czwartek, 16 czerwca 2016

Bookcrossing, czyli co?

Bookcrossing.pl



Już dzisiaj, 16-go czerwca, obchodzimy Ogólnopolskie Święto Wolnych Książek. To już XII edycja! Jeśli do tej pory nie spotkaliście z określeniem bookcrossing, najwyższy czas to zmienić, bo na czytanie nigdy nie jest za późno! Może już jesteście gotowi na uwolnienie swoich książek? A może dacie drugie życie tej przez kogoś uwolnionej?












Co to jest bookcrossing?


To niezwykła, bo oparta na sporym zaufaniu forma promocji czytelnictwa. Zabawa polega na zostawieniu książki (opatrzonej informacją, że można ją przytulić bez wyrzutów sumienia) w miejscu publicznym. Książki zostawia się w sklepach, na ławkach w parku czy w komunikacji miejskiej. Istnieje jednak bardziej zorganizowana forma uwalniania książek - w wielu miastach postawione są specjalne budki do bookcrossingu - to bezpieczne rozwiązanie: książka nie niszczeje i z pewnością prędzej czy później trafi we właściwe ręce.

W Polsce istnieje możliwość "śledzenia" takich uwolnionych książek - wystarczy zarejestrować się na stronie Bookcrossing i cieszyć towarzystwem innych książkowych wybawców oraz być na bieżąco z woluminami, które ktoś planuje gdzieś umieścić. Sami również możemy dorzucić się do tego wielkiego wora przyjemności i puścić naszą książkę w świat.


Bookcrossing we Wrocławiu


Źródło
Nie wiem, jak ta promocja czytelnictwa sprawdza się w innych miastach, ale powiem Wam, że we Wrocławiu hula. Bardzo często widzę budki wypełnione książkami - chyba największą przepustowość mają te w okolicach rynku czy Sky Tower'a. Niestety budka w Ogrodzie Botanicznym jest prawie zawsze pusta, może dlatego, że za wstęp trzeba zapłacić? W każdym razie, jeśli akurat coś w niej, książkę można wziąć, spokojnie poczytać na łonie natury, a potem po prostu oddać, bo może trafi do kogoś, kto się nią dobrze zaopiekuje. 


Uwalniacie książki?



Czy w Waszych miastach ją takie budki? Wiem, że w Warszawie na pewno - widziałam! Korzystacie z tej formy promocji? Ja przyznam szczerze, że czasem podrzucę książkę, raz zdarzyło mi się "zgubić" jakąś w autobusie - zawsze to lżej w torebce, a naskrobanie na szybko kartki zajęło mi chwilkę.

Na studiach robiłyśmy to z dziewczynami inaczej. To były nieco szalone czasy - ciągłe przeprowadzki i masa gratów. Książkę zawijało się w ładny papier (albo mniej ładny, zależało od miesiąca), podpisywało: Jestem książką, przeczytaj mnie. Zawsze znikała, to oczywiste, ale wiecie, kiedy sprawiło nam to największą radość? Gdy na tej samej na skrzynce na listy ktoś zostawiał inne książki opakowane w inne papiery, ale z taką samą wiadomością: Jestem książką... Zawsze znikały :)