wtorek, 21 czerwca 2016

"Gra pozorów" J. Opiat-Bojarska

Wystarczy odpowiednia dawka, siła i brak skrupułów, żeby wymazać komuś z pamięci ostatni tydzień życia i pozostawić go w osłupieniu. Jak to jest ocknąć się po siedmiu dniach, bez świadomości tego, że "coś" zaszło?



Słowem wstępu


Jak dobra powinna być książka, która kusi nas takim opisem: Rasowy kryminał, napisany z matematyczna precyzją? 

Niewątpliwie musi dobra, zaskakująca i przede wszystkim, na co zwraca uwagę wydawca, dopracowana. W takiej kryminalnej historii wszystko powinno "grać", zazębiać się powoli, ale skutecznie, przy czym mechanizm musi działać sprawnie i bez przestojów. Kryminał, powinien zmusić czytelnika do myślenia i poszukiwania odpowiedzi na często niewygodne pytania. Autor winien podrzucać czytającemu raz na jakiś czas "smaczny kąsek", który często staje się wielką gulą niedającą się przełknąć, ale zachęca do drążenia tematu. Czy nie tego oczekujemy? Czy nie liczymy po prostu na dobrą książkę, która wciągnie nas w sieć intryg do tego stopnia, że nie będziemy potrafili się od niej oderwać? Czy w "Grze pozorów" wszystko gra?


Egzekucja, zaginięcie, strach i sekrety

Aleksandra rok wcześniej traci męża (widziała film z jego egzekucji i chociaż wszystkie dowody oraz przeprowadzone dochodzenie wskazują na zgon, ciała mężczyzny nie znaleziono). Świat kobiety rozpada się na kawałki - Ola nie potrafi się pogodzić ze stratą, ale nie ma innego wyjścia, bo przecież trzeba jakoś związać koniec z końcem i zająć się  dziećmi. Jako samotna matka radzi sobie całkiem nieźle, do czasu. 

Pewnego dnia wysiada z samochodu, idzie do pracy i wtedy rozumie, że coś jest nie tak. Okazuje się, że  zniknęła na tydzień, policja wszczęła poszukiwania, dzieci zostały w tym czasie same, a na jej komórkę przychodzi niepokojący sms - musi zachować wszystko w tajemnicy, bo zginie. Odtąd jej życie to jeden wielki koszmar - okazuje się, że nic nie jest takim, jak jej się wydawało. Ola musi podjąć niebezpieczną grę, żeby ocalić członków swojej rodziny, przy czym wciąż walczy z prozą życia, bo przecież za coś trzeba opłacić rachunki, a dzieci wypadałoby wychować. Chcąc nie chcąc, daje się wciągnąć w bezlitosną grę swojego porywacza, a to, co odkryje w trakcie rozgrywki, zachwieje jej już niestabilnym światem jeszcze bardziej.

Prawie robi różnicę


Najpierw trochę pomarudzę, potem przejdę do zalet. Jedno, co mogę Wam powiedzieć na pewno - mam sprzeczne odczucia i nie potrafię ostatecznie zaszufladkować "Gry pozorów". Trudno mi stwierdzić, czy jest to dobra książka, bo znalazłam w niej bardzo wiele dobrego, ale też nie czuję się do końca przekonana, bo czegoś mi w niej zabrakło, a może czegoś było za dużo?

Opcje są trzy: albo myślę podobnie jak autorka, albo historia jest bez żadnych "ale" przewidywalna, albo tak wyprowadzona, że czytelnik po prostu musi się domyślić, co może było zamysłem autorki? Nie wiem i nie będę zgadywać, bo myślę nad tą lekturą od kilku dni i nadal nie potrafię tego rozstrzygnąć. Co jest dobre? Myślę o tej książce! Zastanawiam się, rozgryzam.  

Początek pochłonęłam z dziką rozkoszą - bach, bach i należę do tej książki. Z czasem tempo, tajemniczość i dreszczyk emocji zniknęły, by znów pojawić się na samym końcu. Wydaje mi się, że taka typowa "obyczajówka" zabiła to tempo, wygładziła nieco i zepchnęła na dalszy plan sedno sprawy. Książkę przeczytałam bardzo szybko i dobrze, bo finał okazał się zadowalający, więc warto było się do niego doturlać. Może miażdżącego zaskoczenia nie było, ale zwrot akcji jak najbardziej.

Pomarudzone, więc teraz o pozytywnej stronie "Gry pozorów". Z pewnością zaskakuje liczba wątków, które początkowo mają ze sobą niewiele wspólnego, ale z  czasem zaczynają się delikatnie muskać, potem mocniej ocierać, aż w końcu łączą się w jednym punkcie i wszystko jest jasne. 

Początek jest niezwykle intrygujący - świetny pomysł, który wstrząsa stabilnym światem czytelnika - ten od razu wczuwa się w sytuację głównej bohaterki, podejmuje jej emocje, czuje się zagubiony i zdezorientowany. 

Może fabuła nie zaskakuje, ale na pewno decyzje i zachowanie Aleksandry nie są już takie oczywiste. Kobieta pracuje jako psycholog, ale często działa jak szaleniec i nie sposób wytłumaczyć jej zachowania jakimikolwiek motywami. Dziwna postać, która zaskakuje swoim brakiem wewnętrznej spójności. Podobno u psychologów tak to już jest - wybierają właśnie ten kierunek studiów, bo sami mają ze sobą problemy.

Jestem sceptycznie nastawiona do mieszania narracji - tu mamy wywody Aleksandry (narrację pierwszoosobową), które przeplatają się z historią opowiedzianą przez narratora wszechwiedzącego. I powiem Wam szczerze, że w "Grze pozorów" ten element zagrał doskonale. Dodając do tego faktu prosty język (autorka nie stroni od kolokwializmów i wulgaryzmów), książka jest przyjemna w odbiorze - nie trzeba rozszyfrowywać każdego zdania, wszystko jest jasne, proste i przejrzyste.

Co zachwyca? Świetnie zaprezentowane relacje międzyludzkie. To książka o miłości i zrozumieniu partnera (na pewno warto słuchać swojej drugiej połówki, bo kto wie, czy nie mówi czegoś ważnego). Opowieść o zawiści i zdradzie, o walce z oprawcą w imię miłości do dzieci. 

Nie jest to książka, którą przeczytać trzeba, ale można i na pewno ten wybór Wam nie zaszkodzi. Ja z pewnością dam jeszcze autorce szansę - może następnym razem fabuła będzie zaskakująca nie tylko na początku. W każdym razie pomysł był świetny, mnie wciągnęło.



Wyzwanie: Czytam, ile chcę