czwartek, 2 czerwca 2016

Kryzys połowy życia:
"Cześć, co słychać?" M. Witkiewicz



Nie możemy zmienić tego, co było, jednak wciąż mamy wpływ na to, co będzie. 

Podobno nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, ale wiadomo - życie potrafi zaskoczyć...




Słowem wstępu


Ja i literatura obyczajowa, niesłychane! A jednak i mi się czasem zdarzy - w końcu trzeba poszerzać swoje horyzonty, prawda?

O autorce słyszałam już wielokrotnie, ale wcześniej nie miałam okazji przeczytać niczego, co wyszło spod jej pióra. Na szczęście moja sąsiadka nie uznaje słowa "nie", przynajmniej w kwestii książek, kiedy więc grzecznie odmówiłam [czytaj: próbowałam się jakoś wykręcić], wcisnęła mi książkę do torebki. Nie mogłam wobec takiego aktu odwagi przejść obojętnie: przeczytałam, przemyślałam i coś mi z tego wyszło.


Kryzys połowy życia


Nasza bohaterka, Zuza, to zwykła kobieta - mijacie takie codziennie na ulicy, spotykacie w sklepach, na zebraniach w szkole, widujecie je czasem w lustrze. Zuza ma czterdziestkę na karku, pracę, dzieci, męża u boku i zero czasu dla siebie. Każdy jej dzień jest podobny do poprzedniego, a każdy kolejny tydzień czy miesiąc łudząco przypomina ten miniony. Kobieta, w ciągłym biegu, stara się pogodzić życie zawodowe z rodzinnym i, niestety, gdzieś w tym wszystkim gubi siebie. Może nie jest to szczyt marzeń, ale z pewnością na stabilność nie może narzekać. Brzmi znajomo?

Człowiek to jednak taka istota, która mając wszystko, myśli, że nie ma niczego, wciąż goniąc za czymś więcej. Zuza, mając uporządkowane życie, zapragnęła powrotu do przeszłości - szaleństw do białego rana, seksu na spontanie i motylków w brzuchu. Kiedy na horyzoncie pojawia się jej dawna sympatia - boski, chociaż już nieco podstarzały Paweł - życie kobiety zaczyna nabierać smaku młodości, w głowie kotłują się niepokojące myśli, a serce i ciało aż rwą się do działania (niekoniecznie odpowiedzialnego i nie całkiem moralnego). Czasem wystarczy zrobić jeden malutki krok, by wywrócić swoje życie do góry nogami...

Autorka uraczyła nas taką prostą, chociaż daleką od banału, ludzką historią. Dla niektórych niezrozumiałą, bo oburzającą - w końcu jak można w ogóle myśleć o zdradzie, kiedy mąż obok i dzieci małe. Dla innych bliską, bo przecież każdy chciałby czasem wyrwać się ze swojego życia i ukraść dla siebie choćby jedną krótką chwilę wolną od odpowiedzialności, obowiązków, oderwaną od szarej codzienności. 

Czy można mówić o kryzysie połowy życia? Czy czterdziestka to czas, kiedy koniecznie jest zrobienie rachunku sumienia i wyciągnięcie wniosków z przeszłości? Chyba każdy na jakimś etapie swojego życia musi stanąć oko w oko z dawnym sobą. Lubimy analizować swoje zachowanie, ale chyba z większą przyjemnością poddajemy się gdybaniu. Podejmujmy różne decyzje - w sumie nasze istnienie to ciąg wyborów. Jedne są nieistotne, inne rzutują na resztę naszego życia. Żyjemy tu i teraz, ale czy nie tęsknimy trochę za wtedy?

Nigdy nie jest za późno


Na zmiany nigdy nie jest za późno - wiele z nich się po prostu dzieje. Bywa tak, że nagle coś staje się faktem, a my musimy po prostu jakoś się to tego ustosunkować i, czasem z wielkim żalem, obawą czy nadzieją, nauczyć się żyć w teraźniejszości. Życie wciąż rzuca nam kłody pod nogi, ale przecież potrafi też pozytywnie zaskoczyć. Jakkolwiek jest teraz, zawsze może być inaczej, czy tego chcemy, czy też bronimy się przed tym wszystkim kończynami. 

Książkę czyta się bardzo dobrze - naprawdę byłam pod wrażeniem lekkości pióra autorki, ponieważ historia wciągnęła mnie już na samym początku, a zgrabna narracja nie pozwalała mi się oderwać (na długo) od tej historii. Połknęłam ją w jedną noc - nie z powodu chęci poznania zakończenia, ale ze względu na samą przyjemność czytania.

Przyznam też, że zakończenie mnie zaskoczyło, chociaż nie liczyłam na to, bo zupełnie inaczej się zapowiadało (oj, lubi autorka zwodzić swego czytelnika). Nie jest ono może wybitne, może nawet trochę naciągane, ale mimo wszystko nie podejrzewałam takiego rozwiązania, a to moim zdaniem ważne - nie każda historia potrafi zaskoczyć.

Książkę na pewno można polecić tym, którzy mają już kawałek życia za sobą; tym mocno osadzonym w teraźniejszości, którzy żyją z dnia na dzień, ale też tym, którzy robią wszystko, byle tylko uciec od siebie. Wydaje mi się, że z tej historii można wyciągnąć coś dla siebie - skłania nas ona do zastanowienia się nad tym, co mamy, a przecież zawsze możemy to stracić. 

Warto się skusić, ponieważ to przemyślana, zmuszająca do refleksji nad sobą i swoją młodszą wersją, powieść. Autorka przypomina nam, że wszystko się może zdarzyć i wcale niewiele trzeba, żeby poruszyć wielki mechanizm zmiany, bo czasem wystarczy zadać jedno pytanie: "Cześć, co słychać?"




A co słychać u Was? :)


Wyzwanie: Czytam, ile chcę