piątek, 27 maja 2016

Niemożliwe? A jednak!: "'Urodzeni, by żyć" W. Holden

Często zapominamy o tym, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia, ile my mamy go dziś. Zapominamy o tym, że nie każdemu przyszło żyć w czasach pokoju. Rzadko zastanawiamy się nad naszym pochodzeniem czy nawet miejscem zamieszkania. Żyjemy niejako z urzędu: mamy dach nad głową, względny spokój, zawsze coś wrzucimy do gara, mamy bliskich, godność i rodzimy po ludzku. Często mówimy, że nie mamy niczego , ale czy rzeczywiście tak jest? Ile to jest "nic"?


Słowem wstępu


Obecnie wiele się mówi o warunkach, w których wychowywane są dzieci. Wszystkich interesuje pleśń na ścianach czy brak ogrzewania, nie bez znaczenia jest metraż lokalu, ale i otoczenie. Pojawiła się moda na eko, dzieci mają więcej zabawek niż siły czy czasu na ich ogarnięcie, a z każdej chłonnej pieluchy uśmiechają się do nas kolorowe zwierzątka.

Popularne jest również stwierdzenie: rodzić po ludzku. Bez bólu, w szpitalu albo w domowych warunkach, z partnerem, pod okiem wykwalifikowanego personelu, skóra do skóry, porady laktacyjne i te sprawy. 

Dzieci jednak nie zawsze rodziły się w takich - mniej lub bardziej sprzyjających - warunkach. Kobiety rodziły przecież w czasie wojny - w gettach, obozach i w międzyczasie; w smrodzie, pod ostrzałem, wśród wesz, kału i martwych ciał. Wiecie, ile trzeba mieć siły, żeby wydać na świat dziecko, kiedy samej stoi się nad grobem? Niemożliwe? A jednak!




Dać świadectwo


Literatura obozowa nigdy nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych publikacji. Ogrom bestialstwa, który dotknął Żydów w czasie wojny, jest dla nas - współczesnych - niepojęty. Kiedy uświadamiamy sobie, że historia jest oparta na faktach, poparta mnóstwem dokumentów, poprzedzona wieloma wywiadami, wypieramy jej autentyczność ze świadomości, nie wierząc, że człowiek byłby zdolny do takiego okrucieństwa.

Człowiekowi można odebrać wszystko. Autorka zastosowała tu bardzo mocny chwyt: wyszła od normalności - opisała historię życia trzech kobiet przed masakrą, by krok po kroku, wraz z postępującą wojną, ukazać ich upodlenie. 



Człowiek nawet nie wie, jak nisko może upaść, jeśli dokonuje się to stopniowo.



Czytelnik, chcąc nie chcąc, wchodzi w ten świat, daje się wciągnąć w obrzydliwą maszynę terroru, bo przecież to mogłoby dotknąć każdego z nas. Żyjemy normalnie, jesteśmy wolni, wykształceni, mamy marzenia, rodziny i ambicje - i tak też żyły bohaterki. W jednej chwili straciły wszystko - bez ostrzeżenia, bez powodu, bez szansy na zatrzymanie tego procesu. Nagle znalazły się w środku czegoś, czego nie można było zatrzymać, przy czym wciąż miały nadzieję na  zmianę - żyły nadzieją i chociaż miały okazję uciec,  przeczekać, zostały... I nagle na ratunek było już za późno.




Niektórzy z ocalałych pysznili się, że są mądrzejsi albo silniejsi i dlatego przeżyli, ale mnóstwo tych, którzy zginęli, było od nich znacznie mądrzejszych i silniejszych. Jedyna różnica polegała na farcie.




Autorka skupiła się na historii trzech kobiet (Priski, Racheli, Anki), które nie tylko przeżyły obóz, morderczą pracę w fabryce czy jazdę pociągiem w nieludzkich warunkach, ale były na tyle zdeterminowane, by wydać na świat ludzkie istoty w nieludzkich warunkach. Jeśli zastanawiacie się, ile jest w stanie wytrzymać człowiek, z pewnością ta opowieść nieco Wam temat przybliży.

W książce nie znajdziecie dialogów, ponieważ całość oparta została na wywiadach przeprowadzonych z "rodzeństwem serc" (dziećmi urodzonymi w jednym czasie, które odnalazły się po 65 latach) oraz niektórymi ocalałymi z Holokaustu. Dodatkowo autorka wspomagała się listami, informacjami zdobytymi w czasie odwiedzin w Oświęcimiu czy w Mauthausen (czytając książkę zastanawiałam się, czy autorka była i widziała - bez tego nie wyobrażałam sobie przedstawienia tak konkretnych treści) oraz z ogromnej ilości innych dostępnych źródeł... Powiem jedno, może zbyt potocznie, ale Wendy Holden odwaliła tu kawał świetnej roboty, doskonałej. Dała świadectwo, niewątpliwie, złożyła hołd tym, którzy zginęli i tym, którym udało się przeżyć, a przy tym opowiedziała wspaniałą historię trzech matek i ich dzieci, które urodziły wbrew wszystkiemu. Pokazała okrucieństwo, ale uhonorowała człowieczeństwo.



Bardzo osobiście


Tę historię odbiera się bardzo osobiście - zmusza do refleksji, wobec niej nie można pozostać obojętnym.

Człowiek - taki zwykły, przeciętny - nagle uświadamia sobie, że TO przecież mogło dotknąć każdego. Wojna nie wybiera, nie oszczędza, niszczy. Gdzieś w nas siedzi strach przed wojną, chociaż nauczyliśmy się w czasach pokoju.

Matka - współczesna, przygotowana na każdą ewentualność - zapłacze nad losem kobiet, które poszły do gazu ze swoimi dziećmi; nad losem tych, które nie miały szansy urodzić, ale też nad tymi, które rodziły w nieludzkich warunkach.

Członkowie rodziny zrozumieją więcej, dostaną to, czego nie mówi się głośno, o czym najbliżsi chcą zapomnieć. Mój dziadek, chociaż nie był Żydem, był w Auschwitz. Tak sobie myślę, że gdybym miała okazję zapytać teraz o to, co przeżył, zabrakłoby mi odwagi...

Książkę polecam tym, którzy odnajdują się w literaturze obozowej; tym, którzy mają mocne nerwy.




Wyzwanie: Czytam, ile chcę