poniedziałek, 27 czerwca 2016

Pokonam potwora: Puchatka i 30-dniowe wyzwanie: "To nie jest dieta"

Który program można polecić? Oczywiście ten przetestowany na sobie! Matka Puchatka podejmuje 30-dniowe wyzwanie z książką To nie jest dieta. Pokonaj swojego potwora! Trzymajcie kciuki :)




Słowem wstępu

Puchatka, jak to zwykle u Puchatek bywa, straciła ostatnio motywację. Moje działania to wielka i długaśna sinusoida - nieskończony ciąg wzlotów i upadków. 

Na szczęście ktoś postanowił zrobić mi prezent w postaci książki To nie jest dieta autorstwa Anny "Wilczo Głodnej" Gruszczyńskiej. Przejrzałam, przemyślałam i, dodając jeden do jednego, wyszło mi, że mogę to zrobić; podejmuję 30-dniowe wyzwanie! Skopię tyłek mojemu potworowi.


Oczywiście nie powiem Wam, ile ważę - taka moja mała puchatkowa tajemnica, do której dopuszczeni są tylko nieliczni ;) Jednak za miesiąc powiem, o ile jest mnie mniej, zrobię podsumowanie, napiszę więcej o tej książce, pokażę Wam ją "od środka" i dam znać, jak to wszystko wygląda w praktyce. Takie publiczne odchudzanie na pewno zmotywuje mnie do działania, więc Was proszę jedynie o trzymanie za mnie kciuków :)

Pokonaj potwora

Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Ta książka krzyczy do mnie: "Kobieto, wrzuć na luz!" Ilustracje są zabawne, potworki uśmiechają się do mnie z każdej kartki, aż się chce! 

Walkę zaczynamy od określenia - wizualizacji - swojego przeciwnika. Możemy stoczyć tę bitwę z Obżartusem, Podjadkusem, Wymówkusem albo z Leniusem. Autorka jednak bierze pod uwagę puchatkowe zapędy, więc - bez ściemy - mój przeciwnik będzie kombinacją wszystkich przedstawionych. Nadam mu nawet jakieś imię - może łatwiej będzie go zgładzić.





Cała zabawa polega na tym, żeby odebrać przeciwnikowi przewagę. Każdego dnia zdobywa się określoną liczbę punktów; oczywiście nie za friko, trzeba się będzie trochę pomęczyć. Autorka zwraca uwagę na obszary, nad którymi będziemy pracować: witalne jedzenie, radosny ruch i spokój ducha. Do czego dążymy? Do jednego rozmiaru mniej i, co ważne, do pewności, że chcieć to móc. 




Następnym krokiem będzie planowanie - trzeba przemyśleć swoje działania, narysować je, a potem już tylko działać według tego, co się założyło. No i nie zapominajmy, że ważna jest strona wizualna, więc drukarki w ruch i wklejamy swoje "brzydkie" zdjęcie (wybierzcie fatalne, będzie większa radość).




Bawmy się!

Każdy dzień to wyzwanie! Łatwo nie będzie, bo pojawia się tabelka na wpisanie swojego jadłospisu (to wymaga szczerości i oczywiście pilnowania się na każdym kroku), posiłki powinny być regularne, a wszystko to nie zadziała, jeśli nie wprowadzi się ruchu. Czeka mnie zatem ruszenie tyłka, i chociaż nie mam z tym problemu, ten pojawia się wtedy, gdy chodzi o regularność. O tak, systematyczność u mnie kuleje. Liczę więc na to, ba! postaram się, żeby przestała. 

Książka nie jest zwykłym dziennikiem, w którym zapisujemy, co ćwiczymy i jemy - wtedy nie miałoby to najmniejszego sensu, bo przecież taki zeszyt można założyć sobie samemu, ale tu jest tego nieco więcej. Po pierwsze dostajemy garść wskazówek, które możemy wykorzystać (nawet powinniśmy). Dowiemy się, kiedy pić i co; znajdziemy informacje na temat węglowodanów, treningów czy automasażu. Nie będę Wam teraz tego wszystkiego rozpisywać - takie przyjemności za miesiąc, kiedy już sprawdzę na sobie skuteczność tych działań. 

Już teraz mogę Was zapewnić, że będzie się działo. Chyba takiej pozytywnej motywacji mi potrzeba - bez stresu, na spokojnie, krok za krokiem do celu. Zobaczymy, czy luźne, zabawne i wymagające wizualizacji (+ szczerości, spisywania, mierzenia, ważenia, kolorowania, zakreślania itd.)  podejście jakoś do mnie trafi. 

Za miesiąc powiem Wam o tej książce coś więcej, dokładniej i mam nadzieję, pochwalę się jakimś konkretnym spadkiem wagi / wymiarów albo skokiem pewności siebie :)

Trzymajcie kciuki, no i zapraszam Was do wspólnego działania - w kupie zawsze raźniej.

No to start!

Podejmiecie wyzwanie?