środa, 13 lipca 2016

Na pewno umrzecie, ale jak żyć?: "Złodziejka książek"


Można być człowiekiem wśród potworów i kochać, kiedy wszyscy nienawidzą. Można odnaleźć nadzieję w bezsensie i odkryć coś pięknego, kiedy wokół widać tylko brzydotę.



Słowem wstępu

Mogłabym nie tracić czasu i sięgnąć po jakąś nieznaną mi dotąd opowieść. Mogłabym wyruszyć śmiało w odległe krainy, by przeżyć nową przygodę. Mogłabym, owszem, ale postanowiłam wrócić do znajomej historii; chciałam przeżyć to jeszcze raz. 

Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta - są takie książki, o których nie sposób zapomnieć, które można czytać wielokrotnie i za każdym razem czuć. Czuć prawdziwie, głęboko i niezaprzeczalnie. Mogłabym poprzestać na tym wstępie, bo zapewne domyślacie się, że słowom uznania nie będzie końca... Chcę jednak opowiedzieć Wam tę niezwykłą historię, muszę to zrobić.


To nie jest skomplikowana historia. Składa się z:
dziewczynki
pewnej liczy słów
akordeonisty
niemieckich fanatyków
żydowskiego boksera
licznych kradzieży. 


Być człowiekiem


Na co dzień nie zastanawiamy się nad znaczeniem człowieczeństwa - mówimy o nim, co prawda, przy okazji kolejnej afery, która wypływa gdzieś w wiadomościach - krytykujemy, oburzamy się, złorzeczymy. Twierdzimy, że "My nigdy!", "To przecież nieludzkie", "Tak się nie robi". Dzisiaj łatwo jest oceniać i krytykować, bo żyjemy wygodnie w swoich małych światkach, bo czujemy się bezpiecznie, a takie sprawy przeważnie nas nie dotyczą. Dotykają, owszem, ale nie są częścią naszego życia.

A gdyby tak bestialstwo było na porządku dziennym? Oczywiście można zasłużyć na uznanie potworów, które otaczają nas z każdej strony i zasilić ich szeregi - w końcu wszyscy tak robią! To jedyne słuszne, według hitlerowskich ustaleń, wyjście - "jesteś z nami albo przeciwko nam"... Gdybyśmy na każdym kroku byli świadkami szykanowania i upodlania człowieka, czy reagowalibyśmy na jego krzywdę? A może bezpieczniej byłoby schować się we własnym domu, odciąć od wszystkiego i po prostu żyć? Może lepiej się nie wychylać, żeby nie podpaść? Ale, czy kiedy stoimy z boku i tylko patrzymy, nie jesteśmy przypadkiem tak samo winni, jak winni są oprawcy? 

Dziś reagujemy, a jeśli brakuje nam odwagi, odwracamy głowę i udajemy, że problemu nie ma. Wyobraźcie sobie jednak, że trwa wojna, a każdy przejaw dobroci traktowany jest jako zbrodnia przeciw ludzkości - tej nadludzkiej, najwspanialszej. Czy łatwo być człowiekiem, kiedy wszyscy wokół zakładają, że masz we wnętrzu potwora? 

Złodziejka książek to opowieść o człowieczeństwie, które wcale nie jest tak oczywiste - w czasach wojny tak trudno być człowiekiem, bo przecież każde przyjazne skinienie w stronę Żyda to zbrodnia. Skinienie! A wyobraźcie sobie, że niektórzy zrobili znacznie więcej.

Po prostu kochać

Miłość potrafi zdziałać cuda - wiem, że brzmi to jak kiepski banał, ale czy nie ma w tym stwierdzeniu chociaż malutkiego ziarnka prawdy?

