piątek, 15 lipca 2016

Skończ z tym ćpaniem: "Komputerowy ćpun"


Uzależnić można się praktycznie od wszystkiego. Jedni palą, inni nałogowo  raczą się czekoladą, a jeszcze inni ćpają. Wśród tych ćpunów znajdziemy tych, który sięgają po narkotyki, ale też takich, dla których narkotykiem jest komputer. 



Nie jestem nałogowym graczem (w sumie w ogóle nie jestem graczem), nie mam też takiego w domu, nie mam w najbliższym otoczeniu, chociaż pewnie gdybym otworzyła szerzej oczy, jakiś ćpun by się znalazł. Zapytacie, dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Odpowiem, że z czystej ciekawości. Ta książka nie pomoże nikomu z mojego otoczenia wyjść z nałogu, ale zmusiła mnie do osobistej wycieczki i refleksji nad tym, jak życie w cyberświecie i w realu potrafi się dziwnie ułożyć.





Przegrać całe życie

Komputerowy ćpun, jest niewątpliwie na czasie. Dzisiaj trudno nam obejść się bez komputera; tak pracujemy, tak utrzymujemy kontakt ze znajomymi, tak odpoczywamy po ciężkim dniu, odrywając się od rzeczywistości i dając się porwać magii cyberprzestrzeni. Komputer stanowi jedno z najpowszechniejszych źródeł rozrywki - dziś praktycznie wszyscy mają sprzęt (lepszy czy gorszy) z dostępem do Internetu. Już nawet nie trzeba mieć stacji dysków, żeby w coś pograć  - gramy za pośrednictwem sieci. Gdyby głębiej się nad tym zastanowić, można uznać, że nawet komputer okazuje się zbędny, który w wielu przypadkach zastępuje nam telefon komórkowy czy tablet. 


Granica między już uzależnieniem a jeszcze rozrywką jest cienka - łatwo się zatracić. Warto jednak zwrócić w tym miejscu uwagę na fakt, że nie każda gra (granie w ogóle) ma niekorzystny wpływ na relacje z drugim człowiekiem czy na wszystko inne. Często zdarza nam się generalizować i zrzucać winę na komputer: "nie posprzątałeś, bo grasz", "źle się uczysz, bo grasz", "jesteś taki zamknięty w sobie, bo grasz". To nie do końca tak - autor wyznacza tu wyraźną granicę między nałogowym graniem a graniem dla rozrywki, wyjaśniając "symptomy" uzależnienia.  


Krzysztof Piersa już na początku zaznacza, że nie jest psychologiem, więc jego poradnik daleki jest od terapii. Autor jest praktykiem, który czuje się na siłach, by wspomóc nałogowców. Sam przez to przeszedł, sam się z tym problemem uporał, więc w swoimi poradniku dzieli się z nami doświadczeniem, podpowiadając, co można z tym wszystkim zrobić. 

Osobista wycieczka




Nie gram, ale bywało tak, że grałam. Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, pomyślałam o sobie.  Kiedy rodzice kupili nam pierwszy komputer - pamiętam jak dziś - Commorode, nie ciągnęło mnie jakoś specjalnie. Kiedy w naszym domu pojawił się Pegasus - stanowił on przyjemną odskocznię i chwilę odpoczynku od szkoły - taki zapychacz czasu między nauką, podwórkiem a domem. Potem mieliśmy komputer, na którym dało się odpalić Wormsy - fascynująca gierka na wieczór i tyle emocji... Czasy mojej podstawówki. W liceum nie miałam czasu na granie w cokolwiek (no, może przeszłam Atlantis). Były to też czasy, kiedy dostęp do sieci był znikomy. Mieliśmy modem, a prędkość Internetu pozwalała na przeglądanie stron i to też z bólem, bo nie była ona zawrotna... Jednak na studiach odkryłam uroki grania w sieci - nie napierdzielałam jednak w potworki, ale grałam w grę tekstową. Był klan, z ludźmi spotykałam się nałogowo, napisałam wiele fantastycznych historii, odgrywałam role. I to było fascynujące, ale w pewnym momencie zaczęło męczyć. Usunęłam konto, odcięłam się i wróciłam do życia - zyskałam kilka dodatkowych chwil dziennie, które wcześniej spędziłam na klikaniu (czasem nie było wyjścia) i na ogarnianiu mechanizmów, klanów, układów i całej reszty. Nie żałuję jednak... Do tej pory mam kontakt z ludźmi, którzy wtedy dali mi się zbałamucić. I, co najwspanialsze, zyskałam dwoje wspaniałych przyjaciół - ludzie poznani w sieci, z różnych zakątków Polski, okazali się moimi bratnimi duszami i właśnie dlatego było warto zmarnować tyle czasu na pierdoły. Obserwowałam związki, które zaczynały się od wyciągnięcia kogoś z lochów, czytałam niesamowite opowieści o miłości, która w końcu przenosiła się do reala.

