czwartek, 30 czerwca 2016

Emocjonalny wycisk: "Promyczek" K. Holden


Dawno już nie czytałam historii, która wywołałaby u mnie tyle sprzecznych emocji. Jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo można książkę kochać, ale równie mocno nienawidzić. Zanim zaczniecie na mnie psioczyć, najpierw przeczytajcie, co mam do powiedzenia o "Promyczku".



Słowem wstępu


Jestem z tych, którzy czytając, wchodzą w świat bohaterów głęboko. Przeżywam razem z nimi, smucę się i cieszę, śmieję i rzucam bluzgami. Potrafię głupkowato chichotać, kiedy jakaś sytuacja mnie bawi, przywykłam do wstrzymywania oddechu, kiedy coś mnie wbije w fotel, ale też, co wcale nie zdarza się tak rzadko, potrafię się totalnie rozkleić i zalać łzami. Tak, łkam czasem, szlocham - taki nienormalny typ ze mnie.

Jakiś czas temu miałam taką sytuację: czytam sobie książkę weekendowo, więc w ciągu dnia, bo przeważnie zostają mi tylko noce, to był Ostatni brzeg (Nevil Shute) - koniec ludzkości podany w dość specyficznej odsłonie. I stało się: łzy popłynęły - to nic, bywa przecież, dość często nawet, ale wtedy miałam widownię - moją czteroletnią córkę, z którą smarkając, przeprowadziłam bardzo pouczającą rozmowę:

- Mamusiu, dlaczego płaczesz?
- Bo czytam książkę, kochanie.
- Ale przecież nie musisz tego robić. Chodź się pobawić, od razu się uśmiechniesz.

I wiecie, ta wymiana zdań dała mi wtedy do myślenia, bo po co to robimy? Czego szukamy w książkach, które katują nas emocjonalnie?

Jasna strona "Promyczka"


Promyczek - tytułowa bohaterka - to taka osoba, którą chyba każdy chciałby mieć gdzieś obok siebie. Miła, pomocna, sympatyczna, zawsze wesoła, na wszystko otwarta, wyrozumiała i odpowiedzialna. Nikt nie jest idealny, zatem największym grzechem Promyczka jest to, że nie potrafi przybyć na spotkanie punktualnie, ale nie szkodzi - wszyscy przyjmują ten mały ubytek z uśmiechem i zrozumieniem.

Kiedy Kate pojawia się wśród ludzi, ich życie od razu staje się lepsze, weselsze, a oni sami (przy odpowiednim wsparciu i zachęcie) zyskują pewność siebie i z ciekawością wyglądają ze swoich ciasnych skorupek. Dziewczyna zaraża wszystkich swoją otwartością na nowość, ale też czynną postawą. Ona bierze wszystko, co podsuwa jej życie i wyciska to niczym sok z cytryny, do ostatniej kropelki. 

Życie dla nikogo nie jest łatwe.
Wszyscy musimy walczyć, by wycisnąć dobro z czasu,
który nam ofiarowano.
Kate - nazwana Promyczkiem przez swojego najlepszego przyjaciela - to bohaterka tak bardzo pozytywna, że faktycznie czytając o niej, mamy wrażenie, że jest ona takim promyczkiem słońca, który rozświetla swoją dobrocią, uśmiechem i optymizmem rzeczywistość.

Nie osądzajcie się nawzajem. Każdy ma coś na sumieniu.
Pilnujcie tylko swoich spraw i nie wtykajcie nosa w cudze, no chyba że zostaliście zaproszeni.
A kiedy to się stanie, pomagajcie zamiast osądzać.

Promyczek stara się wszystkim pomóc, ale nie osądza ich postępowania. Przyjmuje do serca ludzi, jakimi są - z ich ułomnościami, orientacją, tajemnicami, dziwactwami. Chciałaby zbawić cały świat i rzadko kiedy wie, że powinna odpuścić, żeby oszczędzić sobie bólu. Walczy do końca o każdego, wbrew wszystkiemu. Przyjaźń ma dla niej ogromne znaczenie. Doświadczona życiem, chociaż jeszcze bardzo młoda, ceni te relacje ponad wszystko, jednak nigdy nie wychodzi poza to, nie może się zakochać i nie pozwala na to innym.


Mroczna strona "Promyczka"

Każdy ma jakieś tajemnice. Jedne są paskudne, inne wstydliwe. Czasem dla nikogo nie mają one znaczenia, ale dla nas są pępkiem świata. Czasem spychamy je gdzieś poza margines, upychamy pod dywanikiem, ale to właśnie one są kluczowe w naszym życiu. Promyczek też ma takie tajemnice, którymi nie dzieli się z innymi. Chroni je uparcie przed całą resztą świata i nigdy nie pozwala, by to jej życie znalazło się w centrum uwagi.

Tajemnica Kate może zmienić wszystko, a że dziewczyna czuje się dobrze w swojej skórze i nie cierpi litości, udaje przed sobą i przed innymi, że wszystko jest w porządku. Kiedy jednak przychodzi taki czas, że nie potrafi zachować tego sekretu już tylko dla siebie (zdradza ją ciało), życie zaczyna pędzić, a przyjaźnie wskakują na nowy poziom zażyłości. 


