sobota, 23 lipca 2016

Muzyka łagodzi obyczaje?: "Igrając z ogniem"

Mówi się, że "muzyka łagodzi obyczaje", ale jak temu wierzyć, kiedy każdy dźwięk - pełen mroku, niepokoju i głębi - wprawia serce w drżenie, budząc strach?





Do tej pory Tess Gerritsen była mi znana jedynie z cyklu o Rizzoli i Isles (serdecznie polecam). To w sumie pierwsza jej książka - na mojej czytelniczej liście - która nie dotyczy przygód tego żeńskiego duetu. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po Igrając z ogniem, bo po Tess można się spodziewać wszystkiego. Z pewnością nie jest to typowy thriller, nie jest to kryminał, bliżej temu do sensacji, nie określiłabym tej książki mianem romansu, a do literatury faktu bardzo daleka droga. Czym więc jest Igrając z ogniem? Mozaiką!

Dwie historie. Jedna melodia.

Powieść Igrając z ogniem toczy się dwutorowo. Z jednej strony poznajemy Amerykankę - zdolną skrzypaczkę, która wchodzi w posiadanie tajemniczego zapisu nutowego - wyświechtanej, kruszejącej w palcach kartka. Z drugiej strony Tess przedstawia nam młodego Żyda - niezwykle utalentowanego, któremu przyszło żyć i kochać w niespokojnych czasach, kiedy to Hitler grał w Europie pierwsze skrzypce. 

Obie historie - pozornie bez powiązania - łączy muzyka, jedna melodia. Odkąd Julia wykonała w domowym zaciszu niezwykły walc Incendio, jej życie wywraca się do góry nogami - z jej trzyletnią córeczką zaczyna się dziać coś dziwnego, bo przecież dzieci z rączkami umazanymi krwią to dość niecodzienne zjawisko... Kobieta podejrzewa, że zmiana w zachowaniu jej córeczki ma jakiś związek z mrocznym walcem. Odtąd, niemalże obsesyjnie, stara się odkryć tajemnicę pochodzenia walca - przekonana o jego zgubnym wpływie... Podąża zatem śladami w przeszłość, przy czym jej przyszłość staje się coraz bardziej niepewna.

Często mówi się, że niektóre tajemnice nie powinny zostać odkryte, ale czy  można tak po prostu, bez walki, przyjąć rzeczy takimi, jakimi się wydają? Czy nie jest tak, że matka zrobi wszystko, żeby odzyskać swoje dziecko, dociec prawdy, a ta - jak to z prawdą bywa - może się okazać o wiele bardziej skomplikowana i nie mniej zaskakująca niż domysły?

Tess inna a jednak bliska

Tess zawsze zaskakuje rozkładem tematu na części pierwsze. Każda jej powieść to swoista minisekcja. I tym razem Gerritsen wprowadziła nas w nieznane, z lekkością. Autorka odkrywa przed nami świat dźwięków, ale nie nachalnie, lecz z wyczuciem. 

Wspominałam o dwóch historiach, warto więc zatrzymać się przy nich na dłużej. Co zaskakuje? Przede wszystkim zderzenie dwóch światów. Kiedy rzecz dzieje się we współczesnej Ameryce i we Włoszech, odczuwamy niepokój - matczyną niepewność, podszytą strachem, pełną psychiatrycznych dociekań i obawy o dobro dziecka, ale też niewytłumaczalnej ulgi. Kiedy jednak podążamy śladami przeszłości, przenosząc się w czasy wojny, zupełnie zapominamy o problemach skrzypaczki, bo to historia młodego Żyda - jego miłość, strach, konieczność wyboru między życiem w spokoju a byciem z rodziną - zajmuje nasze myśli. 

Obraz wojny został niestety nieco zaniedbany - nie myślcie, że tym scenom brakuje dramatyzmu, bo tak nie jest - po prostu odniosłam wrażenie, że autorka oszczędza nam wszystkich szczegółów, pozostawiając je naszych domysłom. No, może nie wszystkich - słyszymy krzyk, czujemy niepokój, wchodzimy w beznadziejną sytuację przeciętnej żydowskiej rodziny. Wydaje mi się, że nawet czytelnik, który "nie przepada" za literaturą obozową/wojenną, może podejść do tej historii ze spokojem - może stąd ta niewielka dawka szczegółów? Mimo wszystko to nie muzyka jest spoiwem - ona łączy kochanków, robi przewrót w życiu skrzypaczki, może uratować życie, tylko jakim kosztem?

Igrając z ogniem to dobra książka, którą czyta się płynnie i z zaskoczeniem. Dostajemy tu dwie różne historie - każda z nich mogłaby istnieć oddzielnie, a jednak to właśnie ich połączenie nadaje wartość całej opowieści. Na koniec dodam jedynie, że zakończenie tej historii potrafi wprawić w zakłopotanie - tego się nie spodziewamy - ja dałam się podejść.

Mimo tych wszystkich zalet, nie mogę stwierdzić, że to "prawdziwy majstersztyk" - a z takim stwierdzeniem odnoszącym się do tej historii spotkałam się wielokrotnie. Postacie mogłoby być bardziej wyraziste, akcja mogłaby pędzić szybciej, a i sytuacje, w których znalazła się Julia czasem wydają się naciągane. Ale! To dobra książka, po którą warto sięgnąć. Drobne uchybiania można przemilczeć :)

Igrając z ogniem to mozaika doznań, dźwięków i emocji, a za możliwość ich poznania dziękuję Mozaice Literackiej, u której wygrałam to cacko w konkursie :) 



Książka z autografem trafia do mojej (powolutku rosnącej) kolekcji. Mrrr!


Czas poświęcony na odkrycie tajemnicy tego mrocznego walca na pewno nie będzie straconym :)

Zainteresowani tym tytułem?