czwartek, 23 czerwca 2016

Kreatywna nauka pisania:"Królestwo Liter"


Nie od dziś wiadomo, że dziecko najszybciej i najchętniej uczy się poprzez zabawę. Edukacja wcale nie musi być nudna, materiały szare, a poznawanie liter może sprawić Małemu Odkrywcy mnóstwo radości. Zaproś dziecko do Królestwa Liter! 



Słowem wstępu

Wszyscy wiemy, jak ważne jest zachęcenie dziecka do nauki pisania. Ćwiczenia "na sucho" szybko stają się nudne i zniechęcające. Nauka pisania nie musi jednak być złem koniecznym, a przy tym może rozwijać wyobraźnię i zapewnić rozrywkę na długie godziny. Tak, zgadza się, rozrywkę! Książka Królestwo Liter świetnie wpasowała się w zasadę: uczyć, bawiąc. Dlaczego warto zwrócić na nią uwagę? Przekonajcie się sami. 




Okiem matki i córki


Literki, jak na prawdziwe Królestwo Liter przystało, są wszędzie. Znajdziemy je między kropkami, w brzuchu smoka, za drzewem, w lusterku lub ukryte wśród kresek i zawijasów. W takim towarzystwie dzieci na pewno nie będą się nudzić, bo tutaj każde zadanie to wielka - wymagająca działania i użycia wyobraźni - przygoda. 

Literki zaskakują nas na każdym kroku - intrygują, ciekawią i dają się poznać od każdej strony (dosłownie).




Maluch ma możliwość dotykania literek, nadawania im odpowiedniej formy i wykonywania z ich pomocą konkretnych zadań. Dziecko uczy się kształtu, trenuje rysowanie po liniach, odwzorowuje i odwraca litery, robi ich lustrzane odbicie (chociaż to już wyższa szkoła jazdy). 



Moja córa jest zafascynowana zamkowymi klimatami, więc szybko odnalazła się w tej tematyce. Król, Królowa i Księciunio bez problemu zyskali jej sympatię. Z radością trenuje rysowanie świnek (w książce znajdziecie sposób na prosiaka), koloruje, wycina, uzupełnia i układa różnorodne figury, zwierzęta czy kwiatki z wyciętych wcześniej (z moją niewielką pomocą) literek. Bawi się w renowatora zabytków, w detektywa albo w zaklinacza węży. Każde kolejne zadanie wymaga wczucia się w pewną rolę i w określoną sytuację, przy czym, co najważniejsze, zmusza do aktywnego uczestnictwa w zabawie. Zero bierności, liczy się działanie!

Dodatkową atrakcją jest forma poleceń - te są przeważnie rymowane i dowcipne, co zwraca uwagę malucha, który szybko przyswaja nowe, króciutkie wierszyki.



Przyznam bez bicia, że do mnie te ilustracje nie przemawiają, ale najważniejsze przecież, żeby podobały się dziecku - córa nie ma z nimi problemu, więc ja również go nie robię :) To, co mnie zachwyciło to różnorodność czcionek - w książce znajdziemy m.in. czcionkę gazetową (u nas była ona inspiracją do dalszych poszukiwań literek w innych miejscach; skrawki gazet były wszędzie!)



Poza wymyślnymi zabawami, które dotyczą wyklejania czy wycinania, w książce znajdziemy również zadania zachęcające dziecko do pisania i tym sposobem moja czteroipółletnia córka nauczyła się pisać słowo "mucha" - kiedyś Wam pokażę ;)


Podsumowując


Królestwo Liter to publikacja, do której wraca się każdego dnia. Dziecko wędruje po świecie typografii - poznając litery, odwzorowując ich kształty, następnie łącząc je w słowa. Aktywnie uczestniczy w tworzeniu królestwa, budując, naprawiając i dodając wymyślone przez siebie elementy. 

Książka jest odpowiednia dla najmłodszych, którzy dopiero wkraczają w fazę "mamo, naucz mnie pisać", ale też dla tych dzieci, które miały już styczność z literkami. Zadania są zróżnicowane pod względem poziomu, zatem książkę możemy "przerobić" wspólnie z pięciolatkiem lub podsunąć ją ośmiolatkowi, który czyta już samodzielnie, a jeśli nie do końca - będzie okazja do potrenowania. 

Na koniec dodam, że książka ma ponad 220, więc z pewnością dziecko będzie cieszyć się nią przez dłuższy czas. My takie "grubaski" uwielbiamy!




Za egzemplarz recenzencki i mnóstwo szalonych literek dziękuję 


Książkę Królestwo liter Agnieszki Myszkowskiej kupicie tutaj <klik>.




Jak się Wam podoba taka nauka pisania?