środa, 27 lipca 2016

Człowieczeństwo w obliczu katastrofy: "Lodowe piekło"

Człowiek zdany na łaskę natury musi wykazać się nie lada wolą przetrwania, ale i sporą dawką szczęścia. Jak przeżyć w otulonym lodem piekle? 




Do zakupu Lodowego piekła autorstwa Mitchella Zuckoffa nikt mnie nie namawiał, pomyślałam sobie jednak, że z tej książki skorzystam nie tylko ja, ale i mój tata, który dobrze się w takich historiach. Padło więc na czynnik ekonomiczny. Poza tym samo słowo "katastrofa" przyciąga mnie jak magnes, a i literatura faktu brzmi niezwykle kusząco. Nie mogło być inaczej, musiałam!





Lodowa trumna

O tej historii nie powiem Wam wiele, bo lepiej będzie, jeśli sami podniesiecie wieko tej lodowej trumny i ujrzycie trupa, który szczęka zębami otulony w śnieżny płaszcz, owiany mroźnym oddechem Grenlandii.

Opowieść oparta jest na faktach, chociaż czytelnikowi podana została w przystępnej formie - fabularnie. Prowadzona jest dwutorowo.

Z jednej strony dostajemy historię z przełomu 1942 i 1943 roku, kiedy to na wielkim lodowcu rozbija się amerykański samolot wojskowy - zdarza się, nieprawdaż? Jednak ta katastrofa zyskuje nowe oblicze, ponieważ dwie ekipy ratownicze, które wyruszyły na pomoc grenlandzkim rozbitkom, spotyka dokładnie taki sam los. Dostajemy więc trzy historie podszyte strachem, bólem i ziejące bezradnością, ale też przyjrzymy się śmiałym, bezinteresownym i niezwykle niebezpiecznym misjom ratunkowym - w końcu ktoś musiał ruszyć z pomocą skazanym na zamarznięcie pechowcom.

Z drugiej strony raczy nas autor opowieścią z 2012 roku, kiedy wyprawa na Grenlandię nie nosi już znamion misji ratunkowej, ale jest motywowana chęcią odkrycia tajemnic przeszłości oraz zamknięcia tej tragicznej sprawy.

Trudno jest tu ocenić formę. Z początku otrzymujemy multum wiadomości i ogrom dygresji, które są przejmujące i niezwykle ciekawe, jednak natłok informacji potrafi zniechęcić do dalszej lektury. Historie dotyczące czasów wojny są pełne emocji i trwogi, co wydaje mi się czymś niesamowitym, kiedy tylko porównuję przeszłość  ze współczesną misją. Dlaczego? Autor był członkiem ekipy poszukiwawczej, jednak jego relacja odnosząca się do działań podjętych w XXI wieku jest dość chłodna, bardziej wyważona, niemalże wyprana z emocji. Zabieg moim zdaniem wielce udany - to właśnie ta forma przedstawienia treści ukierunkowuje odczucia czytelnika - jest adekwatna do powagi sytuacji. Świetne!

Faktyczna przyjemność

Poza fascynującą historią otrzymujemy wspaniałą oprawę graficzną. Autor nie poskąpił nam licznych ilustracji (np. map), ale też zdjęć, które pozwalają nam przyporządkować konkretny wizerunek do emocji bohaterów (tak, dobrze słyszycie, emocji tu nie brakuje).

Dla kogo ta książka? Z pewnością przyjemność z jej czytania znajdą amatorzy literatury faktu. Jeśli jesteście ciekawi przebiegu misji ratunkowej - tu znajdziecie jej konkretny opis. Nie zapominajmy jednak, że dowiecie się również czegoś na temat lodowatej Grenlandii, a informacje te podane są w przystępnej, często poetyckiej formie. Co jednak najważniejsze, prześledzicie losy tych, którzy walczyli o życie w złowrogiej krainie pełnej lodowych szczelin, bieli, błękitu i szarości, która każdego potrafi doprowadzić do granic możliwości. Grenlandia odbiera nadzieję, poczucie godności i zmysły, a przy tym pokazuje, że nawet w nieludzkich warunkach można zachować swoje człowieczeństwo.

Kto powinien sobie odpuścić? Czytelnicy, którzy oczekują barw, nagłych zwrotów akcji i drastycznych szczegółów - te co prawda, pojawiają się na kartach historii, ale nie są one spektakularne; tu dramatyzm i ból dostajemy w nieco innej - co nie oznacza, że mniej fascynującej - postaci.