czwartek, 28 lipca 2016

Zagłada na raty – odsłona pierwsza: "Piąta fala"

Świat wstrzymywał oddech, nie mając pewności, czy słońce ponownie wstanie. To, że było tu wczoraj, nie oznacza, że dziś też się pojawi.



Zapewne wiecie, że nie ograniczam się do jednego gatunku literackiego, ale przeplatam je zawzięcie, wciąż próbując czegoś nowego, ale też często wracając do już oswojonych motywów. Jestem otwarta na to, co nam bliskie, ale też na nowe doznania, inne światy i zaskakujące wizje. Naszła mnie ochota na obraz zagłady - znowu, bo przecież wiele takich mam już za sobą. Tym razem sięgnęłam po Piątą falę autorstwa Ricka Yancey'a, czyli skusiłam się na uśmiercanie ludzi na raty: 

Pierwsza fala przyniosła ciemność. 
Druga odcięła drogę ucieczki. 
Trzecia zabiła nadzieję. 
Po czwartej wiedz jedno: nie ufaj nikomu.

A piąta? Dopiero nadejdzie.


Człowiek w obliczu zagrożenia


Książek o eksterminacji ludzkości jest na pęczki i ciut więcej. Masowa zagłada może jednak przyjąć różne oblicza - albo jakaś bomba, albo zombie, albo - jak w przypadku Piątej fali - inwazja obcych. W sumie to, co doprowadziło do klęski człowieka, nie jest aż tak istotne, chociaż nie da się ukryć, że mocny wstęp to połowa sukcesu - musi chwycić. Zawsze pojawia się tu element zaskoczenia, bo przecież nikt się tego nie spodziewał, przeważnie autorzy odwołują się też do nadziei - takiej poczciwej naiwności - wiary w to, że będzie dobrze. Co jednak mnie najbardziej pociąga w tego typu historiach, to ludzkie zachowanie - zachowanie człowieczeństwa w obliczu katastrofy albo dokumentne zezwierzęcenie. Zawsze zastanawia nie, do czego jest w stanie posunąć się człowiek, żeby przeżyć, żeby ochronić najbliższych. Postawienie człowieka, a szczególnie dziecka w sytuacji zagrożenia, daje autorowi spore możliwości manipulowania emocjami czytelnika. Widzimy tu nieświadome tragizmu dzieci, które przyjmują świat ze strachem, ale i z fascynacją, błyskawicznie przystosowując się do nowych warunków; spotykamy młodych gniewnych, którzy starają się przeżyć, zrozumieć, walczyć...


Trudno zaplanować coś na przyszłość, 
kiedy przyszłość okazuje się zupełnie inna od tego, co zaplanowałeś.


Narracja powieści, co było do przewidzenia, jest pierwszoosobowa, przy czym raz poznajemy sytuację z punktu widzenia dziewczyny, która samotnie błądzi po lasach - Cassie; innym razem z punktu widzenia Bena (Zombie), który szkoli się pod okiem wojska - w przyszłości będzie zabijał Obcych. Ona jest typową, słodko-gorzką nastolatką, która mocno dramatyzuje - bo straciła rodzinę, bo może jest ostatnim człowiekiem na świecie, bo nie jest pięknością, bo nie zdążyła się pomiziać, kiedy świat był jeszcze normalny. On jest sztywny aż do granic możliwości, sumienny i wyniosły, co jednak dodaje mu charakterku, no i nie zapominajmy o tym, że jest wprost niewyobrażalnie przystojny. Jest jeszcze Evan, którego poznajemy z opowieści Cassie - oczywiście niesamowicie przystojny; piękne poślady i w ogóle... - jedyna osoba, której dziewczyna zdecydowała się zaufać, chociaż wydaje się, że to najgorszy z dostępnych kandydatów. 

W każdym razie stało się wiele złego - życie zwykłych nastolatków zmieniło się w koszmar, więc nie pozostało im nic innego, jak znaleźć w tym horrorze miejsce dla siebie. 

Akcja

Czego nie można odmówić tej książce? Akcji - tu ciągle coś się dzieje, każdy rozdział jest naszpikowany działaniem (poza oczywistymi wywodami głównej bohaterki, które są jednak sprawnie wplecione w fabułę). Sam pomysł na implantację obcej inteligencji w ludzkim ciele jest może i znany, ale wciąż pociągający. Książka wciąga, dostarcza odpowiedniej dla tego typu historii rozrywki. I tak też trzeba Piątą falę traktować, bo niewiele jest tu do przemyślenia, ale sporo do przeżycie. To świetna powieść dla zabicia czasu, z dobrym tłem, ciekawymi rozwiązaniami i pędzącą akcją. Jeśli szukacie sporej dawki niezwykłości, która zaatakowała pospolitość, to ta historia jest dla Was odpowiednia. Trzeba tylko przyjąć bohaterów takich, jakimi są i zrozumieć, że w sumie ma to swoje wytłumaczenie - przecież inwazja spada na każdego, a kto przeżyje? Ten, kto ma trochę szczęścia, ale też ten, kto często podejmuje nieodpowiedzialne decyzje.

Ogólnie polecam, ale nie oczekujcie wielkich wzruszeń (nawet wątek romantyczny dostarcza ich niewiele), ta historia nie zmusi Was do rozmyślań, bo tu nad czym się zastanawiać... Weźmiecie jednak we wspaniałej, chociaż nieco dramatycznej przygodzie - akcja, akcja, akcja!

O drugim tomie możecie przeczytać tutaj:


Zagłada na raty - odsłona druga