niedziela, 31 lipca 2016

Trudna miłość i wołanie zza grobu: "Kochając pana Danielsa"


(...) najlepsze rzeczy wcale nie przychodzą lekko. Zdobywanie ich jest trudne, bolesne, gorzkie.
I sprawia, że osiągnięcie celu ma o wiele słodszy smak.


Kochając pana Danielsa - książka autorstwa Brittainy C. Cherry - "chodziła za mną" już od jakiegoś czasu. Przygodę z tą pisarką zaczęłam od Art & Soul - historii, która rozłożyła moje serducho na milion malutkich kawałeczków - to było naprawdę coś. Właśnie przy okazji wymiary zdań na temat historii Arii, dowiedziałam się o panu Danielsie - został mi polecony, a koleżanki obiecywały świetną lekturę. Padły nawet słowa, że historia uczennicy i nauczyciela jest może podobać się bardziej. Większej zachęty nie potrzebowałam.

Wołanie zza grobu


Białaczka nie oszczędza nikogo - odbiera dzieci rodzicom, narzeczone ukochanym i rodzeństwo, na przykład pozbawiając siostry bliźniaczki. Nasza bohaterka - Ashlyn - nie może pogodzić odejściem Gabby. Opłakuje tę stratę, odczuwając ją dotkliwie. Dziewczyna nie potrafi się pozbierać po takim ciosie, ale nie tylko ona - cierpi jej matka, która zaczyna pić oraz ojciec, który wiele lat wcześniej zerwał z nimi kontakt.

Gabby nie pozwala jednak o sobie tak łatwo zapomnieć i nawet po śmierci jest obecna w życiu siostry, a może wtedy znacznie intensywniej? Dziewczyna zostawia bliźniaczce niepozorną skrzyneczkę, a w niej kilka dobrych rad na przyszłość - listę rzeczy, które Ashlyn powinna wykonać przed śmiercią, no i nagrody przyznawane za kolejne zadania - listy. Odtąd życie bliźniaczki nabierze barw, a każde zadanie - niełatwe i często absurdalne - będzie wyznaczać jej drogę. Dziewczyna otworzy się nieco na nowości, kierowana miłością do siostry spróbuje podjąć rzuconą jej rękawicę. Niestety, życie nie pisze scenariusza według listy punktów, nie uznaje też wołania zza grobu - los potrafi splatać figle...


Trudna miłość


Warto zaznaczyć, tak na początku, że motyw uczennicy romansującej z nauczycielem nie jest ani nowy, ani rzadki. Powstało bardzo wiele książek, które poruszają tę tematykę - wybór jest ogromy, na bogato. Nie zmienia to jednak faktu, że taka zakazana miłość zawsze nas pociąga. Kusi nas to, co wydaje się niemoralne, co jest zagrożeniem, co jednak mimo wszystko nie daje się zwalczyć - rozum swoje, a serce swoje. 

Kochając pana Danielsa to przede wszystkim opowieść o nieszczęśliwej miłości - pięknej, subtelnej i zmysłowej - ale zakazanej i niewygodnej. Ona kocha jego, on kocha ją, ale warunki są mocno niesprzyjające. To historia o dwóch bratnich duszach, które nie potrafią bez siebie istnieć, ale nie mogą istnieć razem. 

Ona - niepewna swoich wdzięków zagorzała, zamknięta w sobie miłośniczka książek, która raczej stroni od ludzi. Skądś to znamy, prawda?

On - i tu też żadnego zaskoczenia nie będzie - jest nieziemsko przystojny, niesamowicie czuły i opiekuńczy, ma przepiękne oczy, wspaniały głos. Do tego mówi wierszem i śpiewa... na dokładkę. 

Sami widzicie... Już to, że oboje mają za sobą ciężkie doświadczenia, a ich rany są jeszcze świeże, przyciąga ich, obezwładnia - Ashlyn i Daniel są na siebie po prostu odgórnie skazani, od razu.

Kocham cię powoli. Kocham cię głęboko. Kocham cię szeptem. Kocham cię zapamiętale. Kocham cię bezwarunkowo. Kocham cię czule i ostro, wolno i szybko. Poza czasem i na zawsze. Kocham cię, ponieważ po to się urodziłem.

Poza romansem, jak to w New Adult bywa, czytelnik dostaje jednak coś więcej: potwierdzenie, że miłość nigdy nie jest łatwa. Poznamy matkę, która nie potrafi już patrzeć na córkę, dziewczynę - skrzywdzoną przez ojca, która nie potrafi mu wybaczyć, rodzeństwo walczące na co dzień z bardzo konserwatywnymi przekonaniami swojej matki, ale też miłość braterską nieustannie poddawaną próbom i miłość homoseksualną, która już chyba z zasady nie może być szczęśliwa. 

Nastawcie się na historię pełną różnych oblicz miłości. Opowieść smutną, bolesną, ale też pełną pozytywnych zrywów serca. 


Słodko-gorzka historia


Po lekturze Art & Soul liczyłam na kolejny, zgrabnie wymierzony przez Cherry, emocjonalny wycisk. Czekałam, drążyłam, łuskałam i niestety obyło się bez łez. Nie uroniłam ani jednej, chociaż powodów mogłabym znaleźć kilka. Pozostałam jednak niewzruszona i niemal bez zająknięcia przeleciałam przez tę historię. Dowiedziałam się przy tym, że u pana Danielsa nie miałabym raczej szans, bo niestety nie potrafię na każde wyznanie, odpowiedzieć, cytując Szekspira - przygotujecie się na wielkie zachwyty i sporo fragmentów zgrabnie wplecionych w miłosne igraszki i ciche westchnienia... Bardzo dużo lepkiego i mdlącego lukru, który jednak daje się przełknąć, szczególnie jeśli serwowane nam danie ma raczej gorzki smak...

Historię pochłania się błyskawicznie - to jedna z tych opowieści, które zaczynają się mocnym akcentem, co niemal od razu zmusza nas do poznania losów naszych bohaterów. Nie wiemy, o chodzi, nie wiemy, czemu taki wstęp służy i nawet, zgłębiając historię, zapominamy o tym początkowym incydencie, by potem do niego powrócić.

Kochając pana Danielsa to dobra opowieść, z (niestety) przewidywalnym zakończeniem, co jednak cieszy - środek jest bardzo przyzwoity, chociaż mocno oderwany od rzeczywistości. Może właśnie dlatego nie potrafiłam w pełni wczuć się w te wszystkie emocje? Część wydała mi się bowiem sztuczna, ale przy tym - co trzeba zaznaczyć - dopracowana. 

Jeśli szukacie romansu z problemem w tle, przy czym pociąga Was nieco zakazana miłość i Szekspir, a przy okazji lubicie badać problemy sercowe i rodzinne, to z pewnością ta książka dostarczy Wam porządnej dawki emocji ze słodko-gorzkim posmakiem. To dobra historia, jednak nie uznałabym ją za wyjątkową...