środa, 3 sierpnia 2016

Pomóc można tylko komuś, kto tego chce: "Zanim się pojawiłeś"

Człowiek ma tylko jedno życie.
I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da.


Zanim się pojawiłeś autorstwa Jojo Moyes to kolejna książka, która prześladowała mnie od dłuższego czasu. Nawet przyjaciółka pytała, czy już czytałam, bo chciałaby wiedzieć, czy warto się za to brać, czy to jedynie kolejna z tych świetnie reklamowych książek, które poza doskonałym zapleczem marketingowym, dość kuszącą okładką i wysypu recenzji prezentują coś więcej. Obietnica porządnej historii, zapowiedź wzruszeń i szansa na refleksję - tak w skrócie mogę opisać to, czego oczekiwałam po lekturze tej książki. Wiele już opinii pojawiło się na ten temat - od wielkich rozczarować, poprzez względną obojętność, po zachwyty podszyte hasłem: Książka, która zmieni Twoje życie... Ja znalazłam się na granicy między obojętnością a zachwytem. 


Zrobię Ci dobrze


Historia, którą zaserwowała nam Jojo Moyes, jest nietuzinkowa, bo jak często zdarza Wam się czytać książki, które zmuszają do wyboru między dobrem a złem? To brzmi banalnie, owszem, ale w tej powieści nic, co wydaje się dobrem, nie jest dobre dla wszystkich; z kolei to, co jest powszechnie uznawane za złe, może być jedyną właściwą decyzją, którą należy podjąć. Historia mocno odwołuje się do naszej moralności oraz do religii (o ile Wasza religia traktuje samobójstwo jako grzech). Zagadnienie eutanazji zawsze wywołuje sprzeczne emocje - to temat na tyle bliski człowiekowi, że po prostu musi być kontrowersyjny. Zapytacie pewnie, dlaczego miałby być nam bliski? Odpowiedź jest prosta: żyjemy, ale nigdy nie wiemy, kiedy wylądujemy na wózku, z urazem kręgosłupa, bez możliwości poruszenia żadną z kończyn, z cewnikiem, z groźbą odleżyn... 

Są zwyczajne godziny i są godziny ułomne, kiedy czas zatrzymuje się i potyka,
kiedy życie - prawdziwe życie - wydaje się toczyć gdzieś dalej.

Will żył, ale nagle jego życie się skończyło. Powiecie, że nie, że przecież nadal oddycha, może wystawiać twarz do słońca, spotkać się z bliskimi, nawet skakać ze spadochronem. Może, owszem, ale fakt, że na zawsze został przykuty do maszyny na kółkach, odbiera mu radość ze wszystkiego. Will już nie jest sobą, już nigdy nie będzie lepiej. Czy to daje mu prawo do odebrania sobie życia?

Każdy jest inny. Każdy! Jeden przyjmie taką sytuację i spróbuje ocalić to, co pozostało. Drugi uzna, że nie ma już o co walczyć, że nie zostało nic. Wiemy, że trzeba pomagać, choćby dlatego, że wpajano nam te zasady od dziecka. I owszem, pomóc komuś odzyskać spokój i zbudować dla niego nowy świat z tych cegiełek, które jeszcze zostały, jest dobrze. Ale czy zbudowanie muru wokół kogoś, kto chce odejść, jest w porządku? 

Pragniemy uszczęśliwiać - chociaż w dobrej wierze, robimy komuś dobrze - nachalnie i na siłę, bo w końcu jesteśmy przekonani o tym, że doskonale wiemy, co jest dla kogoś najlepsze. Niestety, nigdy nie można pomóc komuś, kto tego nie chce - to jak walka z wiatrakami, gwałt na człowieku, bo wbrew jego woli. Czy w takiej sytuacji można odpuścić i dać ciche przyzwolenie? 

Nadzieja umiera ostatnia, a tę pokłada się w Lou - dziewczynie, która właściwie nie wie, czego chce od życia, ale musi coś ze zrobić, bo w końcu pieniądze same się nie zarobią. Młoda kobieta dostaje pracę jako osobista opiekunka Willa, dostaje też pół roku, żeby pokazać mu wszystkie kolory nowego życia i odwieść od samobójstwa. Ile będzie w stanie poświęcić, żeby przekonać człowieka, który już podjął decyzję?


Jak żyć?


Podeszłam do tej książki bardzo emocjonalnie i nie ukrywam - refleksyjnie. Historia mężczyzny zrobiła na mnie wrażenie, a szalona walka o jego życie nieco przygnębiła - nie wyobrażam sobie bólu, który musi odczuwać matka, nie chciałabym nigdy spojrzeć w przegrane oczy ojca.

Zanim się pojawiłeś, poza oczywistym dramatyzmem, zmusza do przyjrzenia się życiu. Ta książka otwiera przed nami nowe możliwości, ponieważ zwraca uwagę na ich istnienie. To taka historia, która wymaga od nas odpowiedzi na pytanie: Jak przeżywamy swoje życie?

O czym jeszcze pomyślałam? O zdrowiu - tym rzucanym przy toastach; tym, którym częstujemy tak hojnie, składając życzenia; tym, które tak często zaniedbujemy, bo przecież samo przejdzie... "Wracaj do zdrowia" nabiera w odniesieniu do tej powieści nowego znaczenia, bo tu powrotu nie ma i nie będzie... "Oby tylko zdrowie było" - wtedy podobno wszystko jest możliwe. Powiedzcie to osobie z paraliżem czterokończynowym...

Na koniec dodam jedynie, że Zanim się pojawiłeś na pewno polecę mojej przyjaciółce, ponieważ czyta się lekko, chociaż tematyka wcale do przyjemnych nie należy. Ta książka nie doprowadziła mnie do tych  obiecywanych łez, ale zmusiła do spojrzenia na życie - czyjeś i swoje - z zupełnie innej strony, a zawsze dobrze jest poszerzać horyzonty. Powieść Jojo Moyes to wyzwanie  dla naszej moralności, ale też pozytywny kopniak w tyłek, który zmusza do działania.