wtorek, 24 maja 2016

Trzy światy: "W ramionach gwiazd"

Kiedy pozostało tak niewiele do stracenia, nawet najmniejsza strata może być druzgoczącym ciosem.


Słowem wstępu

Lubicie poczytać czasem niezwykłe historie? Ale nie jakieś tam opowieści dla zabicia czasu, tylko coś, co wchodzi z przyjemnością? I nie, że na naszej planecie, ale gdzieś dalej? "W ramionach gwiazd" to opowieść, którą z pewnością pokochają wszystkie fanki romansów, ale też wielbicielki survivalu. To historia o dwóch kompletnie różnych duszach, którym przychodzi walczyć o życie - swoje i może nawet wspólne? Walka jest jednak nierówna - ona i on przeciwko całej, złowrogiej planecie.

Trzy światy



Nie widzę niczego poza ziemią pod stopami. Nie mogę zawrócić, ponieważ to, co za mną, już nie istnieje, istnieje tylko kolejny krok i następny, i następny.

Świat 1: ogromny, wyjątkowo wytrzymały i najlepiej wyposażony prom kosmiczny - "Ikar" - spada z nieba. Przeżyły tylko dwie osoby, które odtąd zdane są na siebie, a ich największym przeciwnikiem jest tajemnicza planeta, która kryje wiele sekretów i chociaż wydaje się skolonizowana, jest jakaś inna od pozostałych.

Świat 2: Lilac - piękna i bogata córka szefa. Wisienka na elitarnym torcie. Dziewczyna młoda, pyskata, ale też gnębiona poczuciem winy. Kochała, kiedyś. Nie ma złudzeń, zna swoje miejsce - była skutecznie tresowana przez ojca, dla którego jest wszystkim. Biedna, krucha i delikatna istotka - księżniczka wykreowana, która ma wszystko, ale czy na pewno ten wizerunek jest prawdziwy? 

Świat 3: Tarver (nie mogę zapamiętać tego imienia!) to chłopak ze wsi, któremu się poszczęściło (o ile można w zaistniałej sytuacji użyć takiego stwierdzenia) i zyskał sławę - to młody pan major, który zasłużył się na polu walki. Silny, męski, ale z łagodną naturą. Jedyny (od niedawna) syn nauczyciela i pisarki, młodzieniec z artystyczną duszą, bożyszcze młodych panienek. I, co jest najlepsze, jedyna osoba na statku, a może nawet w całym kosmosie, który nie kojarzy, kim jest Lilac!




Dwa różne światy, które muszą połączyć siły, żeby uciec z trzeciego, by wrócić na swoje miejsce.

Na pewno domyślacie się, że tych dwoje coś do siebie poczuje, bo przecież nie może być inaczej. Z pewnością słyszeliście kiedyś o mezaliansie... Powrót do normalności wyklucza razem, ale czy będą potrafi i chcieli żyć osobno? Istnieje tylko jedno miejsce, które pozwoli im być sobą, ale - żeby nie było to takie proste - "sobą" zyska nieco inne znaczenie.

Obco a jednak...

Rzadko czytam historie, które dzieją się gdzieś pomiędzy gwiazdami. Trzymam się raczej naszej planety i omijam statki kosmiczne, bo i po co pchać się w przestworza, skoro nie znamy dobrze nawet własnego podwórka?




Ale skusiłam się na taką nieco oddaloną w czasoprzestrzeni powieść i absolutnie nie żałuję - to był świetny wybór.

Nie podejrzewałam, że czeka mnie porządna dawka emocji. Nie brałam również pod uwagę tego, że przeczytam tę książkę z takim zainteresowaniem, a największą trudnością, którą mi sprawi, będzie nieumiejętność oderwania się od treści. Historia skonstruowana została tak, że powiedzenie jeszcze tylko jeden rozdział nabiera nowego znaczenia i przekuwa się w została mi jeszcze tylko połowa. Z przyjemnością zagłębiłam się w tę opowieść, na co z pewnością mieli wpływ bohaterowie - wyraziści, ciekawi i w różnych odcieniach szarości. 

Dodatkowo na uwagę zasługuje narracja: raz przemawia do nas Lilac, by zaraz historię mógł kontynuować Tarver. Dodatkowo zeznania mężczyzny przeplatają się w treści, rzucając na całą historię nieco inne spojrzenie.

Nie będę już się nad tym wszystkim rozwodzić, po prostu dajcie tej książce szansę. Ja na pewno sięgnę po drugi tom.