środa, 22 czerwca 2016

Dobry kawał bestialstwa: "Pasażer 23" S. Fitzek

Jeden rejs, wiele niewiadomych, walka z czasem, garść obrzydliwości, mnóstwo podejrzeń i nieodparta chęć odkrycia prawdy, która - jak się domyślamy - wymaga podłubania w starych ranach.





Słowem wstępu


Sebastian Fitzek zdobył moje czytelnicze serducho już dawno temu. Pasażer 23 to czwarta książka tego autora, którą miałam przyjemność przeczytać, o ile można tu mówić o jakiejkolwiek przyjemności, bo tematyka wcale do lekkich nie należy. Bohaterowie nie są z tych, ociekających słodyczą, postaci, które chciałoby się przytulić i wytarmosić albo poklepać przyjaźnie po plecach. Opisy bywają brutalne i, delikatnie mówiąc, paskudne w swej obrzydliwości, chociaż i tak Fitzek wiele nam oszczędził. Pewne sytuacje potrafią wytrącić człowieka z równowagi, inne zmusić go do zastanowienia się nad współczesnym światem, ale taka właśnie jest twórczość tego niemieckiego pisarza - mocna i bezkompromisowa, przy czym zaskakująca i nieco refleksyjna.


Groza na otwartym morzu


Wyobraźcie sobie taką sytuację: ktoś wysyła Wam zaproszenie na tygodniowy rejs wielkim wycieczkowcem. Okazuje się, że to żadna ściema - wszystko opłacone, pozostaje wcisnąć kilka ciuchów do torby i ruszyć w podróż. Bierzecie?

Minęło pięć lat, odkąd żona głównego bohatera skusiła się na tę wyprawę. Spakowała walizki (swoją i synka) i śmiało wkroczyła na pokład "Sułtana Mórz". Jednak nigdy go nie opuściła, przynajmniej nie tą "normalną" drogą... Kobieta skacze za burtę, ale wcześniej ciska w morską otchłań bezwładnym ciałem swojego dziecka.

Martin nie może pogodzić się z tak bolesną stratą. Jego życie traci sens; już nic się nie liczy. Mężczyzna rzuca się w wir niebezpiecznych akcji, pastwiąc się nad swoim ciałem, podejmując ryzykowne i przeczące logice decyzje. Świetny materiał na psychopatę; dobrze się stało, że ten niecofający się przed niczym osobnik, stoi "po dobrej stronie mocy" - jest policjantem. Frustrację Martina potęguje fakt, że w trakcie dochodzenia praktycznie niczego nie ustalono: brakuje motywu, fakty nie do końca zgadzają się z materiałem dowodowym, a intuicja wciąż podpowiada mu, że coś zostało przeoczone, coś jest nie tak. Kiedy więc policyjny psycholog dostaje tajemniczy telefon z pokładu "Sułtana Mórz", rzuca wszystko i rusza na spotkanie ze swoimi demonami. 

I tu zaczyna się właściwa opowieść: jeden rejs, wiele niewiadomych, walka z czasem, garść obrzydliwości, mnóstwo podejrzeń i nieodparta chęć odkrycia prawdy, która - jak się domyślamy - wymaga podłubania w starych ranach. 

Gotowi na błądzenie, dochodzenie, zdziwienie i zniesmaczenie? 
Zapewniam Was, że będzie się działo.



Co z tym thrillerem?



Najbardziej przerażający thriller psychologiczny od czasu Milczenia owiec


Trudno mi się zgodzić z tym stwierdzeniem, bo czytałam lepsze, mocniejsze i bardziej przerażające thrillery. Nie mogę odmówić tej książce mocy, siły przekazu czy lawirowania na granicy dobrego smaku. Przyznaję, że jest to thriller, który porządnie miętosi umysł czytelnika, ale w żadnym wypadku nie uznałabym go za ten, odnosząc się do reklamy, który jest "najbardziej". To bardzo dobra książka, zgoda, ale autor ma w swoim dorobku lepsze. Dotyczy takiej tematyki, że aż ciary przechodzą po plecach, owszem, ale fragmentarycznie. Dlaczego? Ponieważ autor raczy nas tyloma różnorodnymi, przeplatającymi się, ale też pozornie oderwanymi od fabuły, wątkami, że trudno czasem za tym wszystkim nadążyć. Wkręca się taki czytający w klimat i nagle BUM: zostaje przerzucony w inne miejsce; odnajduje się w sytuacji i znów to samo. Pozostaje wtedy taki lekki niedosyt, bo chciałaby się na dłużej zatrzymać w jednym punkcie. Zauważyłam, że to jednak jedna z tych cech, które wyróżniają autora - rzuca w czytelnika obrazami - przy czym, co warto zaznaczyć, wszystkie te wątki - kawałeczek po kawałeczku - finalnie splatają się w zgrabną całość. Niedosyt odchodzi w niepamięć, a zaskakujące zakończenie robi swoje, nie pozostawiając czytelnika obojętnym, a to ważne!



Kiedy mam ochotę na dobry thriller psychologiczny, wartką akcję i nieco popieprzony klimat, sięgam po książki Fitzeka. Nie jest moim ulubionym autorem - wiele niedociągnięć można tu podsunąć, by udowodnić, że jego książki nie są "naj", ale przecież nie o to w tym chodzi. Jeśli macie ochotę na porządny thriller, który nie pozwoli Wam pozbyć się uczucia, że wszystko Was swędzi (to niesamowite, jak można zmusić czytelnika do niekontrolowanego drapania się), to z pewnością Pasażer 23 przypadnie Wam do gustu. Polecam, to dobry kawał bestialstwa w (prawie) czystej postaci.


Wyzwanie: Czytam, ile chcę