wtorek, 30 sierpnia 2016

Wszyscy słyszą, nikt nie chce słuchać: "Płacz niemymi łzami"

Czasami zastanawiałem się, po co w ogóle uczyli mnie mówić, skoro nikt nie miał zamiaru słuchać, co mam do powiedzenia.


Płacz niemymi łzami autorstwa Petersa to kolejna książka z serii "Skrzywdzone", po którą sięgnęłam w ciemno. Na lekturze absolutnie się nie zawiodłam, a treść zrobiła swoje, wprawiając mnie w osłupienie, zalewając falą bezradności i atakując szczegółami, które bolą. 





Historia jest świadectwem krzywdy, szansą na zmierzenie się z gehenną, próbą uzmysłowienia czytelnikowi, że w świecie dzieją się takie rzeczy - często pod naszym nosem - których nie chcielibyśmy oglądać nawet w najpaskudniejszych koszmarach.

To, co spotyka część molestowanych dzieci w naszym społeczeństwie, jest o wiele mroczniejsze i przerażające niż wyobrażenia, jakie ma na ten temat większość z nas.


Opowieść Petersa jest oparta na faktach - to autobiografia dorosłego już człowieka opowiadającego historię małego chłopca, którym kiedyś był. To relacja z pierwszej ręki, podana czytelnikowi przez narratora w pierwszej osobie, gdzie nie szczędzi się nam szczegółów, nie pomija dramatycznych sytuacji - nie otrzymacie wersji wygładzonej, ale pełną przemocy, bólu i obrzydliwości historię o rodzinie, która zmieniła życie dziecka w piekło.

Wszystkie krzywdy w jednym ciele


Historia opowiadana przez naszego bohatera zaczyna się prawie sielankowo - pełna jest ojcowskiej miłości, którą Joe odnalazł w ramionach ojca. Z matką chłopiec nigdy nie miał dobrego kontaktu, czemu nie zawinił wcale, a co było wynikiem przepychanek między wyjątkowo niedobranym małżeństwem. Życie małego było znośne - w konfrontacji z rodzicielką nieco niewygodne, ale u boku ojca (który nie odstępował syna na krok) fanaberie kobiety sprowadzały się jedynie do kłótni, wyzwisk czy lekkiego szturchania.

Wszystko zmieniło się w jednej chwili, przez przypadek, bez ostrzeżenia, bez szansy na pomyślne rozwiązanie sytuacji. Ojciec chłopca ginie w płomieniach, ten widzi całe zdarzenie (co już jest ogromną dawką dramatyzmu), a matka - odtąd bezkarna i wciąż żądna zemsty na zmarłym małżonku - zmienia życie swojego dziecka w piekło.


Joe przeżył coś niewyobrażalnego i nawet nie będę próbować ubierać tego bestialstwa w ładne i gładkie słowa, ponieważ niektóre rzeczy w głowie mi się nie mieszczą, a nóż sam otwiera się w kieszeni... Chłopiec był molestowany seksualnie przez rodzeństwo, kochanka matki (na jej oczach), a potem... było już tylko gorzej, o ile można w ogóle stopniować dramatyzm i beznadziejność tej sytuacji. To, co zdarzyło się w jego życiu, jest wstrząsające, oburzające i bolesne - dla czytelnika, bo dla dziecka, które było ofiarą przemocy, sprzedawane i niszczone na każdym kroku przez własną matkę... to niewyobrażalne.

Mimo wszystkiego, co mi zrobiła, i choć wciąż jej nie ufałem, postanowiłem dać jej szansę. Musi w nas być jakiś instynkt, kiedy myślimy o matkach - coś, co każe nam wierzyć, że nas kochają, choć wszystko wskazuje, że jest wręcz odwrotnie.


Pamiętajmy jednak, że dziecko jest tylko dzieckiem - niewinną istotą, w której drzemie potrzeba akceptacji i miłości. Ten fragment szczególnie zmusił mnie do refleksji nad poziomem uzależnienia dziecka od rodzica i jego ślepą oraz zgubną ufnością. To niepojęte, że można wykorzystać miłość, bezradność i niemoc, która objawia się w cichym krzyku, wstrząsającym ciałem szlochu, by przejść w nieme błaganie o pomoc.

O czytaniu takich historii


Niezwykle trudno jest oceniać książki, które traktują o krzywdzie, a są oparte na faktach. Jak można wypowiadać się o czyichś przeżyciach, rzucając na przykład od niechcenia, że książka "była nieciekawa"? Wydaje mi się, że trudno jest dobrać odpowiednie słowa, żeby przekazać swoje odczucia (poza oburzeniem), które towarzyszą czytelnikowi w czasie i po lekturze. Czy mogę stwierdzić, że ta historia "podobała mi się"? Czy mam prawo oceniać zwroty akcji, kreację bohaterów albo dokładność opisów? 

Powiem Wam jedynie, że jeśli szukacie wstrząsającej historii, którą czyta się z zaciekawieniem, walącym sercem i łzami w oczach, to Płacz niemymi łzami z pewnością spełni Wasze czytelnicze oczekiwania. Wiadomo, czego można spodziewać się po takich opowieściach - nie jest to żadną tajemnicą. Wiemy, co nas czeka, kiedy sięgamy po takie książki, pozostaje nam jedynie poddać się opowieści, przeżyć to wszystko z bohaterem lub spróbować się do tego zdystansować. Czemu to służy? Poszerzaniu horyzontów, odkrywaniu, poznawaniu, refleksji... To emocjonalny wycisk, który otwiera oczy na To, co ukryte głęboko pod podłogą, brudne, głodne i samotne w tłumie.