejś norce i ukryć przed światem, zapomnieć. 

On: niemowa. Samotnik, który stał się duchem miasta - niby jest i pokazuje się wśród ludzi, ale tak naprawdę nikt go nie zauważa, nikt już nawet nie stara się dostrzec w nim człowieka. Ona sam wycofał się z życia. Problem z komunikacją międzyludzką, zranione serce i smutne dzieciństwo ukształtowały człowieka, który liczy tylko na siebie. To człowiek-legenda, ale nikt nie potrafi powiedzieć na jego temat niczego konkretnego. 

Szansa: okazuje się, że czasem los bywa łaskawy, dając szansę. Tylko od nas zależy, czy ją wykorzystamy, czy wśród szalejącej burzy i grzmotów dostrzeżemy promyk słońca. Wierzycie w zbiegi okoliczności?

Tajemnica: każdy ma swoje sekrety. Chowamy je głęboko, ukrywamy przed niepożądanym wzrokiem, skrywamy uparcie nawet przed sobą. W "Bez słów" tajemnic nie brakuje, a wpleciony w związek wątek kryminalny dodaje nadaje opowieści tempa.

Kilka słów na koniec

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. To niezwykle wyważona i subtelna - do pewnego momentu, ale o tym zaraz - historia. To opowieść o rodzącym się zaufaniu - niezwykle emocjonalna, przepełniona smutkiem, ale też zmysłowością, powolnym odkrywaniem siebie i drugiego człowieka. Czasem słowa nic nie znaczą, a prawdziwe uczucie rodzi się gdzieś ponad tym, co znane, gdzieś poza tym, co nazywamy normalnością. 

To świetna powieść, ale jedna rzecz mnie nie przekonała. O ile początkowo seksualność jest na naprawdę wysokim poziomie - subtelna, ważna i znacząca - taka niewinna, słodka i wzruszająca, o tyle potem jest mechaniczna - wszędzie, gdziekolwiek, byle tylko. Jeśli przymknie się oko na te erotyczne zapychacze treści, bo tak niestety muszę je określić, to całokształt można uznać za bardzo dobry. Warto poznać tę historię, by odkryć miłość, odgonić strach, oswoić, przywiązać się i może nawet zbudować coś trwałego, o ile cokolwiek można nazwać trwałym... 

Z pewnością ta książka pozwoli czytelnikowi wyjrzeć zza kotarki, zmusi do rozejrzenia się wokół i zastanowienia się nad tym, czy wokół niego nie krążą tacy ludzie-widma.