Miłość to nieodparta potrzeba chronienia tych, których się kocha; to niesienie pomocy tym, którzy coś dla nas znaczą, bo są naszymi przyjaciółmi, bo są przyjaciółmi naszych przyjaciół, bo są ludźmi. Miłość do ludzi jest trudna, a obdarzenie czułością Żyda jest niebezpieczne, bo dając mu cokolwiek, można stracić wszystko. Ale czy nie taka jest właśnie miłość? Dajemy, chociaż wiemy, że nie dostaniemy niczego w zamian. Narażamy się dla miłości, chociaż jesteśmy świadomi tego, że nasze serce może rozpaść się na milion malutkich, boleśnie wpijających się w pierś kawałeczków? Miłość jest cudowna, chociaż niełatwa. W czasie wojny miłość jest sensem, chociaż kruchym i niepewnym, bo przecież śmierć nie wybiera...


Nadzieja w bezsensie i piękno pośród brzydoty

Wszystko wokół wydaje się bezsensowne, bo jak inaczej można określić wojnę, która rozdziela kochanków, rozbija rodziny, odbiera ludziom prawo do bycia człowiekiem? 


Czy we wszechobecnym bezsensie możne kiełkować ziarenko nadziei na lepsze jutro? Może, owszem, bo szczęście leży wśród błota, słońce błyszczy w piwnicy, świat zaklęty jest w słowach. Radość kryje się w ciepłym uścisku, uśmiech w tajemniczej bibliotece, a motywacja i chęć życia w Podręczniku grabarza. Czasem szczęście jest tam, gdzie się go nie spodziewamy, czasem trzeba poszukać głębiej...

I tak wszyscy umrzemy

Narratorem opowieści o złodziejce jest sam Śmierć - postać tragiczna, która śmieje się przez zły, wiecznie zabiegany wysłannik niebios, któremu nie dane jest odpocząć; zawsze na posterunku - gotowy do zebrania dusz. Przyznaję, że zakochałam się w tej narracji... Kiedy patrzymy na świat ludzkich tragedii oczyma Śmierci, opowieść staje się mniej bolesna, chociaż nie obejdzie się bez uronienia choćby symbolicznej łzy nad ludzkim losem. Śmierć prowadzi nas przez życie złodziejki książek, która stała mu się szczególnie bliska; wiadomo - Śmierć nie powinien faworyzować żadnego ze śmiertelników, więc ogranicza się on do obserwacji, pozwalając sobie przy tym na chwilę zadumy i smutku nad losem dziecka.

Jakkolwiek będzie nasze życie i tak wszystkich nas czeka taki sam los - przyjdzie po nas Śmierć, by na swoje barki wziąć naszą duszę i ukoić nasz lęk. To, czy wyjdziemy Śmierci naprzeciw z lekkością ducha, zależy tylko i wyłącznie od nas... Czy potrafimy znaleźć w sobie odrobinę człowieczeństwa, kiedy wszyscy wokół starają się je stłamsić? Czy kochamy tak, jak powinno się kochać - miłością czystą, chociaż trudną; uczuciem silnym, chociaż skazanym na kruchość? Czy dostrzegamy każdy promień słońca pośród czarnych chmur i czerpiemy z życia pełnymi garściami? Czy widzimy tylko zło i dajemy się mu porwać, a może w tym całym bezsensie, na który często powołujemy się w rozmowach, i w tej wszechobecnej w naszym życiu brzydocie, potrafimy znaleźć piękno i dzielić się ze światem? Jak myślicie, jak lekka będzie Wasza dusza, kiedy przyjdzie Wam spotkać się oko w oko ze Śmiercią? 

Na te i inne pytania warto poszukać odpowiedzi w Złodziejce książek. To historia prosta, ale wymowna; smutna, ale niezwykle budująca; wstrząsająca, z racji samego tła wydarzeń, ale będąca świadectwem tego, że można żyć inaczej.

Mogłabym napisać jeszcze wiele na temat tej książki, wspominając o wielu wzruszających wątkach, o sytuacjach - tych pełnych smutku, ale też ociekających radością i beztroską. Mogłabym również wspomnieć o świetnie wykreowanych bohaterach, o łatwości, z jaką czyta się tę niełatwą historię. Mogłabym i może powinnam, ale wydaje mi się, że najlepiej będzie, jeśli przemilczę, bo czasami to milczenie jest bardziej wymowne i po prostu potrzebne.

Czytaliście? Jeśli się "nie złożyło", to serdecznie polecam.

Wyzwanie: Czytam, ile chcę