poniedziałek, 13 czerwca 2016

Kosmiczne reality show: "Fobos" Dixen

Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś.



Sześć dziewcząt po jednej stronie statku, sześciu chłopców po drugiej. Sześć minut na randkę w Kuli Spotkań i wieczność na miłość w nowym świecie - na Marsie. Niezwykłe reality show w kosmicznych warunkach, na szalonych zasadach. 

Słowem wstępu


Coś mnie pokusiło i kupiłam. Zasiadłam do czytania od razu i dałam się wciągnąć na kilka godzinek. Nie płakałam, bo nie było powodu; nie przeżywałam, bo zabrakło emocji; nie rechotałam jak dzika, bo nie było w tej książce niczego, co rozbawiłoby mnie do łez. Brzmi kiepsko, prawda? Jednak to tylko pozory, ponieważ książka, mimo tych wszystkie "nie", jest jednym wielkim "tak". Oczywiście to nie jest literatura wysokich lotów, która porywa miliony, ale Fobos z pewnością dostarczy Wam sporej dawki rozrywki w międzyplanetarnym klimacie.


Nowe życie


Jeśli nic nie trzyma Cię na Ziemi, może skusisz się na podróż na Marsa? Jest tylko jedno "ale" - dostajesz bilet w jedną stronę, a do Twoich obowiązków należy skolonizowanie tej planety - masz się zakochać, pobrać i urodzić. Dziecko wychowasz już w nowym świecie, a temu wszystkiemu będzie przyglądać się cała ludzkość, bo wiesz, w końcu na tym poleca reality show... Żeby jednak nie było za łatwo, musisz przekonać do siebie publiczność, która zasili Twój posag, a ten pozwoli na wykupienie najładniejszej kwatery na nowym osiedlu. Nie pozostaje więc nic innego, jak oczarować, chwycić za serce czy hardością zdobyć przychylność widzów. Wiadomo, że nowe życie najprzyjemniej byłoby zacząć z porządnym lokum i skrzynką sadzonek, może więc czas wbić się w kabaretki?



Na statek kosmiczny Cupido (nazwa nie jest przypadkowa) trafia - po szczegółowej, żmudnej i dokładnej selekcji - dwanaścioro młodych ludzi. Początkowo wygląda na to, że mają oni ze sobą niewiele wspólnego, jednak szybko okazuje się, że łączy ich więcej, niż dotychczas przypuszczali. Poza tym, że każde z nich jest na swój sposób wyjątkowo urodziwe - piękne, przystojne, zgrabne i powabne - każde z nich ma swoją tajemnicę, każde przed czymś lub przed kimś ucieka, a na Ziemi nie mają nikogo, kto czekałby z otwartymi ramionami na ich powrót. Czy zatem takie skrzywdzone jednostki będą potrafiły dobrać się w pary w czasie  pięciomiesięcznego kosmicznego rejsu? Wydaje się, że to całkiem możliwe - tym bardziej, że to oni sami zdecydowali się na taką ekspedycję w nieznane, ale to się przecież musi sprzedać. Młodzi podróżują więc razem, bo w końcu żyją na tym samym statku, który zmierza w stronę Czerwonej Planety, a jednak osobno - dziewczęta i chłopcy zostali oddzieleni pancerną ścianą i, co prawda, widzą się słyszą w trakcie szybkich sześciominutowych randek, ale na tym ich kontakty się kończą. To właśnie te krótkie spotkania mają być punktem wyjścia do sporządzenia Listy Serc, czyli do wyboru tej ukochanej osoby, z którą spędzi się resztę życia - decyzja jest ostateczna, nie ma odwrotu. Niestety Kula Spotkań daje ograniczone możliwości poznania - brak grawitacji, znaczna odległość czy dobrane z rozwagą ubrania potrafią wiele ukryć. Czy zatem można wybrać sobie drugą połówkę tylko na podstawie rozmowy, spojrzenia? Czasem nie ma innego wyboru...

