sobota, 21 maja 2016

Jak sobie radzić ze stratą: "Dziesięć płytkich oddechów" K.A.Tucker


Na rynku książki pojawia się coraz więcej tytułów, szczególnie z półki literatura dla młodzieży, które dotykają ważnej i aktualnej tematyki. "Dziesięć płytkich oddechów" nie pozostaje w tyle, czy jednak sam pomysł i ważny problem wystarczą, żeby nazwać książkę dobrą?






Słowem wstępu

Przyznaję bez bicia, że ostatnio przeplatam sobie te mocne, wymagające lub realistyczne treści literaturą młodzieżową. Książki z tej półeczki nie zawsze bywają lekkie, a nawet potrafią zaskoczyć i głębią, i tematyką, i nawet całokształtem. 

Nie lubię generalizować, więc do każdej książki podchodzę indywidualnie, z czystym i otwartym umysłem, bo przecież jeszcze niedawno sama byłam taka młoda (ha ha). Poza tym, gdzie zostało powiedziane, że dorośli nie znajdą w książkach dla dzieci czy dla młodzieży czegoś dla siebie?  To czytam, licząc na to, że trafi w moje łapki coś, co wzruszy, poruszy, zmusi do myślenia. Niestety tym razem się zawiodłam, ale nie do końca.
Alkohol, wypadek, terapia


O zgubnych skutkach

Często bywa tak, że człowiek bezmyślnie popełni jakiś błąd. Czasem takowy może być fatalny w skutkach. Zawsze jest tragiczny, kiedy połączy się go z alkoholem i wręczeniem kluczyków "temu najtrzeźwiejszemu". To taki błąd, który naznacza, nie daje się wybaczyć, nie daje szansy. Takie błędy zabijają, urywając teraźniejszość - tu i teraz kreci się już tylko wokół tragedii, tu i teraz zostaje naznaczone stratą.

Jak sobie radzić z tym, co nie daje o sobie zapomnieć? Czy istnieje jakiś sposób, czy są jakieś wytyczne pomagające skrzywdzonym poskładać na nowo świat, który rozpadł się w jednej chwili, przez jedną nieprzemyślaną, spontaniczną decyzję? 


Dla mnie bez szału

Ochy i achy, ale nie dla mnie. Książka była przewidywalna, ale nie to było jej wadą, to jeszcze można wybaczyć, tym bardziej, że sam pomysł, tematyka były na poziomie. Rozwiązanie już nie do końca, ale to też można wybaczyć. Czego nie można? Płytkich postaci, kompletnie bezbarwnych i nieciekawych bohaterów, którzy się miotają, miziają, poznają, ale oczywiście zakochują w sobie od pierwszego wejrzenia, w pralni, a ona na kolanach... Miało być chyba zabawnie, spontanicznie i inaczej. Inaczej wyszło na pewno i to na plus, bo przecież miłość kwitnie wszędzie, ale... Mimo wszystko dorosła już kobieta, która rzuca farmazonami jak nakręcona nastolatka... Nie!

Dla równowagi przyznam jednak, że postać pięknej, cycatej i laleczkowatej dziewczyny - Storm, która samotnie wychowuje córkę, wspiera główną bohaterkę, popycha ją do działania - została przeze mnie bardzo pozytywnie odebrana. Żałuję, że to nie ona była główną bohaterką tej powieści. 

Niestety książka, mimo ważnej problematyki - radzenia sobie ze stratą, walki z bólem, składania się do kupy, prowadzenia po pijaku i wszelkich tego konsekwencji - nie powala. Jakieś plusy? Owszem - bardzo szybko się ją czyta, nawet myśleć przy niej nie trzeba... Może ktoś młodszy będzie nią zachwycony? Ja nie jestem i niestety nie polecam. Może to nie dno, ale płycizna na pewno.

Wiem, że książka zebrała różne opinie i rozumiem, ja po prostu nie dałam się wciągnąć, chociaż przez mieliznę przeszłam. Na pewno nie przeczytam drugiego tomu, niestety. 

I przy okazji pozdrawiam Justynkę z bloga: Książko, miłości moja, która ma odmienne zdanie na ten temat :)