piątek, 29 lipca 2016

Piekło w zgrabnej oprawie: "Inferno"

Możesz ocalić świat!
Jeśli nie ty, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? 

Brzmi kusząco? Owszem, ale każda misja ratunkowa - w ujęciu globalnym - karmi się swoimi ofiarami...




Dan Brown to jeden z tych autorów, których czytałam, a potem porzuciłam, chociaż nie było ku temu powodów. Teraz, po latach, postanowiłam wrócić do jego twórczości - no dobra, nadarzyła się okazja, więc nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. Padło na Inferno - coś mnie ostatnio ciągnie do apokaliptycznych wizji - zagłada ludzkości to taki temat, który mogłabym wałkować  w nieskończoność. Czy piekło w pięknej włosko-tureckiej otoczce mnie pochłonęło? Otóż, niestety, nie do końca, chociaż przyznam - bywało gorąco!


Inferno to czwarta z kolei książka o Robercie Langdonie, jednak można sięgać po nią spokojnie, bez konieczności znajomości poprzednich tomów.

Piekło

Autor poruszył w Inferno bardzo ważny problem - śmiało i otwarcie mówi o piekle, które ludzie zgotowali sobie sami. Chuć, brak kontroli, żądza i niepohamowanie to ludzkie grzeszki, których skutek jest opłakany już teraz, a jeszcze gorzej będzie w przyszłości. Na szczęście, albo i na nieszczęście (zależy od punktu widzenia) znalazł się ktoś, kto pragnie wyzwolić świat - jednak, jak to z geniuszami bywa, nie wszyscy są rozumiani, zatem i nasz wyzwoliciel spotyka się z negatywnymi opiniami. Czy gdyby ktoś go wysłuchał, nie wprowadziłby w życie swojego planu zniszczenia?

Piekło podał nam autor w pięknej oprawie  - przechadzamy się po Wenecji i Florencji, zaglądamy do Stambułu i podziwiamy tamtejszą architekturę, zachwycamy się sztuką (oczywiście pełną symbolów i ukrytych, niezwykle ważnych dla rozwoju wypadków, znaczeń). Jednak nasza wędrówka długo nie potrwa - wciąż trzeba uciekać, ukrywać się, przenosić z miejsca na miejsce, żeby po pierwsze ocalić życie, a po drugie -  tego nie mogło zabraknąć w opowieści Browna - ruszyć śladem zagadki. Główny bohater - Robert Langdon - analizując jedno z malowideł inspirowanych dziełem Dantego, odkrywa niewygodne dla świata tajemnice.



Najmroczniejsze czeluście piekieł zarezerwowane są dla tych, którzy zdecydowali się na neutralność w dobie kryzysu moralnego.


Rozpoczyna się zatem walka z czasem, kluczenie po ciemnych zaułkach i próba uratowania ludzkości - próba podejmowana w ciemno, bo początkowo nikt nie ma pojęcia, w jaki sposób nasz glob jest zagrożony. Trudno jest walczyć z czymś, o czym się nie ma pojęcia, ale spokojnie - Robert do wszystkiego dojdzie, w czym pomoże mu intuicja, wiedza, ale i łut szczęścia.  

Tajemnica i akcja

Inferno jest przesiąknięte licznymi odwołaniami do wspomnianego utworu, cytatami i spekulacjami na temat samego Dantego, więc jeśli nie przeraża Was podążanie brukiem na samo dna piekła, to z pewnością ten tytuł Was zainteresuje.

W Inferno nie brakuje tajemnic - prawdę mówiąc, każdy kolejny krok, następne odkrycie, nikły ślad prowadzą do mrocznego rozwiązania, które same w sobie - o czym dowiecie się na końcu - jest wielką tajemnicą. Bohater opiera się głownie na intuicji, która niejednokrotnie wpakuje go w niezłe tarapaty. I tu przechodzimy do akcji...

Akcja jest gęsta - wciąż coś się dzieje, ciągle zmieniamy miejsce, odwiedzamy podziemia, muzea, szpitale. Akcja jest też lepka, ale w pozytywnym znaczeniu - każdy element doskonale się uzupełnia, a do malutkiego wycinka rzeczywistości szybko przyklejają się kolejne - w efekcie tworzy się tu porządny obraz pełen malutkich zlepków, które tworzą zgrabną, spójną całość.

Co mnie zatem nie urzekło? Chyba po prostu liczyłam na jakąś bardziej spektakularną zagładę, na bardziej wymowne wizje i może nieco więcej dramatyzmu? Świat przedstawiony przez autora jest piękny, naprawdę chciałaby się zobaczyć te wszystkie budowle, dotknąć każdej cegiełki lub włożyć palec w każdą szczelinę, ale... no właśnie, ale to trochę męczące. Książka jest też nieco schematyczna (w porównaniu do poprzednich przygód profesora historii sztuki), jednak nawet ta schematyczność zaskakuje - trzeba mieć łeb na karku, żeby oprzeć kolejne dzieło na tym samym schemacie i w dalszym ciągu wzbudzić zainteresowanie czytelnika.

Mimo wszystko polecam, bo to ciekawa historia, a i zakończenie nie rozczarowuje - zagłada jak zagłada, ale dobrze przemyślana. Wartka akcja i ukryte w dziele Dantego wskazówki - to się może podobać :)

Nie jest to mój numer jeden, nawet blisko ulubionych nie leży, ale czas spędzony z tą historią na pewno nie należy do straconych.