wtorek, 10 maja 2016

Zapiski z domu dla obłąkanych: "Zapytaj księżyc" N. Filer


Czasem, dla odmiany, warto wejść w literacki świat szaleństwa i dać się porwać, zatopić w tym obłędzie, poszukać sensu w tym, co przecież inne, dalekie i nieznane, ale czy na pewno?




Słowem wstępu

Lubię książki, które raczą mnie szaleństwem, zmuszając do myślenia, kiedy więc zastanawiałam się, co kupić, mój wybór padł na "Zapytaj księżyc" autorstwa Nathana Filera. Miałam spore oczekiwania. Przecież nie na co dzień czytam zapiski obłąkanego, który nie potrafi sobie poradzić z życiem, nie może pogodzić się ze śmiercią brata. Wiadomo, że strata najbliższych nie należy do łatwych, wiadomo również, że każdy radzi sobie ze stratą po swojemu.

Nie dostałam tego, na co liczyłam - obyło się bez wstrząsających sytuacji, bez tych wszystkich smaczków z domu wariatów, ale znalazłam w tej książce smutek, dużo smutku, zadumy i miłości.

Szaleństwo markowane

Każdy z nas ma w sobie coś z szaleńca - jesteśmy mniej lub bardziej podatni na podszepty naszych umysłów, reagujemy impulsywnie i bezmyślnie (tak, każdemu się to zdarza), często popełniamy błędy, których efekty ciągną się za nami latami, kształtując w jakimś stopniu naszą przyszłość. Tragedie się zdarzają - to wiemy - niektóre dzieją się poza nami, inne odgrywają na naszych oczach, ale chyba najtrudniej przyjąć te, których jesteśmy uczestnikami. Te bolą najbardziej, te mają największy wpływ na naszą psychikę, podkopując naszą wiarę w  siebie, w zasadność walki, w konieczność pogodzenia się z przeszłością. 

Ilu ludzi, tyle sposób na radzenie sobie ze stratą. Kiedy traci się członka rodziny, życie  na chwilę się zatrzymuje, a wszelkie działania i konieczność rozpoczęcia nowego dnia są totalnie bezzasadne. Kiedy kończy się życie - młode, świeże, niewinne - ginie jakaś cząstka świata, umiera jakiś kawałek wewnątrz nas.

Nasz bohater traci starszego brata w wypadku, którego był obserwatorem, a może i prowodyrem? W każdym razie nie potrafi się on pozbierać po tej tragedii. Dostrzega nagle, jak wygląda życie bez tej stałej części codzienności. Powoli popada w obłęd, co skutecznie podsycane jest przez jego matkę. Tęsknota za tym, co było, jest przytłaczająca, a wizje, wibracje i omamy potrafią złamać każdego. 

Słów kilka (tylko)

Zastanawiałam się, w jaki sposób zaprezentować Wam tę książkę, żeby przekonać Was do jej przeczytania. Mogłabym, co prawda, rozwodzić się nad czymś ponad tęsknotą, mogłabym również odpowiedzieć Wam coś o historii, która lubi się powtarzać oraz o postaci babci, która totalnie mnie rozczuliła. Mogłabym, ale nie chcę. Wydaje mi się, że powinniście sami dojść do tego wszystkiego - samodzielne odkrywanie tego, co takie inne i dalekie, jest o wiele przyjemniejsze niż przyjęcie tego z drugiej ręki.

Muszę Was jednak ostrzec, że lektura nie należy do rewelacyjnych. Nie powaliła mnie na kolana, nie zmiażdżyła, nie zaatakowała każdego kawałeczka mojego ciała. Ale! To dobra książka, i chociaż pełna smutku i okraszona sporą dawką wariactwa, warta przeczytania. Nie obiecuję jednak fajerwerków, ale niewielkie iskierki rozpalą się w Was na pewno.