poniedziałek, 30 maja 2016

Przeżyć życie: "Wszystkie jasne miejsca" J. Niven

Jaką dawkę rozpaczy jest w stanie znieść młody człowiek, kiedy porządek jego świata zostaje nagle zburzony? A ile może przyjąć ten, którego życie od wielu lat jest jednym wielkim poszukiwaniem sensu istnienia?




Słowem wstępu


Przyznam, że nie myślałam wcześniej o tym, żeby sięgnąć po tę książkę - tytuł gdzieś mi tam świtał, obił się o uszy, ale niespecjalnie przyciągnął. Na szczęście bycie w grupie książkoholików ma to do siebie, że zawsze dam się w coś wmanewrować. Grupie Pogaduchy u Aguchy dziękuję za podrzucenie mi tego tytułu, bo pewnie nigdy bym po niego nie sięgnęła, gdyby nie Wasza rekomendacja. Ciebie, mój drogi Czytelniku, zachęcam do odwiedzenia "Wszystkich jasnych miejsc" autorstwa Jennifer Niven. To będzie długa podróż po Indianie, ale nie tylko. To wyprawa w głąb siebie, podróż u boku drugiego człowieka - droga, którą trzeba odbyć, by zrozumieć, by czuć. To dobra historia o czymś więcej, o czymś ważnym.


Samobójstwo, problemy nastolatków


(...) odczuwanie przykrości to strata czasu. Trzeba tak przeżywać życie, żeby nie musieć za nic przepraszać. Najłatwiej jest od początku postępować właściwie, wtedy nie ma czego się wstydzić i za co przepraszać.


Otwórz umysł


Główny bohater - Finch już na początku był dla mnie podejrzanym typem. Dlaczego? Niby każdego dnia poszukiwał sposobu na popełnienie samobójstwa, który okazałby się najlepszym, ale to właśnie on otwiera przez Violet świat - wyciąga ją z klatki, w której sama zamknęła się po tragicznej śmierci siostry, zaraża  ją optymizmem i pokazuje, że życie może być piękne. To właśnie chłopiec z łatką wariata pomaga jej wrócić na dobre tory, powstrzymując przed samobójstwem, ale przede wszystkim dostarczając każdego dnia kolejnych powodów do życia. Finch to ten, który sam chciałby się z nim pożegnać, ale walczy, wciąż coś go powstrzymuje. 

Z początku myślałam, że to jakieś niedopatrzenie ze strony autorki albo chęć stworzenia błazeńskiej postaci, która niby chce żyć, ale nie chce lub po prostu gada od rzeczy, byle gadać, by zwrócić na siebie uwagę. Przyznaję, że daleka od prawdy nie byłam, ale nie spodziewałam się takiego wyjaśnienia. To dało mi do myślenia, bo czy ja postąpiłabym inaczej? Czy ja zwróciłabym uwagę na szalonego chłopaka, który wciąż próbuje być inną wersją siebie? Człowiek uczy się przez całe życie, a książka, jak się okazuje, może poszerzyć jego granice myślenia, skłonić do refleksji. Może coś, co przyjmujesz za pewnik, wcale nie jest takie oczywiste? 

Przeżyj życie



Największym problemem ludzi jest to, że zapominają, iż najczęściej liczą się właśnie drobiazgi.


To właśnie te drobiazgi w postaci: małych przyjemności, pojedynczych słów, krótkich chwil szczęścia powinny liczyć się najbardziej. Wciąż trąbi się o tym, żeby żyć chwilą i chłonąć pełną piersią każdy oddech. Mijają wieki, a my nadal nie posiedliśmy tajników tej sztuki zwanej życiem. Generalizujemy, dostrzegając jedynie to, co jest złe, co nam nie wyszło, co przesiąknięte jest brzydotą. Nie zawsze - albo wręcz bardzo rzadko - potrafimy cieszyć się z tego, co mamy i małymi kroczkami sięgać po więcej.

Zastanów się nad tym, co Cię ostatnio zachwyciło. Czy był to zapach wiosny w powietrzu? A może widok podziwiany z góry, który zapiera dech w piersi? Kiedy ostatnio dane Ci było opuścić swoją norkę i ruszyć gdzieś w świat - choćby ten bliski?


Przeczytaj


Kiedy myślę o tej książce, bezustannie nasuwa mi się jedno słowo: woda - głęboka, mroczna, która dławi, pochłania i zamyka się wokół. Każda wypowiedź chłopaka prowadziła mnie w podwodną głębinę, gdzie rozpościerał się przede mną obraz rozpaczy. Życie to pułapka, to pętla, która zaciska się z każdym ruchem. I chociaż człowiek walczy z tym, by pozostać obudzonym, często przegrywa, bo umysł nie jest w stanie pojąć tej kurczliwej, zasklepiającej się nad głową przestrzeni.

"Wszystkie jasne miejsca" to dobra książka, którą polecę z czystym sumieniem. To takie dochodzenie do prawdy, czymkolwiek ona jest. To szukanie siebie pośród tych wszystkich miejsc, w których zawsze chciało się być.

Historia jest na pewno smutna i z pewnością nie należy do najłatwiejszych, ale zapewniam, że warto po nią sięgnąć, bo może brakuje tu jakiś porywających zwrotów akcji (chociaż i takie się trafiają), może jest o nastolatkach, może wpisana w literaturę dla młodzieży, ale tak sobie myślę, że przecież dorośli też powinni wiedzieć, gdzie jest ich jasne miejsce i jak wyciągnąć bliskich z czarnej, głębokiej dziury...



Wyzwanie: Czytam, ile chcę