czwartek, 11 sierpnia 2016

Całe życie na glebie: "Przeżył jeden ze stu"



Każdy film grozy wyda się wam liryczną komedią, po szczerym opowiadaniu wojskowego zwiadowcy o tym,
co musiał zobaczyć i przeżyć podczas rozpoznania.




O wojnie czytam sporo i chętnie, jednak przeważnie moje literackie podróże ograniczają się do treści, dla których wojna stanowi tło wydarzeń lub też do historii opartych na faktach subtelnie wplecionych w ogólny obraz rozkładu. Nieczęsto sięgam po wspomnienia-wywiady, które odnosiłyby się do tych niespokojnych czasów, a jeszcze rzadziej mam okazję spojrzeć na wojenne działania w walce z faszystowską armią niemiecką. Przeżył jeden ze stu to zbiór wywiadów przeprowadzonych ze zwiadowcami, którzy opowiadają o trudnej wędrówce, o nieustającym czołganiu.




Całe życie na glebie


Przeżył jeden ze stu to książka, w której znajdziemy relacje dziesięciorga zwiadowców, w tym jednej kobiety, bo choć to zjawisko rzadkie lub nieco zaniedbane na kartach historii, płeć piękna również brała udział w walce. 



Rola zwiadowcy polegała przede wszystkim na walce - tej nie dało się uniknąć - oraz na zdobywaniu "języków", czyli braniu w niewolę niemieckich żołnierzy (najlepiej w stopniu oficera), z których wyciągano później - często "po dobroci" - informacje. Kiedy zatem potrzebne były dane - a te, jak wiadomo, zawsze są cenną walutą - na zwiad ruszali odpowiednio przeszkoleni ochotnicy, którzy nigdy nie mieli pewności, czy wrócą - śmierć deptała im po piętach niemal na każdym kroku.


Inni chodzą wyprostowani, lotnicy latają, artylerzyści stoją 20 kilometrów od linii frontu i strzelają, a zwiadowca całe życie się czołga...



Bycie zwiadowcą to praca - brudna i zajmująca, ale wciąż tylko praca... Relacje uczestników są zbliżone, odpowiedzi na pytania - mimo niewielkich różnic - powielają się, a ze wspomnień wyłania się spójny obraz działań wojennych - ogólny, uzupełniany o kolejne "smaczki" przez kolejnych rozmówców. Warto jednak zwrócić uwagę na zgodność odnośnie do sposobu działania - każdy z nich spędził większość czasu, czołgając się. Dodatkowo ze wspomnień żołnierzy dowiemy się, jaki przysługiwał im ekwipunek, w jakich warunkach spali, co jedli, co ich trapiło oraz jak radzili sobie ze strachem i ze stratą. Należy jednak zaznaczyć, że takie osobiste wycieczki są tu raczej dodatkiem - zwiadowcy odpowiadają zdawkowo, często jednym zdaniem... Każdy chciał wrócić, jednak nikt nie miał czasu na głębszą refleksję nad swoim życiem. 



Poza wywiadami publikacja została wzbogacona o dwa opracowania, które należy potraktować jako podsumowanie oraz uzupełnienie treści wywiadów. W rozdziałach tych znajdziemy informacje dotyczące rozwoju wojskowego armii radzieckiej oraz niemieckiej. Dane te zostały uzupełnione o rysunki i schematy działań wojennych, m.in.: wypadów nocnych, zasadzek czy rozpoznania walką. Przyznam szczerze, że ja niewiele z tego rozumiem, więc kiepski byłby ze mnie zwiadowca, ale dostrzegam artyzm w tych schematach, a może poczucie humoru rysującego? 


Co widzicie na obrazku?



Poza schematami i rysunkami w publikacji znalazły się również zdjęcia, które dodatkowo wprowadzają nas w klimat, ale też listy pochwalne oraz inne dokumenty (kopie, w języku rosyjskim, cyrylicą).

Spotkanie z Polakami, jak widać, w pozytywnym klimacie


Nie dla każdego

Z pewnością Jeden ze stu autorstwa Artioma Drabkina nie jest publikacją, którą można polecić każdemu, nie jest nawet taką, w której bez problemu odnajdzie się czytelnik, który "lubi" poczytać o wojnie. 

To pozycja ważna ze względu na zawarte w niej informacje, rzucająca światło na działalność zwiadowców, ich stosunek do walki, władzy czy wroga, ale niewiele w niej emocji. Przytoczone wywiady są monotonne i niestety bywają nudne, na co z pewnością ma wpływ podobne podejście zwiadowców do swojego zawodu, ale też upływ czasu - minęło w końcu siedemdziesiąt lat, więc i wspomnienia są nieco ogólne. Co prawda nie brakuje tu smaczków w postaci wesz czy kapusty ze smalcem pożeranej zachłannie, ale wspomnienia dotyczą raczej podejmowanych działań niż ogólnej kondycji radzieckiej armii - wchodzimy między ludzi, ale oni niechętnie dzielą się z nami swoimi "dokonaniami", uczuciami, co w sumie nie powinno dziwić, bo:

Wojna to brudna i śmierdząca sprawa, na wojnie nie ma niczego, co byłoby czyste i romantyczne.

Jeśli zatem szukacie rozrywki, ta publikacja na pewno Wam jej nie dostarczy; jeśli natomiast chcecie wcielić się w rolę zwiadowcy, wejść nieco głębiej w tę fuchę, to z pewnością nie będziecie rozczarowani. Przeżył jeden ze stu to doskonały materiał - źródło historyczne, z którego garściami czerpać będą amatory II wojny światowej, to garść informacji z pierwszej ręki, które otrzymamy bez propagandowej otoczki, bez tłumaczenia i bez pardonu - tu nie ma emocji, ale jest jasny, przejrzysty i chłodny przekaz. 



- Czy cała wojna była dla was najważniejszym wydarzeniem w życiu, czy jakimś epizodem?

- Uważałem, że trzeba walczyć i zwyciężać, żeby wrócić do domu jako człowiek godny szacunku. Żeby wiedziano, że powrócił żołnierz, który zrobić, co do niego należało.



Za możliwość przeczytania książki - interesującą lekturę pełną wartościowych informacji - dziękuję Wydawnictwu Latarnia.





Lubicie tego typu publikacje, czy raczej z historią u Was na bakier?