Słodko-gorzka rzeczywistość


Książkę można podzielić na dwie części - poznajmy tę jasną i tę mroczną stronę życia. Pierwsza jest niezwykle budująca, pozytywna i niesamowita. Opalamy się w blasku Promyczka, ładujemy nasze bateryjki, cieszymy się i często uśmiechamy. Myślimy sobie, że ten świat potrzebuje właśnie takich ludzi! 

Druga część, kiedy już sekret wychodzi na jaw, to niezwykle dobijająca historia, która wyciska łzy, zmusza do zastanowienia się nad doczesnością. Podczas lektury myślimy o tym, ile my dajemy z siebie, jak wykorzystujemy dane nam szanse, zastanawiając się nad tym, czy doceniamy wszystko, co jest nam dane: przyjaźń, miłość, rodzina, praca i życie. Autorka poruszyła w tej historii wiele tematów, na które nie zwracamy na co dzień uwagi, nad którymi się nie zastanawiamy. Odważnie mówi o zaburzeniach odżywania, o homoseksualizmie, o przyjaźni damsko-męskiej, ale też o śmierci. Ta mieszanka tematyczna, którą raczy nas "Promyczek" wywołuje w czytelniku wiele emocji, czasem bardzo sprzecznych, bo jak można cieszyć się przez łzy?

Przy lekturze

Byłam zachwycona tą falą emocji, która walnęła we mnie nagle i powaliła mnie na kolana. Nie spodziewałam się tylu łez. Czytałam sobą - serduchem, bez zastanowienia, bez rozmyślania nad treścią. Skupiłam się na emocjach, dałam się porwać, przeżuć i wypluć. To podziałało, wzięło mnie i wszystko inne, co było denerwujące, odłożyłam na bok, bo było tylko tu i teraz.

Książkę, mimo sporej objętości, czyta się bardzo szybko. I to zaskakuje, ponieważ problematyka jest dość poważna, a jednak przelatuje się  przez tę historię pędem. Trudno ją odłożyć, ciężko nie doczytać do końca. Jeśli więc planujecie, to podzielcie sobie na lekturę na co najmniej dwa dni - pierwszy ten niezwykle pozytywny i drugi, kiedy sekret przestanie być sekretem. Nie odkładajcie tego na później.

Dwa dni po lekturze

Dziś po tych łzach nie ma już śladu. To historia, z której zapamiętam jedynie tyle, że życie nie jest sprawiedliwe, ale trzeba żyć - jak najlepiej, w pełni. 

Główna bohaterka to tak piękna istota, że wydaje się nierzeczywista - wszystko, czego się dotknie staje się lepsze, przyjemniejsze i wspanialsze. Gdziekolwiek się nie pojawi, rozjaśnia życia szarych, normalnych człowieczków. Z łatwością łamie lody, z radością wspiera, chociaż sama ledwo daje sobie radę. Oddałaby wszystko i to niekoniecznie za tych, których naprawdę można pokochać, ale za każdego ludzika, który się napatoczy. Tłumaczy zło, chociaż sama go doświadczyła. Wierzy w przyjaźń, chociaż przespała się z kimś, z kim nie powinna, dając mu nadzieję. Nie chce się wiązać, ale nieustannie flirtuje i zachęca.I taka właśnie, pełna sprzeczności, jest ta historia i jej bohaterka. 

Jeśli szukacie szybkich i gwałtownych emocji, to pojawią się mniej więcej w połowie książki. Jeśli szukacie mądrości, to tę jedną najważniejszą "żyj", dostaniecie podaną na milion sposobów, w różnej konfiguracji i w każdej scenie. Jeśli szukacie zaskakującego zakończenia, to niestety - zakończenie daje się szybko przewidzieć - tu nie ma miejsca na rozmyślanie czy zgadywanie. Jeśli nie przeszkadzają Wam bohaterowie tak cudowni, że aż nierzeczywiści, to Promyczka pokochacie od razu. 

To bardzo dobra książka, ale nie taka, do której chciałabym wrócić. Raz wystarczy, nie chcę przechodzić przez to ponownie. Pozostaje mi podziękować autorce za gwałtowne, ale szybkie emocje; za piękną, ale jednowymiarową historię; za poważne, ale średnio skrywane tajemnice i za to wszystko, co się ze mną działo, kiedy czytałam - wtedy to było coś wielkiego, potem zostaje tylko pamięć o łzach i o chwilach, które warto celebrować. 

To naprawdę niesamowita książka, bo nie potrafię sobie przypomnieć, czy czytałam kiedyś coś, co wywołałby we mnie tak sprzeczne emocje; nie wiem też, czy kiedykolwiek dałam się porwać tak bardzo historii, która w gruncie jest banalna; nie podejrzewam, żebym mogła znieść na żywo osobę tak błyszczącą, ale tego Promyczka pokochałam.

Nie wiem, co jest w tym "Promtyczku" takiego niezwykłego, ale tu i teraz przyjmuję tę książkę bez zająknięcia, a czy coś mi z tego zostanie? Nie wiem.


Wyzwanie: Czytam, ile chcę