niedziela, 19 czerwca 2016

"Wszystko pamiętam, tatusiu" K. Matthews

Autobiograficzna powieść o kobiecie, która po latach odkrywa swoją tragiczną, wypartą z umysłu przeszłość. Katie musi stawić czoła wstrząsającym, dramatycznym wspomnieniom ze swojego dzieciństwa, aby odnaleźć się w dorosłym życiu. 




Słowem wstępu

Powieści oparte na faktach - te wyjątkowo osobiste, autobiograficzne - które stanowią dla autora rozliczenie z przeszłością, a często też są jedyną nadzieją na ujrzenie jakiejkolwiek przyszłości, dostarczają mi zwykle wyjątkowych trudności przy ocenie. Zawsze po takiej lekturze, zawsze trudnej i pełnej negatywnych emocji, zastanawiam się, jak można ocenić czyjeś doświadczenia, które aż mrożą krew w żyłach, spisane - jakby nie było - w celach zarobkowych. Nie wiem, ile w nich prawdy, bo to wie jedynie autor, ale ja zawsze po cichu liczę na to, że to jedna wielka fikcja literacka i chory wymysł twórcy. Trudno ocenić taką książkę, trudniej przykleić autorowi jakąś łatkę. Wiele rzeczy, które płyną właśnie z takich powieści, nie mieści nam w głowie. Takie historie czyta się z obawą przed oceną, przed zaszufladkowaniem, bo każda istota jest odrębną, indywidualną całością i każda reaguje, odczuwa i przyjmuje pewne zdarzenia w odmienny sposób. I chociaż my wmawiamy sobie, że postąpilibyśmy inaczej, nie wiemy tego na pewno...





Potwór w ludzkiej skórze


Do czego stworzeni są tatusie, wszyscy wiemy. To takie mistyczne stworzenia, które wchodzą w ludzką skórę, żeby bronić swych największych skarbów - dzieci. To także takie wielkie góry, które odeprą każdy zły sen, osłonią przed wiatrem i deszczem, rozetrą na proch wielkie problemy w swoich ogromnych, szorstkich dłoniach. Tatusiowie robią samoloty, podrzuty i udają księżniczki. Czytają niskimi głosami książeczki, otulają kołderką, a czasem nawet nucą kołysanki. Tatusiowe są stworzeni po to, żeby chronić, być, kochać. Takich tatusiów chcemy, takich mężczyzn wybieramy na ojców naszych dzieci, takich chwalimy, przy nich właśnie rozumiemy, czym naprawdę jest macierzyństwo oraz jak wielką moc ma rodzina. Tacy powinni być tatusiowie...



Jako mała dziewczynka uważałam, że wszyscy ojcowie robią ze swoimi córkami to, co mój ojciec robił ze mną. 
Dziecko nie analizuje życia, bierze je takim, jakie jest.


W książce Katie Matthew nie ma takiego tatusia, a jeśli głębiej się nad tym zastanowić, dochodzi się do wniosku, że lepiej żaden niż ten przedstawiony. Jakim trzeba być potworem, żeby krzywdzić własne dziecko? Psychicznie - każdego dnia, na każdym roku i fizycznie - każdej nocy? Co trzeba mieć w głowie, żeby dopuszczać się molestowania seksualnego na nieletniej, na swojej córce? Ile trzeba mieć w sobie zła, żeby sprezentować jej nagie, wątłe ciało swoim zapijaczonym i zaćpanym kolegom? I jak bardzo trzeba być obłudnym, żeby przez wszystkie te lata nie wzbudzać żadnych podejrzeń?

Ważny problem

Wydaje mi się, że mimo tego całego zła, okrucieństwa i paskudztwa, które aż wyją z kart tej powieści, takie dzieła są potrzebne. Może otworzą komuś oczy - jakiejś matce, która święcie przekonana zawsze stwierdzi, że "ona nie miała pojęcia". Może ta autobiograficzna powieść pomoże jakiejś skrzywdzonej duszyczce odnaleźć się w tym wszystkim, może to właśnie dzięki takim treściom komuś na świecie będzie lepiej.

Z tym zamiarem, jak twierdzi autorka, powstała ta książka. Katie Matthews sama pozbierała się co nieco po przeczytaniu podobnych wyznań innego skrzywdzonego dziecka zaklętego w ciele, w umyśle dorosłej już kobiety. 

To trudna książka, mocna (chociaż czytałam inne, które były jeszcze bardziej "dosadne") i pozostawiająca w serduchu takie niedowierzanie i silny sprzeciw wobec każdego kolejnego zdarzenia. Po lekturze zostaje w środku niemoc i smutek. Po głowie uparcie kołacze się pytanie: "Gdzie jest ten tytułowy tatuś?". 

Na koniec dodam, że sam tytuł jest wymowny. We mnie budzi niesamowicie sprzeczne i silne emocje - bunt przeciw używaniu tak pięknego słowa w tak paskudnym kontekście, chociaż to zrozumiałe. Wiecie dlaczego zwyrodnialec został nazwany tak pieszczotliwie? Dzieci kochają swoich tatusiów bezwarunkowo, jacy by oni nie byli... 




Wyzwanie: Czytam, ile chcę