To ta optymistyczna strona, ale mrocznie też bywało. Niestety nie wszyscy podchodzili do gry "na spokojnie" - u niektórych granice zaczęły się zacierać, a to, co działo się na serwerze, rzutowało na stosunki w prawdziwym świecie. Przykra sprawa...

I po wyznaniu :)

O książce

Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej znajdziecie wyznanie autora, który przyznaje, że był uzależniony - wie, o czym pisze, bo doświadczył tego na sobie. Druga część to "Strefa gracza" - tu można się zdiagnozować, spojrzeć na problem uzależnienia od komputera nieco szerzej i szczerze odpowiedzieć sobie, w jakim stopniu - na jakim poziomie - jesteśmy uzależnieni. Ostatni rozdział jest skierowany do Kibiców, czyli do wszystkich tych, którzy są zaniepokojeni rozwojem wypadków. "Strefa kibica" pozwala na zrozumienie pewnych mechanizmów uzależnienia oraz, co ważne, wyjaśnia, z czym w ogóle podejmujemy walkę - warto przecież wiedzieć, jak silny jest przeciwnik, no i jak może go "podejść".

Przyznam, że pierwsza część była mi najbliższa, ponieważ u mnie wyglądało to wszystko podobnie - te wszystkie gierki są mi znane, bo sama kiedyś w nie grałam. Ja nie poszłam dalej, ale to pozwala mi stwierdzić, jak niewiele brakuje, żeby przekroczyć tę cienką granicę między uzależnieniem a rozrywką.

Komputerowego ćpuna czyta się bardzo szybko, na co zdecydowanie i bezsprzecznie mają wpływ dwie rzeczy: forma i strona językowa. Ważniejsze informacje zostały ujęte w ramki - to takie złote myśli, nad którymi należy się pochylić. Książka napisana jest bardzo prostym językiem - przejrzyście i jasno - nawet osoba, która nie odnajduje się w cyberświecie, jest w stanie pojąć, o co w tym wszystkim chodzi. Autor niektóre zagadnienia tłumaczy czytelnikowi tak, jak tłumaczy się dziecku - uświadamia łopatologicznie.

Czy ten poradnik zadziała? Nie mam pojęcia, bo przecież każdy jest inny, ale spróbować można. Nie wydaje mi się, żeby nałogowy gracz po lekturze Komputerowego ćpuna nagle porzucić to, co tak kocha i czemu oddaje się w każdej chwili i tak po prostu zaczął żyć. To chyba wymaga większego zaangażowania i codziennej pracy, ale z pewnością ta książka może być takim małym ziarenkiem niepokoju, które powoli zacznie sobie kiełkować. Może graczowi nie namiesza natychmiast w głowie, ale niewątpliwie "kibicowi" pozwoli na poznanie problemu.

Sam autor twierdzi, że jeśli ta książka otworzy oczy chociaż jednej osobie; zwróci światu choćby tylko jedno ludzkie istnienie - to warto było ją napisać. Pozostaje mi życzyć autorowi sukcesów :) Co jeszcze warto dodać: po lekturze macie możliwość dyskusji z autorem (namiary na końcu), który zapowiedział, że odpowie na każdą wiadomość. Jeśli będziecie mieć jakieś pytania lub zupełnie inne spojrzenie na problem - śmiało.

Komputerowy ćpun z pewnością nie jest publikacją dla każdego. Jeśli w Waszym otoczeniu nie ma takich osób, które każdą wolną chwilę poświęcają na granie, wycofując się z realnego świata, to z pewnością nie znajdziecie w tej książce niczego, co mogłoby Was zainteresować. To poradnik dla osób, które chcą coś zmienić w swoim życiu potrzebujących potwierdzenia: tak, da się! To również garść wskazówek dla "kibiców" zaniepokojonych tym, co dzieje się pod ich dachem lub z ich znajomymi. 

Czy tak książka zmieni Wasze/ich życie? Nie wiem, ale jeśli macie taką potrzebę (wziąć czy nie), to warto się skusić, a może akurat?



Na koniec podrzucam Wam utwór, którego nigdy nie miałabym okazji poznać, gdyby nie wspomniana wcześniej gra :)

Pierre Estève Highlands z gry Atlantis II (Beyond Atlantis); 1998; płyta 1, utwór 3.

Czekam na Wasze wyznania :) 

Wyzwanie: Czytam, ile chcę