wtorek, 2 sierpnia 2016

Patrzę na ciebie i widzę ciebie: "Jak powietrze"

Z samotnością można żyć i można się do niej przyzwyczaić, ale tylko wtedy, gdyby przestrzega się jednej ważnej zasady...
Nie można zaznać bliskości z innym człowiekiem.



Lubicie New Adult? Znacie jakąś polską powieść, która wpisałaby się w ten gatunek? Ja, przyznaję, nie potrafiłam wcześniej takowej wskazać i, kiedy czytałam Jak powietrze autorstwa Agaty Czykierdy-Grabowskiej, również żadna książka o podobnej tematyce nie przychodziła mi do głowy. Mogę śmiało stwierdzić, że reklama nie była przesadzona, bo to książka jedyna w swoim rodzaju, na rynku polskim, oczywiście.





Jak powietrze



Można wiele napisać na temat tego, co dzieje się w Jak powietrze. Można wspomnieć o losie, o krzywdzie i o miłości. Można też napomknąć o "mezaliansie", o przebaczeniu i o całym złu tego świata - świata nam bliskiego, bo akcja powieści toczy się w Warszawie. Nie będę jednak rozbijać tej historii na czynniki pierwsze, bo o wiele lepiej prezentuje się w całości. Opowiem Wam zatem o sednie - o niej i o nim oraz o tym, co ich połączyło i jak mocno.

Ona: Dziewczyna z Żoliborza, która na brak pieniędzy nie może narzekać. Stara się jednak nie bazować na zarobkach ojca - sama jakiś czas pracowała, coś odłożyła. Z ojcem jej się nie układa, na co ma wpływ rodzinna tragedia, która wstrząsnęła ich światem. Dziewczyna niby ma wszystko, a jednak nie jest szczęśliwa. Nie czerpie radości z małych przyjemności, nie odnajduje się w związku z oszałamiającym Szymonem... Jej spokojne - mimo wszystko ułożone życie - zmienia się w jednej chwili, kiedy potracą na przejściu dla pieszych młodego chłopaka - Dominika.

On: Dwudziestodwuletni dresiarz, opiekuńczy, odpowiedzialny aż do bólu, z kiepską przeszłością. Mieszka na Pradze, gdzie w starej kamienicy, w jednym z niewielkich mieszkań stara się stworzyć dom. Każdego dnia podejmuje walkę z przeciwnościami losu, żeby tylko zapewnić byt swojemu rodzeństwu, które ma tylko jego. Życie Dominika wywraca się - jakby nieprzychylnej codzienności było mu mało - do góry nogami, kiedy ląduje pod kołami samochodu Oliwii.

Oboje są nieszczęśliwi i samotni - żyją jakby poza światem, a każdy oddech sprawia im ból. Zranione dusze mają taką ciekawą właściwość - chętnie się przyciągają. Jak się zapewne domyślacie, osoby żyjące w dwóch różnych światach, które dorastały w innych warunkach, żyją na zupełnie różnym poziomie, napędzają się kompletnie innymi "rzeczami", a to warunkuje odbiór drugiego człowieka - on uważa Oliwię za nadzianą i tępą panienkę z wyższych sfer, która ma za dużo w tyłku; ona klasyfikuje go jako dresiarza - tępego osiłka. Czy z takiego zestawienia, poczucia winy i złości, może wyjść coś dobrego? Czy cokolwiek może się udać, pomimo wszystkiego?

Głęboki oddech po

Zastanawiałam się długo nad tym, od czego zacząć te moje wywody i doszłam do wniosku, że na początek padnie kilka gorzkich słów, żeby potem trochę tę gorycz osłodzić.

Jak powietrze to książka, która niestety nie wzbudziła we mnie większych emocji - nie była poruszona do głębi (na tyle, żeby uronić choćby jedną łzę na losem bohaterów. Nie byłam też zaaferowana tą historią na takim poziomie, który zmusiłby mnie do oczekiwania, niespokojnego wypatrywania dalszych wypadków - zakończenie było banalne i - niestety - przewidywalne aż do bólu, a kryzysy, które powinny mną wstrząsnąć, obeszłam ze spokojem. Nie zrobiły też na mnie wrażenia sceny erotyczne, chociaż może nie do końca. Wydaje mi się, że można było opisać takie przeżycia (wyjątkowe, o czym się dowiecie w trakcie) innymi słowami... Powinno być magicznie, a czasem ocierało się to o komizm - pewne sformułowania skutecznie wybijały mnie z rytmu wtedy, kiedy zaczynało być gorąco. 

Tyle z marudzenia. Te drobne "usterki" - powiem Wam szczerze - są nieistotne, ponieważ traktując książkę jako całość, bez rozbioru tej powieści na czynniki pierwsze, można uznać ją ze spokojem za dobrą, ciekawą i, co najważniejsze, przemyślaną opowieść o miłości - trudnej i niepewnej. Książkę czyta się bardzo szybko i sprawnie (poza wspomnianym wybiciem z rytmu); bohaterowie dają się lubić. Polubiłam i opiekuńczego Dominika, który daje sobie lepiej jak niejedna matka, przy czym daleko mu do superbohatera - nie jest przerysowany, a to ważne! Polubiłam też Oliwię, bo mimo "pochodzenia" jest zwykła dziewczyną - czasem zgryźliwą, ale z wielkim serduchem (zazdroszczę jednak tej jędzy metabolizmu - pochłania jedzenie w ilościach niemal hurtowych, a tyłek jej nie rośnie!). Polubiłam też Łukasza - dresiarza z bramy - który mówi grypsem, bywa nieco wulgarny, ale to dobry jest.

Jak powietrze to lektura idealna na wakacje - mimo tych wszystkich dramatów obecnych w życiu bohaterów, jest lekka w odbiorze. No i taka... polska! Przyznam, że dobrze było przeczytać coś w tym klimacie, ale właśnie bardziej lokalnie - świetne posunięcie, godne uwagi.

Co prawda ta historia nie wzruszyła mnie praktycznie wcale, ani nie wywołała rumieńca, ani nawet nie oburzyła jakoś specjalnie, ale wierzę w to, że na sporej grupie czytelników zrobi piorunujące wrażenie, taką mam przynajmniej nadzieję, bo to dobra książka.

Jesteście ciekawi, czy żółta luksusowa torebka komponuje się z ortalionowym dresem? 

Książkę przeczytałam i trochę pomiziałam w środeczku dzięki uprzejmości Kaśki z Poligonu Domowego - to już kolejny Book Tour zorganizowany przez tę blogerkę.




Zapraszam też do odwiedzenia profilu autorki: Agata Czykierda-Grabowska *klik*. Zamykam dzisiaj ten rozdział, a książkę puszczam w świat, z życzeniami przyjemnej lektury dla kolejnej uczestniczki :)