środa, 27 lipca 2016

Czas wyrównać rachunki: "Rachunek"


Książka reklamowana jako "Błyskotliwa, podszyta absurdalnym humorem powieść w kafkowskim stylu" zdecydowanie trafiła w mój czytelniczy gust. 



Rachunek autorstwa Jonasa Karlssona nie przykuł początkowo mojej uwagi, na co chyba miała wpływ niewielka objętość tej książki. Zawsze obawiam się takich niewielkich historii, ponieważ wydaje mi się, że prawdziwą sztuką jest zawarcie czegoś konkretnego - jakiejś ważnej myśli czy przesłania - w tak krótkiej formie. Niestety często odczuwam wtedy czytelniczy, intelektualny i taki zwykły ludzi niedosyt, ale - co jest z nim związane - również rozczarowanie. Jak to się ma do Rachunku? Nijak, bo było dobrze! Ufff...





Życie kosztuje


Jakiś czas temu w mediach promowana była akcja mająca nakłonić konsumentów do zbierania rachunków - paragonów, które wystawiane są za usługi, spożywkę czy artykuły gospodarstwa domowego - ogólnie za wszystko to, co trafia w łapki przeciętnego Kowalskiego. Przyjemnie jest otrzymać nagrodę za to tylko, że weźmie się rachunek, prawda? 

Jak myślicie, na można wycenić Wasze życie? Na koszta składa się suma wzlotów i upadków, konkretnych sytuacji, przeżyć, otoczenia, w którym przyszło Wam dorastać, a potem praca, relacje, doznania, z którymi obcujecie na co dzień. Jak wysoką cenę bylibyście skłonni zapłacić, żeby mieć ciągły dostęp do powietrza, słońca, dźwięków i snów?

Nasz bohater otrzymuje podejrzany rachunek, który opiewa na niebagatelną sumą - ponad pięć milionów koron. Termin spłaty - niezwłocznie; groźba odsetek - dotkliwa; konsekwencje będące następstwem zwłoki lub próbą uchylenia się od zapłaty - odebranie dostępu do... wszystkiego.

Oczywiście bohater początkowo ignoruje otrzymany rachunek, twierdząc, że to pomyłka, podejrzewając nawet głupi żart. Wszystko nabiera jednak pewnego znaczenia, kiedy okazuje się, że nie tylko jego życie zostało wycenione.

Wspominałam na początku, że książka wpisuje się w kafkowski styl, co ma potwierdzenie w treści. Bohater czuje się pominięty - wszyscy wiedzą i zdają się mieć świadomość tego, co się dzieje i po co. Wszyscy, ale ten ten blisko czterdziestoletni mężczyzna. Błądzi więc z uporem, niczym Józef K., po biurokratycznym labiryncie absurdu. Coś mu grozi, ktoś go obserwuje, coś zostało pominięte - była jakaś wina, więc zostanie wymierzona jakaś kara. Zapytacie, o co w tym wszystkim chodzi? Odeślę Was do lektury.

Chwila refleksji


Ta krótka, bo niespełna 200-stronicowa powieść, zmusza czytelnika do refleksji. Opowieść jest taką współczesną wersją Procesu Kafki - równie absurdalna, mocno niepokojąca, a zarazem - można się pokusić o stwierdzenie - w jakiejś mierze prawdopodobna.

Z pewnością po tej lekturze przemyślicie sobie pewne wątki obecne w Waszym życiu od dawna, a może będące tylko krótkimi epizodami, może też się zdarzyć, że sięgniecie nieco głębiej i dotkniecie istoty swego istnienia. Ta powieść nie pozostawi Was obojętnymi na wspomnienia - któż bowiem nie przeżył miłosnego zawodu? Zwróci uwagę na tu i teraz, pozwoli docenić to, co mamy, ale przy tym da nam impuls do zastanowienia się nad tym, co przed nami lub hipotetycznie przed nami. 

Uważacie się za nieszczęśliwych? A może po prostu nie zastanawialiście się jeszcze nad tym, czym tak naprawdę jest szczęście?

Jeszcze słów kilka o akcji. Jeśli zastawiacie się na pędzący pociąg, to niestety tu tego pędu brakuje. Akcja toczy się powoli, bez większych ekscytacji. Moc tej historii oparta jest na absurdzie, reszta schodzi na dalszy plan...

Polecam - do pogdybania, do przemyślenia, na jedno popołudnie.