Oczywiście nie należy w tym wszystkim zapominać o jednym: ktoś to stworzył i ktoś tym zarządza, a wiadomo, że jeśli na horyzoncie pojawia się możliwość zarobku, pojawiają się też problemy natury moralnej. Ludzie są zdolni do wszystkiego, byle tylko się obłowić, ale prawdziwe problemy zaczynają się dopiero wtedy, kiedy kogoś ruszy sumienie i cały, misternie utkany, dopięty na ostatni guzik plan, znajduje się nagle pod znakiem zapytania. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, a wszystko zależy od punktu siedzenia...

Tania rozrywka dla mas?


Zacznę od tego, że książka jest niedopracowana. Autor chciał chyba pokazać czytelnikowi zbyt wiele rzeczy za jednym zamachem. Akcja toczy się dwutorowo - miłosne igraszki i życie na statku kosmicznym pojawiają się obok tajnych spotkań organizatorów wydarzenia, by chwilę później przeskoczyć na intrygę z synem jednego z działaczy Programu Genesis, a jeszcze w kolejnych rozdziałach widzimy córkę Sereny i jej problemy zdrowotne. I to wszystko osobno jest w porządku, ale tak bardzo poszatkowane wchodzi dość opornie... Kiedy już wkręciłam się w te miłosne klimaty, nagle musiałam wrócić na Ziemię i od początku zastanawiać się, o co chodzi w tym całym organizacyjnym zamieszaniu, przy czym należy zaznaczyć, że większość tajemnic, na których można było oprzeć całą akcję została zdradzona stosunkowo wcześnie; potem już nie było tego radosnego oczekiwania. 

Zastanawiają też sami bohaterowie. Program Genesis miał być prowadzony w języku angielskim i tak też mieli porozumiewać się ze sobą młodzi. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że każdy uczestnik zabawy pochodził z innego kraju oraz uwzględniając przy tym ich przeszłość, cóż nie brzmi to wiarygodnie.

ALE! Coś w tej książce jest. Coś naprawdę wspaniałego. Szybkie randki wciągają, kolejne tajemnice zaskakują, niektóre ukrywane przed światem sekrety wydają nam się błahe, inne są nie do wyobrażenia... 

Zakończenie, przyznam to otwarcie, wybiło mi totalnie z rytmu. Autor urwał opowieść w takim momencie, że nie pozostaje nic innego, jak czekać na kontynuację. Aż chce się już, teraz, natychmiast poznać dalsze losy bohaterów, podejmować z nimi kolejne decyzje, podglądać ich rodzące się w próżni związki, które wchodzą na nowy poziom! 


Książka z ogromnym potencjałem i jestem przekonana o tym, że kolejna część będzie lepsza od pierwszej. Liczę na pogłębienie psychiki postaci - tu niestety poznajemy naszych bohaterów szybko i niedokładnie. Wyjątek stanowią organizatorka lotu, która jest naprawdę wredną babą i Léonor - dziewczyna z "Salamandrą", która jest równocześnie narratorką (na szczęście narracja jest zmienna, więc zdarzenia poznajemy nie tylko z punktu widzenia młodej Francuzki).



Co jeszcze można dodać? Na skrzydełkach umieszczono wizerunki uczestników misji. Czy to dobrze? Oceńcie sami, czy lepiej sobie wszystko wyobrazić, czy jednak być przez chwile widzem, który wie, o kogo to całe zamieszanie.








Podsumowując, jeśli szukacie lekkiej, nieco romantycznej powieści z intrygą w tle, to z pewnością Fobos Dixena spełni Wasze oczekiwania. Ja na pewno przeczytam drugi tom, bo aż mnie ciekawość zżera! Wydaje mi się, że otwarte zakończenie, które jest zapowiedzią zmiany, było w tym przypadku strzałem w dziesiątkę. Ta książka wiele w Was nie zostawi, historia nie poruszy może tak, jak powinna, ale mimo wszystko polecam - dobra opowieść, która ma ogromne szanse na to, żeby być o niebo lepszą.