czwartek, 30 czerwca 2016

"Spójrz mi w oczy" L. Scottoline


Nigdy nie wiemy, co czeka na nas w skrzynce pocztowej, prawda? Ulotki przekładamy bez większego zainteresowania, często zgniatamy je bez oglądania i od razu wyrzucamy. I wiecie, tak jest czasem lepiej, bo taki mały skrawek papieru może wywrócić życie do góry nogami.



Słowem wstępu


Spójrz mi w oczy autorstwa Lisy Scottoline to kolejny tytuł polecony mi przez moją E. - ostatnio zaczytujemy się w tych samych książkach, a przynajmniej po części. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, ponieważ czytałam już książkę Cicho sza, a jej lekturę wspominam pozytywnie. Drugie podejście do jej twórczości było jednak bardziej udane, pojawiał się tu dreszczyk emocji, moc uczuć i przede wszystkim chwila refleksji. 


Wybór matki


Taka literatura współczesna do mnie trafia, na co na pewno ma wpływ tematyka - ważna i aktualna. Mamy tu konkretny problem, autentyczne emocje i wartką akcję oraz, co jest dla mnie bardzo istotne, słodycz nie wylewa się z tej powieści przez każdą możliwą szczelinę między kartkami - romans jest, owszem, ale to tylko dodatek, ponieważ w tej książce na podium znalazło się o wiele głębsze uczucie - miłość do dziecka.

Ellen znajduje w swojej skrzynce ulotkę, która zmienia jej dotychczasowe, ustabilizowane życie. Z niepozornej karteczki spogląda na nią jej syn - ten sam słodki maluch, którego adoptowała, który każdego dnia od dwóch lat zerka na nią tym samym hipnotyzującym wzrokiem. Kobieta ma dwa wyjścia: zapomnieć o sprawie, bo może tak byłoby lepiej, a adopcja została przeprowadzona zgodnie z prawem, albo wyjaśnić tę sytuację i dowiedzieć się, czy ten chłopiec z ulotki to naprawdę jej syn, czy może to uderzające podobieństwo, które tak naprawdę nic nie znaczy.

Wiecie, ile jest w stanie zrobić kobieta, która kocha swoje dziecko (i żadnego znaczenia nie ma tu fakt, że nie jest ona jego biologiczną matką)? Otóż, całkiem sporo. Ellen podejmuje prywatne śledztwo, do czego nieustannie popycha ją jej dziennikarska natura. Czasem jednak okazuje się, że warto hamować swoje zapędy, bo można dokopać się do czegoś, co na zawsze powinno zostać w tajemnicy. Oczywiście trudno jest walczyć z wyrzutami sumienia, więc może jednak warto zaryzykować, by poznać prawdę? 

Dobra rzecz

Autorka zaczyna z grubej rury! To lubię. Od razu wciąga nas w sytuację i już na dzień dobry - z pierwszym uchyleniem drzwi - rzuca w nas określonym problemem, wokół którego zbudowana została cała akcja. Takie mocne i konkretne wejście przyciąga uwagę czytelnika już na samym początku, od razu w tym jesteśmy, pozostaje nam zatem towarzyszyć matce, która chce - chociaż okropnie się tego boi - odkryć prawdę. Nie dla siebie, bo sama nie wie, co z nią zrobi, ale dla swojego dziecka, żeby dać mu szansę, żeby nie musiało żyć w kłamstwie.

Spójrz mi w oczy to dobra powieść współczesna. Dostajemy tu emocje, obok których żadna matka nie przejdzie obojętnie. Jesteśmy zmuszeni postawić się w sytuacji kobiety, która kocha syna tak mocno, że jest w stanie poświęcić wszystko, byle tylko nie zrobić mu krzywdy. To piękne i głębokie uczucie, jednak bolesne i powalające, odbierające zdolność logicznego myślenia. 

Ellen jest taką bohaterką, za którą trzymamy kciuki. Czasem chciałoby się krzyknąć: "Nie rób tego!", chciałby się nią potrząsnąć, przytulić i zapewnić, że jakoś się wszystko ułoży. Ta kobieta potrafi zdobyć naszą sympatię, chociaż - bądźmy szczerzy - nie jest czysta jak łza. W tej opowieści żaden bohater nie jest czarny albo biały - każdy ma swoje za uszami, chociaż wiadomo, że niektórzy mają więcej.

Polecam Wam tę historię z kilku powodów:
1. Nie jest nudna - akcja toczy się szybko i bezustannie, bez większego zbaczania z tematu, prowadzi nas ku rozwiązaniu. Samo zakończenie nie jest może wielce zaskakujące, może nadałoby się tu inne rozwiązanie, ale w żadnym wypadku nie rozczarowuje. 
2. Emocje są prawdziwe - daleko tej książce do sztuczności, możemy współodczuwać, zastanawiając się przy tym nad sobą. Z pewnością zadacie sobie wiele pytań, bo czy macie pewność, jak byście postąpili? 
3. Napięcie - wyobraźcie je sobie jak górę, pod którą wchodzicie, a z każdym kolejnym krokiem ścieżka staje się coraz węższa, na Waszej drodze jest coraz więcej kamieni. Napięcie budowane jest stopniowo - powieść przyszpila nas na dłużej.
4. Poprowadzą Was prawdziwi, tacy ludzcy, autentyczni bohaterowie. Oni mogliby mieszkać wśród nas, a wielu z nas na pewno znajdzie w nich trochę z siebie.

Spójrz mi w oczy na pewno nie jest majstersztykiem, ale to bardzo dobry wycinek mogącej zaistnieć rzeczywistości. Wzrusza, lekko przeraża i zmusza do refleksji. Takie obyczajówki czytam z przyjemnością, bo mają tempo, są o czymś i nie ociekają lukrem.


Znacie? Przeczytacie?


Wyzwanie: Czytam, ile chcę