wtorek, 19 lipca 2016

Masz wiadomość: "Posłaniec"


Żyjemy z dnia dzień, często nie zastanawiając się nad tym, co dzieje się wokół nas albo, co gorsza, nie myśląc o tym, jakie jest nasze własne życie. Z nadzieją i pewną obawą wyczekujemy jakiegoś znaku - liczymy, że ktoś podpowie  nam, jak żyć.



Posłaniec autorstwa Markusa Zusaka trafił do mnie przypadkiem - książkę kupiłam w pakiecie z rewelacyjną Złodziejką książek >klik<, którą chciałam mieć na swoim regale. Jak tu nie skorzystać z okazji? Złodziejkę czytałam już wcześniej, o Posłańcu wcześniej nie słyszałam. Nastawiona na dramatyczną historię i emocjonalny wycisk zasiadłam do lektury. Cóż mogę powiedzieć po przeczytaniu tej powieści? Z pewnością do Złodziejki książek się nie umywa, jednak to dobra historia, z której można "wyciągnąć" coś dla siebie. Mała uwaga: jeśli macie Złodziejkę w pakiecie z Posłańcem, zacznijcie od tej drugiej książki.


Wiadomość

Ed jest dziewiętnastoletnim taksówkarzem, który pewnego dnia, po znaczącym incydencie w banku, dostaje kartę - asa. Wtedy zaczyna się gra, chociaż nie wiadomo, kto ją rozpoczął. Odtąd chłopak podąża tajemniczą drogą, a do celu prowadzą go wskazówki, które znajduje na karcie. 



Ed przyjmuje bez protestu, ze zrozumieniem, rolę wyznaczoną mu przez tajemniczą osobę, która to właśnie jego wytypowała do przekazywania wiadomości - ma odtąd nieść pomoc, nadzieję i przywracać ludziom wiarę w sens życia. Zadania nigdy nie są proste (chociaż niektóre bywają przyjemniejsze od innych), a ich realizacja wymaga od młodego człowieka odwagi, empatii i zdecydowania, ale przede wszystkim pewnego wyczucia sytuacji, ponieważ musi zdecydować o sposobie rozwiązania problemu.

Czy patrząc na ludzi, obserwując ich, jesteście w stanie odgadnąć, co ich trapi? Czy spoglądając komuś w oczy, potraficie z przekonaniem powiedzieć, czego mu potrzeba? A kiedy już wiecie, bo może się okazać, że wiecie, czy zrobilibyście coś, żeby mu pomóc? Ile?

To powieść, w której dobro wymieszane jest ze złem, a każda podjęta przez bohatera decyzja może być tragiczna w skutkach, bo - powiedzmy sobie szczerze - jakim prawem wtrącamy się w życie innych, kto daje nam pozwolenie na szperaniu w ich prywatności i podsuwaniu im gotowych rozwiązań? Czy podejmując jakąkolwiek decyzję, wspierając radą, pomagając, mamy pewność, że nie zaszkodzimy?

Gra w otwarte karty



Książkę czyta się jednym tchem, na co z pewnością ma wpływ prosty, często wręcz banalny język powieści. Dialogi czasem wydają się absurdalne, nieco dziecinne, co jednak nadaje czytaniu pewne tempo - dość szybkie, ponieważ nad wieloma sprawami nie trzeba się w trakcie tej lektury zastanawiać. 

Posłaniec to powieść pełna tajemnic, akcji i refleksji. Te ostatnie atakują nas znienacka - wyskakują nagle, wyłaniając się ni stąd, ni zowąd z dość lekkiej i przyjemnej opowieści. Akcja pędzi - nie da się ukryć - chociaż każde zadanie przeplatane jest dość monotonnymi działaniami bohatera - samo życie: jeździ taksówką, wieczorami spotyka się z przyjaciółmi, jest po uszy zakochany, więc część jego myśli zajmuje dziewczyna, która wyraźnie dała mu do zrozumienia, że jest doskonałym przyjacielem. To taki zwyczajny facet, który bierze udział w grze wymagającej od niego wyjścia poza swoją strefę komfortu - musi działać i zawsze robić rzeczy, o które nigdy wcześniej się nie podejrzewał. 

Tajemnica goni tajemnicę. Tu nic nie jest jasne. Niejasne jest pochodzenie asa, którego chłopak znajduje w swojej skrzynce na listy; enigmatyczne są zadania, które ograniczają się jedynie do kilu słów (adresów czy nazwisk) i przede wszystkim niewyjaśnione jest, już dla czytelnika, to poczucie obowiązku, które nagle zakiełkowało w młodym mężczyźnie - on wie, że musi działać, że został wybrańcem, że coś powinien zrobić i, co chyba najmniej logiczne, wie, jak wyjść z każdej sytuacji (a może to ja taka mało domyślna jestem) :) Rzadko błądzi i przeważnie podejmuje trafne decyzje, ale skąd tyle świadomości w tym bohaterze, to ja już nie wiem...

Bohaterowie nie zrobili na mnie większego wrażenia - nie byli mi bliscy, nie śledziłam ich losów z wypiekami na twarzy, ALE! moje serce zdobył pies. Tak, pies! To wielka, niemiłosiernie śmierdząca i dość stara kupa kłaków, która żywi się kawą (nałogowiec!), wciąga ze smakiem paszteciki i zagryza je świeżą lasagne. Ed toczy z Odźwiernym wyimaginowane rozmowy - pełne zrozumienia, miłości i oddania słowa, które mogły paść z pyska psa. Wspaniały kundel! 

Posłańca polecam przede wszystkim młodzieży oraz osobom, które znajdują się gdzieś na granicy działania i marazmu, oraz wielbicielom wszelkich tajemnic. To dobra książka, którą warto przeczytać. Jeśli potrzebujcie wiadomości, kopniaka do działania albo siedzi w Was chęć zbawienia świata (lub jego małego skrawka), to z pewnością odnajdziecie w tej powieści coś dla siebie. No i nie zapominajcie o psie! Cudowny, mówię Wam, cudowny :)

 Wyzwanie: Czytam, ile chcę