wtorek, 28 czerwca 2016

Może kiedyś, w innym życiu: "Maybe Someday"


Jestem pewien, że ludzie napotykają na swojej drodze osoby, które do nich idealnie pasują. Niektórzy nazywają je pokrewnymi duszami. Inni- prawdziwymi miłościami. Są tacy, którzy uważają, że człowiek może spotkać w życiu więcej niż jedną taką osobę.. Zaczynam wierzyć, że to prawda.

Słowem wstępu

Maybe someday poleciła mi Książko, miłości moja - od słowa do Bez słów i wyszło, że może pewnego dnia :) Ten dzień nastał; zebrałam się, zasiadłam do lektury z kubkiem gorącej przez chwilę kawy i dałam się porwać tej historii, a że świat ciszy jest mi bliski (ze względu na wykształcenie i zainteresowania), byłam nastawiona do niej niezwykle pozytywnie. Czy mnie urzekła? Po części. Ochy i achy? Niestety brak. Ogólnie wrażenie? Jest dobrze.


Pokaż kotku, co masz w środku


On: niesłyszący, oczywiście oszałamiająco przystojny i niesamowicie czuły. Milczy z wyboru; nie odzywa się nawet do swojej dziewczyny, z którą łączy go głębokie uczucie, ale też coś więcej - jest opiekunem. To artysta, który muzykę czuje całym sobą - każdym kawałeczkiem swego ciała, każdą komórką. Cechuje go potrzeba bliskości, bo tylko w ten sposób może poczuć (usłyszeć) naprawdę. 

Z artystami tak to już bywa, że czasem dopada ich totalny zastój - blokada nie do pokonania. Czy może być dobrze, kiedy wszystko jest w porządku?

Ktoś mi kiedyś powiedział, że cierpienie stanowi doskonałą inspirację.
Niestety, miał rację.


Ona: oszukana, zdradzona i bez dachu nad głową. Przyjmuje pomoc od niesłyszącego artysty, którego od pewnego czasu podsłuchuje - jest nim zafascynowana. Głuchotę przyjmuje naturalnie, czym zdobywa sympatię (jeszcze większą) chłopaka. Jej zranione serducho nie chce ładować się w kolejne tarapaty, ale wiemy, jak to bywa:


Wiele rzeczy mogę, powinnam i muszę zrobić, żadnej z nich jednak zrobić nie chcę.


Miłość i muzyka rodzą się w bólu: Sydney i Ridge szybko odnajdują wspólny język - chociaż ona nie miga, a on unika mówienia jak ognia. Porozumiewają się więc inaczej: na piśmie, za pomocą smsów, dłuższe rozmowy prowadzą na FB, ale w codziennym kontakcie porozumiewają się również bez słów - gestem, uśmiechem, dotykiem. Dla niego dotyk okazuje się niezwykle pomocnym i ważnym elementem w czasie tworzenia muzyki, którą czuje jedynie poprzez wibracje. No i co? No wiadomo, jeśli dwoje ludzi kocha muzykę i doświadcza jej w ten szczególny, wręcz namacalny sposób, coś musi się miedzy nimi urodzić. 


Płaczę nad śmiercią czegoś, co nigdy nie miało nawet szansy, by zaistnieć.


Uczucie rodzi się powoli, chociaż nie powinno. Walczą z tym, chociaż ta walka do najłatwiejszych nie należy. Są dla siebie stworzeni, ale nie mogą być razem w tym czasie, nie w tym życiu. On kocha inną, ona nie chce, by ktoś poczuł się zdradzony i oszukany - nie potrafi być takim potworem. Ale czy na długo?

Może kiedyś

Książkę przeczytałam z przyjemnością. To dobra historia, chociaż nie wniosła do mojego życia niczego nowego. Nie spodziewałam się, że tak pochłonie mnie wątek romantyczny, ale żałuję nie znalazłam w tej powieści czegoś więcej. Chociaż to może nie do końca prawda... Może kiedyś doceniłabym ją bardziej?

Z pewnością na uwagę zasługuje kreacja postaci. Bohaterowie są przyjemni, a nawet jeśli nie są, lubimy o nich czytać. Mają to coś - autorka pokazała ich we wszystkich odcieniach szarości - nie są nudni i przede wszystkim nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. 

Z pewnością Maybe Someday zmusi nas do zastanowienia się nad moralnością, bo czy coś, co jest tak głębokie i ważne,  może być równocześnie paskudne i zakazane? Gdzie leży granica między bliskością wynikającą z konieczności a pokusą? Z pewnością podczas lektury będziecie mogli zastanowić się nad tym wielokrotnie. 

I takie książki lubię, bo ten miłosny wątek nosi tu porządne, poszarpane i barwne futerko. Zabrakło mi takiego pierdzielnięcia - porządnego dramatu nie do przejścia, ale mimo wszystko książkę polecam, bo to dobra powieść, która z pewnością może przybliżyć Wam nieco świat ciszy i może nawet wyciśnie z Was kilka łez.


Wyzwanie: Czytam, ile chcę